Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flos-Lek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flos-Lek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2015

Denko sierpień 2015

   Nadszedł czas na porządki i znalezienie pustym opakowaniom właściwego miejsca, czyli worka na śmieci. Wcześniej jednak podzielę się z Wami opiniami na temat zużytych kosmetyków, bo było wśród nich kilka perełek na prawdę godnych polecenia oraz standardowo kilka bubli.

























Ciało - higiena:






















1 - Yves Rocher - żel pod prysznic Jardins du Monde Carambola from Malaysia. Kupuję każdy nowy żel z tej linii, moim ulubionym jest Kawa. Karambola jest średniawa, to ładny owocowy zapach, ale nie robi na mnie wrażenia. Dobrze się pieni i nie wysusza, ale ponownie go nie kupię.
3,5/5

2 - Le Petit Marseiliais - żel pod prysznic Mleczko Bawełniane i Mak. kolejny bubel LPM, zapach ma bardzo ładny, kwiatowo-kremowy, ale to jak koszmarnie wysusza skreśla go po całości. Walczę już tydzień z łuską jaką zrobił mi na szyi i końca tej batalii nie widać. Moja wina, że w amoku zakupowym nabyłam aż 3 żele tej marki i ostatni właśnie zużywam na siłę. Jak dla mnie dno.
1/5

3 - Palmolive - żel z peelingiem Feel the Massage. Gęsty żel o cudownie orzeźwiającym zapachu, będącym połączeniem aloesu i mięty oraz akcentu morskiego. Nie liczyłam na działanie wygładzające i dobrze, bo bym się przeliczyła, na to przymykam oko. Produkt bardzo wydajny i idealny na upalne dni, które mamy za sobą.
5/5

4 - Farmona - Opalizujący olejek do kąpieli i pod prysznic Let's Celebrate Pinacolada. Kto kocha pinacoladę, pokocha również ten kosmetyk. Bardziej z niego kremowy żel niż olejek, ale z nawilżaniem radził sobie wyśmienicie. Niestety już przy drugim użyciu urwał mu się korek.
4,5/5

5 - LillaMai - Peeling algowy do ciała. Taki sobie, napaliłam się na niego po wyciągnięciu go z Shinybox, bo eko, bo handmade, organic itd. Śmierdzi przeokrutnie, ale da się znieść, natomiast na słabą skuteczność w działaniu ciężko przymknąć oko. Przeciekał mi nieco przez palce, a drobinki złuszczające okazały się za małe, by mocno wygładzić naskórek.
2,5/5

6 - Bath and Body Woks - żel antybakteryjny PocketBac. Kolejny z moich ulubionych preparatów pozwalających szybko zdezynfekować i oczyścić dłonie. Lemon Meringue Cheer pachnie bardzo słodkim cytrynowym ciastem.
4,5/5

7 - Isana - migdałowy zmywacz do paznokci. Nie było mojego ulubieńca bez acetonu i zaryzykowałam kupując ten z acetonem. Błąd - zmywacz wysuszył i zmatowił mi paznokcie, a ich powierzchnia po użyciu robiła się 'tępa", aczkolwiek zmywał szybko i skutecznie.
3/5

Ciało i włosy - pielęgnacja:























8 - Vaseline - balsam do ciała Essential Healing. Świetny produkt! Balsam ma lekką formułę, ale bardzo dobrze odżywia i nawilża bez pozostawiania tłustej warstwy. Do tego przyjemnie i delikatnie pachnie.
5/5

9 - Flos Lek - balsam do zmęczonych stóp i nóg Dr Stopa. Odkąd mam pracę stojącą szukam preparatów chłodzących i przynoszących ulgę zmęczonym stopom. Doktor spisywał się całkiem nieźle, choć był odrobinę zbyt lepki i powoli się wchłaniał. Póki co moim faworytem w tej kategorii jest żel Yves Rocher, ale Flos Lek mogę spokojnie polecić.
4/5

10 - Avon - odżywka do włosów Advance Techniques Smooth as Silk. Najlepsza odżywka Avonu i jedna z moich ulubionych "w ogóle". Robi co trzeba - wygładza, dyscyplinuje i odżywia bez obciążania i bez efektu siana.
5/5

