Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło do ciała. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 listopada 2015

Denko październik 2015

    Trochę czasu mi zajęło zmobilizowanie się do stworzenia tego denka, z resztą kto jest ze mną dłużej pewnie zauważył, że wyklikuję posty coraz rzadziej - brak czasu, permanentne zmęczenie... Zobaczcie z czym pożegnałam się w ubiegłym miesiącu.

















































1 - Isana - Mydło w płynie z ekstraktem z limonki. Wzięłam, bo było śmiesznie tanie i prezentowało się ładnie od strony graficznej. Zapach nie powalił, ale mydło swoje funkcje spełniło. Ocenę podnoszą biedronki na etykiecie ;)
3,5/5

2 - Palmolive - żel pod prysznic Feel Glamorous. Żel zawiera maleńkie peelingujące drobiny, których tak na prawdę nie czuć w czasie kąpieli. Pachnie cudownie, wg producenta zapach to połączenie jeżyny, wanilii i pitahaji, jest słodki i mocno owocowy.
5/5

3 - Auchan - Arganowy olejek pod prysznic z kwiatem pomarańczy. Fantastyczne połączenie komponentów, uwielbiam olejek arganowy w każdym zestawieniu oraz zapach kwiatu pomarańczy. Olejek dobrze się pienił, pozostawiał skórę lekko natłuszczoną, ale nie za mocno i był wydajny.
5/5

4 - Auchan - Żel pod prysznic Mleko, Malina i Piwonia. Kolejny tanioszek z Auchana pachnie przede wszystkim malinami, super się pieni (nie ma jak SLS ;) ) i jest bardzo wydajny. Jako jedyny z tej linii nieco wysuszył mi skórę.
4/5

5 - Bath & Body Works - PocketBac. Antybakteryjny żel do rąk tym razem o zapachu kwiatu wiśni. Pisałam już w którymś denku, że uwielbiam te żele i zawsze mam jakiś ze sobą. Ten akurat był do torebki, kochałam jego zapach, nie jedna osoba pociągała nosem gdy użyłam go np. w autobusie, bardzo wiosenny.
5/5

6 - Bath & Body Works - Balsam do ciała Endless Weekend. Nie doceniłam tego balsamu, póki nie rozsmarowałam go na skórze, dopiero wówczas rozwijają się nuty zapachowe tego kosmetyku. Na mój nos Endless Weekend pachnie ananasem, mango i nutą świeżego prania, leniwym letnim dniem, za którym tęsknię o tej porze. Balsam ma aksamitną konsystencję, świetnie się wchłania i pozostawia skórę gładką. Wariant mini doskonale sprawdził się w podróży.
5/5

7 - Organique - Peeling solny Bamboo z masłem shea. Ten tłusty, bo zbudowany na shea i oleju kokosowym peeling posiada bardzo wiele kryształów soli, dzięki czemu rewelacyjnie wygładza naskórek, ale może też podrażniać. Ja preferuję takie mocne zdzieraki, dlatego bardzo go sobie chwalę. Zapach jest bardzo mocny, raczej męski, więc polecam przetestować przed zakupem.
5/5

8 - The Body Shop - masło do ciała Smoky Poppy. Masełka TBS to temat wielokrotnie wałkowany, wiadomo, że są treściwe, czasem nieco ciężkie, ale regenerują i odżywiają skórę po mjistrzowsku. Po zużyciu Smoky Poppy doszłam do wniosku, że jednak wolę owocowe zapachy tych masełek, ten był zbyt mydlany i męczący.
3,5/5























9 - Norel - krem Hyaluron Plus. Krem z klinki Dr Wilsz to moje wielkie odkrycie, po miniaturze chcę duże opakowanie. Co najważniejsze - krem doskonale nawilża i nie zapycha porów. Jest lekki, działa niemal błyskawicznie, skóra się po nim nie świeci, a na dodatek ma bardzo przyjemny morski zapach.
5/5