11 - Garnier - Neo antyperspirant w kremie. Fruity Flower jest trochę słabszy od bawełnianego wariantu, ale całkiem ok. Więcej na jego temat przeczytacie w RECENZJI .
4/5

12 - L'Occitane - krem do rąk Pivoine Flora. Lubię ich kremy przede wszystkim za błyskawiczne wchłanianie sie w skórę, nawilżanie natomiast mogłoby być lepsze. Jako fanka piwoniowych zapachów bardzo polubiłam tę wersję, szkoda, że to tylko miniaturka.
4,5/5

Twarz:






















13 - Sylveco - Oczyszczający peeling do twarzy. Obecność skrzypu w tym peelingu jest wyraźnie wyczuwalna, gdy dostanie się pod nakrętkę, skrzypi przy odkręcaniu. Wyglądem preparat przypomina szarą pastę, co ciekawe po masażu i zmyciu go z twarzy, na skórze zostaje jakby gumowa warstwa, nie wiem skąd taki efekt. Co do skuteczności, bo to najważniejsze, nie mam się do czego przyczepić. Peeling ma dużo małych drobinek, które nie podrażniają skóry, a porządnie ją wygładzają.
4/5

14 - Delawell - 100% olejek z avokado. Stosowałam go na noc, na krem nawilżający. Rano skóra była ładnie napięta, miękka i gładka. Olejek nie zapchał porów, ani nie doprowadził do szybszego przetłuszczania się twarzy. Nie wiem jak sprawdza się na włosach, bo w tej roli nie miałam okazji go wypróbować.
5/5

15 - Theo Marvee - tonik z kawiorem i pyłem perłowym. Preparat ma postać żelu z zawieszonymi w nim drobinkami miki imitującej perłę ;) Po pierwszych użyciach musiałam go odstawić, ponieważ twarz niewyobrażalnie mnie po nim szczypała. Przy kolejnych podejściach było lepiej, ale jakoś dobrnęłam do dna. Cięzko mi ocenić działanie, tonik jak tonik, oczyszczał, lecz nie odświeżał. Mi najbardziej przypadł do gustu jego zapach przypominający perfumy Flowerbomb. 
3,5/5

16 - Thalion - krem nawilżający Thali Source. Zie ukrywam, że zalatuje on inspiracją Biothermem, ale z racji na rewelacyjne działanie zapomnę o skojarzeniach. Krem jest fantastyczny, bardzo głęboko nawilżał, świetnie się nadawał pod makijaż dzięki szybkiemu wchłanianiu i schnięciu do matu, delikatnie pachniał. Żadnego zapychania, żadnego uczulania.Rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania.
5/5

Zapachy i makijaż:





















17 - Mexx - Fresh. Pozytywnie mnie zaskoczył, ponieważ nie spodziewałam się po nim żadnych fajerwerków. Niespodzianką była przede wszystkim jego trwałość jak na świeżaka oraz mocna kwiatowa nuta wychodząca po godzinie, kiedy już nie do końca można go nazwać Fresh. Dla mnie to przepoczwarzenie jest jak najbardziej na plus.
4/5

18 - The Body Shop - Lotus Petal. Nie tak wyobrażałam sobie kwiat lotosu, który w wodzie TBS przypomina raczej konwalię wymoczoną w wodzie morskiej. Średnio udana kompozycja, raczej wymęczyłam tą butelczynę, niż zużyłam z przyjemnością.
2,5/5

19 - Yves Rocher - Mango i Marakuja. Jedna z letnich limitek YR, soczyście owocowa, świetna na ciepły letni dzień. Mam do tego zapachu indywidualne podejście, ponieważ ma dla mnie wartość sentymentalną, przywołuję wspomnienia wydarzeń, które niestety nigdy już nie wrócą.
5/5

20 - Yves Rocher - Czerwone Owoce. Kolejna limitka jak ta powyżej, tym razem bez podłoża emocjonalnego. Taka sobie słodka mgiełka.
3/5