10 - Avon - ANew Clinical krem pod oczy i na powieki. Kupiłam ten kosmetyk ze względu na ciekawą, podwójną budowę - opakowanie podzielone jest na dwa połączone pojemniczki, w jednym znajduje się krem pod oczy, w drugim żel na powieki. Obydwa preparaty zużywają się proporcjonalnie, natomiast ciężko mi napisać coś o działaniu, nie zauważyłam, żeby cienie pod oczami zostały rozjaśnione, jadnak skóra była dobrze nawilżona.
3/5

11 - Khadi - ajurwedyjski olejek Viola. Od pewnego czasu stosuje olejki jako warstwę na krem na noc, dlatego ciężko by mi było opisać jego samodzielne działanie. W połączeniu z kremem na pewno pozostawia skórę dobrze naprężoną, rano nie mam problemu z suchymi skórkami na brodzie i wokół ust jak miało to miejsce wcześniej. Irytował mnie zakraplacz w tej butelczynie, czasami nie chciał w ogóle zaskoczyć, dlatego w pewnym momencie się go pozbyłam i wylewałam olejek bezpośrednio z butelki.
4/5


12 - Yves Rocher - Low Shampoo. Czysta ciekawość zaopatrzyła mnie w szampon w kremie z Yves Rocher, gdyż nigdy wcześniej nie miałam styczności z taką formułą szamponu. Pierwsze wrażenie było dość dziwne, niepieniący się  krem wsmarowujemy we włosy i spłukujemy, jednak po wysuszeniu włosy były gładkie jak po kropli jedwabiu, czyste i miękkie, żadnego obciążenia. Polecam przetestować, choć ja wróciłam do tradycyjnej formy szamponu.
4/5

13 - Garnier - Odżywka z olejem arganowym i kamelią. Jeśli ktoś szuka okrutnie wydajnej odżywki, to polecam śmiało kupić tę od Garniera. Poza wydajnością ma też inne zalety - wygładza, nie obciąża, dyscyplinuje siano, ale niestety nie nawilża i końcówki to czują. Lekko orientalny zapach pozostaje długo na włosach.
3,5/5

14 - Wella - lakier do włosów Performance. Tym razem taki zwyklak, trochę skleja, ale dobrze trzyma włosy, nie za ciekawie pachnie.
3/5

15 - L'Oreal - maska Absolut Repair Lipidium. Szczerze powiem, że spodziewałam się po niej lepszego efektu, choć oczywiście nie jest zła. Dla mnie największe rozczarowanie to krótkotrwały efekt wygładzenia, który utrzymuje się tylko do najbliższego mycia, taki efekt dają też zwykłe odżywki. Plus za wydajność.
3,5/5

16 - Schwarzkopf - Gliss Kur Million Gloss. Tą malutką tubkę ekspresowej odżywki dostałam do jakiejś farby. Niestety słaba i wiem, że kolejnej tubki nie kupię.
2/5
































17 - Beckham - Signature. Damska woda perfumowana sygnowana przez Państwa Bechamów urzekła mnie już kilka lat temu, aż w końcu dorobiłam się flaszki. Elegancki zapach na jesień, kwiatowy, nieco ostry i o dziwo bardzo trwały.
4/5

18 - Skin79 - maska w płacie Powerful Moist. Ogarnęła mnie faza na koreańskie maski w płacie, tym razem padło na mocno nawilżającą o zapachu winogron. Tkanina była tak mocno nasączona preparatem, że musiałam sie położyć żeby wszystko nie spłynęło mi z twarzy.
5/5

19 - Revlon - puder w kamieniu Nearly Naked. Kolejne zużyte opakowanie tego pudru będzie na jakiś czas ostatnim, bo postanowiłam, potestować produkty innych marek. Niemniej jednak Nearly Naked spełniał wszystkie moje oczekiwania, na długo matował skórę i wykańczał makijaż nie dając efektu twarzy obsypanej mąką.
5/5

20 - Avon - wykręcana konturówka Boldest Black. Z bólem serca się z nią rozstaję, miękka, o intensywnym kolorze, wygodna w użyciu i trwała - same plusy.
5/5


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Denko marzec 2015

   Ostatnio strasznie się zapuściłam w pisaniu, ale mam już dla Was przygotowany ciekawy post o lakierach pewnej marki, pełen kolorowych zdjęć. Tymczasem pora na spore, żeby nie powiedzieć wielkie jak na mnie denko marca. Cieszy mnie tyle zużyć, bo zapasy kosmetyków niemal wychodzą mi już z szafki i trzeba włączyć je w tryb ON.
























Higiena twarzy i ciała:
























1 -Original Source - żel pod prysznic Wild Berries. Ostanie edycje limitowane żeli OS rozczarowały, Wild Berries przerywa złą passę. Zapach w klimacie landrynek o smaku owoców leśnych przeniósł mnie wspomnieniami do dzieciństwa. Żel dobrze się pienił i nie wysuszał.
5/5

2 - Avon - Senses żel pod prysznic Spicy Moroccan Delights. Przeczytałam w katalogu "kadzidło i drewno tekowe", więc napaliłam się na niego jak szczerbaty na suchary. Zapach żelu okazał się słodki i mało wyszukany, ale przyjemny, pa próżno jednak doszukiwać się w nim wspomnianych aromatów. Żel lekko wysusza skórę.
3/5

3 - Avon - Solutions pianka do mycia twarzy. W tym przypadku Avon mile zaskoczył, pianka była wydajna, nie podrażniała skóry ani oczu i dobrze zmywała zanieczyszczenia. Chętnie do niej kiedyś wrócę.
5/5

4- Kamill - żel pod prysznic Mleczko Rabarbarowe. Fajny, świeży zapach, niezła wydajność, a do tego śmieszna cena. Polecam choćby przetestować.
4/5

5 - Bath & Body Works - mydło Winter Candy Apple. Mydło w żelu, zawierające peelingujące drobinki, kulejące niestety pod względem stosunku wydajności do ceny, nadrabiające ten uszczerbek obłędnym zapachem kandyzowanych jabłek.

6 - Yves Rocher - dwufazowy płyn do demakijażu oczu Pur Bleuet. Chwalony przez wiele blogerek płyn dla mnie okazał się niewypałem. Musiałam wielokrotnie pocierać oczy, aby domyć makijaż. Z pokorą wracam do Ziaji :)
2/5

7 - Avon - dezodorant w kulce Smooth & Gentle. Kulek używam wyłącznie na noc po prysznicu, dlatego nie napiszę, czy ta skutecznie chroni przed potem. Ważne, że nie podrażnia skóry, a rano budzę się z suchymi pachami. Zapach ledwie wyczuwalny i delikatny.
5/5

8 - Lirene - tonik Wybielanie. Tonik redukujący przebarwienia z kwasem migdałowym okazał się wyjątkowo łagodny, chyba aż za bardzo, bo nie zauważyłam efektu wyrównania kolorytu skóry i wróciłam do kremu Pharmaceris z kwasem. Preparat mnie nie uczulił i nie podrażnił, ma przyjemny cytrusowy zapach.
3/5

Włosy:

9 - Garnier - Ultimate Blends odżywka z olejem kokosowym i masłem kakaowym. Nic specjalnego, nie zauważyłam po niej spektakularnego wygładzenia moich cienkich włosów, dalej się one elektryzują jak szalone. Mimo "ciężkiego" składu odżywka nie obciąża włosów.
3,5/5

10 - Batiste - suchy szampon Wild. Mój nr 1 wśród wariantów zapachowych Batiste. Słodkawy i z pazurem, działanie rewelacyjne, choć nieco bielił włosy jak to szampony tej marki mają w zwyczaju. Lepszy niż wiśniowy, kwiatowy czy orientalny.
5/5

11 - Sylveco - Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany. Mój wielki hicior i jedno z największych odkryć z ShinyBox. Pełna recenzja TUTAJ .
5/5

Pielęgnacja:


