21 - The Different Company - White Zagora. Bardzo delikatna wariacja na temat neroli, łagodna i uniwersalna. Zapach białej koszuli i lnianej sukienki oraz ogrzanego powietrza.
3,5/5

22 - Christian Dior -J'Adore edp. Klasyk, który większość zna. Zawsze mi się podobał, ale z racji, że jest oklepany i pachnie nim co czwarta pani (nie wnikam czy oryginałem, czy jedną z miliona podrób) nigdy nie zdecydowałam się na całą butelkę. Mam do niego ogromny szacunek i zapewne kiedyś do niego powrócę.
5/5

23 - Escada - Turquoise Summer. Tegoroczna limitowanka Escady to mieszanka truskawek i karamboli. Escady były dla mnie do tej pory infantylnymi zapaszkami dla małolatek, aż w zeszłym roku pojawił się kokosowy Born in Paradise. TS to taki niezobowiązujący, radosny zapach wakacji, dobry na randkę przy koktajlu owocowym, czy wycieczkę nad jezioro.
4/5

24 - Clinique - High Impact Mascara. Tusz z tradycyjną włoskową szczoteczką, który daje raczej naturalny, choć wyrazisty efekt. Z początku brakowało mi tej dramy, którą dawał każdy L'Oreal, ale polubiliśmy się i jednak troche mi go brakuje. Ładnie rozdziela rzęsy i nie odbija się pod brwiami.
4,5/5

25 - Avon - wysuwana konturówka Blackest Black. O tych kredkach wspominałam już wielokrotnie, dla mnie są rewelacyjne, bardzo wygodne w użyciu i dostępne w ciekawych kolorach i rodzajach.
5/5

Którego z tych produktów jesteście najbardziej ciekawe? 


niedziela, 2 listopada 2014

Denko październik 2014

   Oto przyszła pora na małe, październikowe denko. Skromniutko nieco, najwięcej widzę tu żeli pod prysznic, chyba wynika to z faktu, że jak człowiekowi zimno to wskakuję pod gorący strumień wody (tak to jest w moim przypadku). Żadnej flaszki perfum, żadnej kolorówki.



























Higiena:

























1 - Luksja - Juicy mydło w płynie. Kupiłam wariant o zapachu żurawiny i miodu manuka. Mydełko bardzo dobrze się pieni, ślicznie pachnie i przede wszystkim nie wysusza jak Isana, która musiałam odstawić, bo zaczęła mi schodzić skóra z dłoni. Chętnie wypróbuję w przyszłości inne warianty.
5/5

2 - Avon - żel pod prysznic Senses MoodTherapy Revitalising. Nijaki ten żel, mało wydajny, co tu akurat było plusem, bo zużywałam go na siłę, zapach jagód acai z dodatkiem mentolu przypominał mi jakieś leki, na rynku są setki fajniejszych żeli. Nie wysusza i dobrze się pieni.
2,5/5

3 - Yves Rocher - żel pod prysznic Green Tea from China. Zielonoherbaciany żel kupiłam po raz pierwszy i dziś już wiem, że nieostatni :) Świeży i odprężający zapach będzie jak znalazł na wiosnę, ubolewam jedynie nad tym, że szybko sie kończy.
4,5/5

4 - Alterra - krem pod prysznic Bio-Orange & Bio-Vanille. Produkt ekologiczny, bez barwników, konserwantów, silikonów i parafiny. Myje bardzo łagodnie i bardzo słabo się pieni (brak SLS), pachnie cudownie słodką wanilią złamaną pomarańczą. Bardzo kiepska wydajność, byłam w soku, że skończył się po kilku użyciach.
3,5/5

5 - Yves Rocher - żel pod prysznic Collection Ete. Śródziemnomorskie Lato podobało mi się w wersji wody toaletowej, ale z racji, że nie planowałam kupna kolejnego zapachu, wzięłam żel. Kosmetyk kąpielowy nie pachnie już tak rewelacyjnie jak woda, zapach jest strasznie słodki i nie kojarzy mi się z wakacjami. Opakowanie i działanie zdecydowanie podnoszą walory tego kosmetyku.
4/5

Pielęgnacja twarzy:

6 - Bielenda - dwufazowy płyn do demakijażu oczy Awokado. Już nie raz ten kosmetyk był gościem mojego denka, zawsze go zachwalałam i był moim numerem jeden. Wciąż uważam, że jest rewelacyjny, ale, uwaga, znalazłam produkt, który go zdetronizował. czekajcie na recenzję ;) Tymczasem odsyłam do opinii o Bielendzie.