12 -Yves Rocher - balsam do ciała Poire Caramel. Kosmetyk pochodził z zimowej edycji limitowanej, cudownie pachniał karmelizowana gruszką, ekspresowo się wchłaniał i nawilżał w miarę przyzwoicie, choć mocarnego nawilżacza należy szukać gdzieś indziej.
4,5/5

13 - Avon - krem do stóp z orzechem macadamia. Jeden z lepszych kremów do stóp jakie miałam, gęsty w porównaniu z większością avonowych stoponawilżaczy, o obłędnych zapachu pieczonego orzecha. Szybko się wchłaniał nie pozostawiając tłustego filmu, więc od razu po użyciu można było wskakiwać w kapciuchy, a skóra po jego użyciu była miękka i wygładzona.
4,5/5

14 - Yves Rocher - mleczko do ciała Expert Reparation. Dość tłuste mleczko z masłem shea, którego ja używałam jako kremu do rąk. Kosmetyk świetnie wygładzał skórę, ale długo się w nią wchłaniał.
3,5/5

15 - Avene - Clean-Ac. Krem nawilżający i regenerujący do cer z problemami. Z początku się nie polubiliśmy, krem spowodował wysyp podskórnych grudek i musiałam go odstawić. Po jakimś czasie dostał drugą szansę i tym razem nie zawiódł. Nie zapchał porów i dogłębnie nawilżył, stosowałam go natomiast tylko na noc, więc nie wiem jak sprawdza się pod makijaż.
4/5

16 - The Body Shop - masło do ciała Pomme Glacee / Kandyzowane Jabłko. Klasyk. Masła TBS działają rewelacyjnie, różnią się przede wszystkim zapachem - jabłkowy okazał się jednym z lepszych jakie poznałam, a miałam już niemal wszystkie masełka tej marki. Owowcowo-słodki aromat bardzo długo utrzymywał się na ciele, podobnie jak efekt regeneracji naskórka.
5/5

17 - Inspire / Beauty Face - Intelligent Skin Therapy serum z kolagenem. Produkt ten był tak rewelacyjny, że długo nie zagrzał miejsca w mojej łazience, bo skutecznie podbierała mi go mama. Aplikowałam dwie krople na noc i rano budziłam się z gładziutką i rozświetloną skórą. Serum dostałam w jednym z pudełek ShinyBox.
5/5

Makijaż:
























18 - Colour Alike - Marchewkowe Pole. Pierwszy lakier Colour Alike jaki kupiłam i to od niego zaczęła się moja miłość do marki. 453 to intensywna pomarańcza ze srebrnym shimmerem. Idealne krycie po 2 warstwach i szybkie schnięcie.
5/5

19 - Mariza - Pomarańczowy peeling do ust. Kolejna perełka z Shiny i kolejny kosmetyk podkradany przez mamitę mą. Soczyście pachnący i słodki w smaku peeling szybko znikał z ust pozostawiając na nich warstewkę olejku.
4,5/5

20 - L'Oreal - Volume Million Lashes Excess. Musiałam się z nim oswoić, bo na początku strasznie sklejał rzęsy, ale po podeschnięciu okazał się niezastąpiony. Więcej w RECENZJI .
4,5/5

21 - E.L.F. - balsam do ust Candy Shop. Używałam go odruchowo, bo leżał przy komputerze, w działaniu przeciętniak, ale ładnie nabłyszczał wargi tworząc baby look.
4/5

Zapachy:























22 - DV Beckham - Intimately Yours. Brana w ciemno woda toaletowa okazała się być strzałem w dziesiątkę i ideałem na jesień i zimę. Ciepły i zmysłowy kwiatowy zapach, który bardzo długo utrzymuje się na skórze.
4,5/5

23 - Puma - Time to play dezodorant. Duszący i wiercący w nosie śmierdziuch, dobrze, że dostałam go do zakupów bo bez sentymentu zużyłam go jako odświeżacz do szafy i pokoju.
2/5

24 - Givenchy - Ange ou Demon le secret elixir. Cięższa, ale równie udana wersja klasycznego AoDLS, bardzo kobieca i elegancka.
4/5

25 - Rihanna - Rogue. Prześliczna, łagodniejsza i tańsza wersja Bottegi Venety, ale równie trwała. Poluję na flakon!
5/5

Mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna, bo w końcu więcej kosmetyków zużyłam, niż kupiłam. Oby tak dalej.


sobota, 31 stycznia 2015

Pierwsze zakupy w 2015 r., czyli haul styczniowy

   Zaskoczyłam sama siebie (pozytywnie) zupełnie dla mnie nowym podejściem do zakupów - do połowy miesiąca, a nawet nieco dłużej nie miałam większej ochoty na gromadzenie kolejnych ilości kosmetyków. Dopiero pod koniec stycznia obudził się we mnie instynkt chomika i nadrobiłam zaległości z całego miesiąca. W lutym z pewnością się ograniczę, tymczasem pokazuję swoje nowości.


























Wyprzedaże w Sephorze, w tym sezonie jakieś cienkie, bo większości kosmetyków przecenionych w sklepie internetowym nie było lub były w cenie regularnej, przynajmniej tam gdzie ja się pojawiłam. Skończyło się tylko na zestawie żeli pod prysznic w kapsułkach i dwóch mydłach w płynie.


























Z miejsca przepraszam za fatalną jakość zdjęcia, światło nie sprzyjało, jak i sprzęt słaby. Kostka lakierów Essie z kolekcji jesień 2014.


























Produkty do włosów zamawiane podobnie jak lakiery Essie w sklepie hairstore.pl . Dwie maski do włosów, szampon i lakier.


























Inwazja żeli pod prysznic :D Trzeba było uzupełnić zapasy, a żele kupuję namiętnie i bez wyrzutów sumienia, bo zawsze się je zużyje.


























Lubię wstąpić do drogerii Jasmin ze względu na dobre zaopatrzenie w kosmetyki rosyjskich i polskich marek.


























Od dawna korciło mnie, żeby kupić ten tusz Rimmel.


























Poszłam do Rossmanna po sól do moczenia stóp, a tam mój ukochany błyszczyk L'Oreal Shine Caresse w cenie na do widzenia. Niestety zostały tylko dwie sztuki i to w tym samym kolorze - 103 Marilyn.


























Kolejne masełko The Body Shop, soczysty Grejpfrut tym razem.


Tym razem efekt wymiany - krem Iwostin oraz wycofana już woda Avonu Treselle Mistique.



















































Na koniec woskowe nowości Yankee Candle, WoodWick oraz Kringle Candle.


niedziela, 2 listopada 2014

Denko październik 2014

   Oto przyszła pora na małe, październikowe denko. Skromniutko nieco, najwięcej widzę tu żeli pod prysznic, chyba wynika to z faktu, że jak człowiekowi zimno to wskakuję pod gorący strumień wody (tak to jest w moim przypadku). Żadnej flaszki perfum, żadnej kolorówki.



























Higiena:

























1 - Luksja - Juicy mydło w płynie. Kupiłam wariant o zapachu żurawiny i miodu manuka. Mydełko bardzo dobrze się pieni, ślicznie pachnie i przede wszystkim nie wysusza jak Isana, która musiałam odstawić, bo zaczęła mi schodzić skóra z dłoni. Chętnie wypróbuję w przyszłości inne warianty.
5/5

2 - Avon - żel pod prysznic Senses MoodTherapy Revitalising. Nijaki ten żel, mało wydajny, co tu akurat było plusem, bo zużywałam go na siłę, zapach jagód acai z dodatkiem mentolu przypominał mi jakieś leki, na rynku są setki fajniejszych żeli. Nie wysusza i dobrze się pieni.
2,5/5

3 - Yves Rocher - żel pod prysznic Green Tea from China. Zielonoherbaciany żel kupiłam po raz pierwszy i dziś już wiem, że nieostatni :) Świeży i odprężający zapach będzie jak znalazł na wiosnę, ubolewam jedynie nad tym, że szybko sie kończy.
4,5/5