7 - Avon - Planet Spa maseczka Heavenly Hydration. Kiedyś maseczki z Planet Spa były na prawdę dobre, mówię tu o wersji z błotem Morza Martwego, oliwkowej właśnie, czy oczyszczającej z kwiatem lotosu. Ostatnie, jak chociażby Jagody Acai, czy Indyjska to totalna porażka. Nawilżająca maseczka z oliwą z oliwek, nie uczula, rzeczywiście działa i przepięknie, świeżo pachnie. Polecam, bo to jedna z moich ulubionych.
5/5

8 - Flos Lek - Żel ze świetlikiem lekarskim i babką lancetowatą do powiek i pod oczy. Przyjemny w stosowaniu, szczególnie schłodzony, żel pod oczy. Cieni nie likwiduje, ale to tez nie jego zadanie, delikatnie usuwa opuchnięcia i łagodzi podrażnienia. Z efektem zarwanej, czy przepłakanej nocy sobie nie poradzi, ale fajnie go nałożyć po kilku godzinach spędzonych przed komputerem, bo koi zmęczone oczy, a do tego jest bardzo tani.
4/5

9 - Yves Rocher - pomadka ochronna do ust Pistacje i Kakao. Balsamik pochodzi z zeszłorocznej zimowej limitowanki, niestety nie czułam w nim ani pistacji, ani kakao. Na szczęście nie bielił ust i delikatnie je nawilżał. Bez rewelacji, wariant pomarańczowo - kakaowy zdecydowanie ciekawszy, a do tego wraca w tym roku po 17 listopada, więc mogę już polecić.
3/5

Pielęgnacja ciała:

























10 - Dove - antyperspirant w sztyfcie Invisible Dry. Sztyfty Dove należą do moich ulubionych, ten także nie zawiódł. Oczywiście zapewnienie, że nie brudzi ubrań to lekkie przegięcie, ale działa bez zarzutu i nienachalnie pachnie.
4,5/5

11 - The Body Shop - masło do ciała Winna Brzoskwinia. Jedno z kultowych masełek TBS dostałam do przetestowania od Ani :*  Ten wariant podobał mi się bardziej niż denkowany wcześniej Moringa, miał lżejszą formułę i szybciej się wchłaniał, a jego zapach to totalne szaleństwo! Soczysty i mocno brzoskwiniowy, długo czuć go w łazience, jak i na skórze po zastosowaniu. Nawilża nawet bardzo sucha skórę.
5/5

12 - Avon - krem do rąk Naturals Vanilla. Ten kosmetyk również bardzo polubiłam, na początku trzymałam go w szafce w pracy i zawsze kiedy smarowałam nim dłonie słyszałam, że pięknie pachnie budyniem waniliowym. Krem ma to do siebie, że poza apetycznym zapachem ma także odżywcze i nawilżające właściwości oraz dobrze się wchłania.
4,5/5

13 - L'Occitane - krem do rąk Cherry Blossom. Wspaniały krem, lekka i szybkowchłaniająca się formuła to jego ogromny atut, bardzo dobrze nawilża, choć gorzej z działaniem odżywczym i w zimie mógłby być za słaby. Krem pachnie kwiatem wiśni, bardzo delikatnie, więc nie drażni otoczenia. Żałuję, że miałam tylko miniaturkę, może kiedyś kupię większe opakowanie, choć cena w stosunku do pojemności jest raczej zaporowa i nie wiem czy nie wolałabym kolejnej tuby kremu TBS z marihuaną, choć ten nadaje się tylko na noc.
5/5

Jakie jest Wasze zdanie na temat tych kosmetyków?