4 - Alterra - krem pod prysznic Bio-Orange & Bio-Vanille. Produkt ekologiczny, bez barwników, konserwantów, silikonów i parafiny. Myje bardzo łagodnie i bardzo słabo się pieni (brak SLS), pachnie cudownie słodką wanilią złamaną pomarańczą. Bardzo kiepska wydajność, byłam w soku, że skończył się po kilku użyciach.
3,5/5

5 - Yves Rocher - żel pod prysznic Collection Ete. Śródziemnomorskie Lato podobało mi się w wersji wody toaletowej, ale z racji, że nie planowałam kupna kolejnego zapachu, wzięłam żel. Kosmetyk kąpielowy nie pachnie już tak rewelacyjnie jak woda, zapach jest strasznie słodki i nie kojarzy mi się z wakacjami. Opakowanie i działanie zdecydowanie podnoszą walory tego kosmetyku.
4/5

Pielęgnacja twarzy:

6 - Bielenda - dwufazowy płyn do demakijażu oczy Awokado. Już nie raz ten kosmetyk był gościem mojego denka, zawsze go zachwalałam i był moim numerem jeden. Wciąż uważam, że jest rewelacyjny, ale, uwaga, znalazłam produkt, który go zdetronizował. czekajcie na recenzję ;) Tymczasem odsyłam do opinii o Bielendzie.

7 - Avon - Planet Spa maseczka Heavenly Hydration. Kiedyś maseczki z Planet Spa były na prawdę dobre, mówię tu o wersji z błotem Morza Martwego, oliwkowej właśnie, czy oczyszczającej z kwiatem lotosu. Ostatnie, jak chociażby Jagody Acai, czy Indyjska to totalna porażka. Nawilżająca maseczka z oliwą z oliwek, nie uczula, rzeczywiście działa i przepięknie, świeżo pachnie. Polecam, bo to jedna z moich ulubionych.
5/5

8 - Flos Lek - Żel ze świetlikiem lekarskim i babką lancetowatą do powiek i pod oczy. Przyjemny w stosowaniu, szczególnie schłodzony, żel pod oczy. Cieni nie likwiduje, ale to tez nie jego zadanie, delikatnie usuwa opuchnięcia i łagodzi podrażnienia. Z efektem zarwanej, czy przepłakanej nocy sobie nie poradzi, ale fajnie go nałożyć po kilku godzinach spędzonych przed komputerem, bo koi zmęczone oczy, a do tego jest bardzo tani.
4/5

9 - Yves Rocher - pomadka ochronna do ust Pistacje i Kakao. Balsamik pochodzi z zeszłorocznej zimowej limitowanki, niestety nie czułam w nim ani pistacji, ani kakao. Na szczęście nie bielił ust i delikatnie je nawilżał. Bez rewelacji, wariant pomarańczowo - kakaowy zdecydowanie ciekawszy, a do tego wraca w tym roku po 17 listopada, więc mogę już polecić.
3/5

Pielęgnacja ciała:

























10 - Dove - antyperspirant w sztyfcie Invisible Dry. Sztyfty Dove należą do moich ulubionych, ten także nie zawiódł. Oczywiście zapewnienie, że nie brudzi ubrań to lekkie przegięcie, ale działa bez zarzutu i nienachalnie pachnie.
4,5/5

11 - The Body Shop - masło do ciała Winna Brzoskwinia. Jedno z kultowych masełek TBS dostałam do przetestowania od Ani :*  Ten wariant podobał mi się bardziej niż denkowany wcześniej Moringa, miał lżejszą formułę i szybciej się wchłaniał, a jego zapach to totalne szaleństwo! Soczysty i mocno brzoskwiniowy, długo czuć go w łazience, jak i na skórze po zastosowaniu. Nawilża nawet bardzo sucha skórę.
5/5

12 - Avon - krem do rąk Naturals Vanilla. Ten kosmetyk również bardzo polubiłam, na początku trzymałam go w szafce w pracy i zawsze kiedy smarowałam nim dłonie słyszałam, że pięknie pachnie budyniem waniliowym. Krem ma to do siebie, że poza apetycznym zapachem ma także odżywcze i nawilżające właściwości oraz dobrze się wchłania.
4,5/5

13 - L'Occitane - krem do rąk Cherry Blossom. Wspaniały krem, lekka i szybkowchłaniająca się formuła to jego ogromny atut, bardzo dobrze nawilża, choć gorzej z działaniem odżywczym i w zimie mógłby być za słaby. Krem pachnie kwiatem wiśni, bardzo delikatnie, więc nie drażni otoczenia. Żałuję, że miałam tylko miniaturkę, może kiedyś kupię większe opakowanie, choć cena w stosunku do pojemności jest raczej zaporowa i nie wiem czy nie wolałabym kolejnej tuby kremu TBS z marihuaną, choć ten nadaje się tylko na noc.
5/5

Jakie jest Wasze zdanie na temat tych kosmetyków?

niedziela, 5 października 2014

Denko wrzesień 2014

    Kolejny raz ociągałam się z denkiem aż do weekendu, w tygodniu jakoś ciężko znaleźć mi czas na napisanie dłuższego posta. Aby nie przynudzać, przejdę od razu do prezentacji wrześniowych zużyć.





Higiena ciała:

























1 - Isana - żel pod prysznic Orange & Grapefruit. Letnia edycja limitowana popularnego żelu Isana, tym razem o zapachu pomarańczy i grejpfruta z dodatkiem olejki pomarańczowego. Żel miał super konsystencję, myślę, że przez tenże właśnie olejek w składzie. Zapach superożeźwiający.
4/5

2 - Yves Rocher - Jardins du Monde Grapefruit from Florida. Kolejny żel pachnący grejpfrutem :) Ten ma zapach bardziej soczysty i intensywny niż ten z Isany, ale niestety tylko w buteleczce, po spienieniu na skórze nie czuć już prawie nic. Żel fajnie się pieni, ale jest małowydajny.
4/5

3 - Isana - mydło w płynie Copacabana. Kolejna letnia limitowanka od Isany i o ile żel był ciekawy, to mydło było delikatnie rzecz ujmując średniawe. Konsystencja i wydajność na plus, natomiast zapowiadany zapach mango i kokosa to chemiczna woń gnijącej kokosowej łupiny. Szkoda, bo etykietka taka śliczna.
2,5/5

4 - Avon - Senses żel pod prysznic Moodtherapy Energising. Początkowo pomyślałam, że to kosmetyk raczej dla panów z uwagi na zapach i kolor, mimo to pokochałam ten eukaliptusowy zastrzyk energii. Doskonały rano, budzi lepiej niż kawa, ale kończy się z nim dzień równie miło. Pieni się bez zarzutu, nie wysusza nadmiernie skóry i jest wydajny.
5/5

5 - Avon - antyperspirant Dry & Pure. Jeśli chodzi o antyperspiranty to preferuję sztyfty, kulki używam tylko na noc. Ta z Avonu miała ładny, delikatny zapach kwiatu lotosu i rzeczywiście działała, bo nie budziłam się z wilgotnymi pachami nawet w środku lata. Nie wiem jak działa w warunkach zwiększonego stresu, czy w czasie wysiłku fizycznego. Zamówiłam właśnie inny wariant - z kwiatem wiśni.
4,5/5

Pielęgnacja ciała:

6 -  Perfecta Spa - Cukrowy peeling do ciała Lody Melba. W porównaniu do Pinacolady ten wariant może się schować. Właściwie, to może się schować przy większości peelingów, ponieważ mocno mnie rozczarował swoim zapachem i konsystencją. Ta glicerynowa bomba jest znacznie bardziej tłusta niż wspomniana Pinacolada Perfecty, a jej zapach to mdła cytryna z cukrem waniliowym (nie mylić z wanilią).
2/5

7 - Dove - Essential Nourishment mleczko do ciała. Mleczko to polecane jest do skóry suchej, mocno i trwale nawilża, zostawia tłustawy film, ale nie dający uczucia dyskomfortu. Szczerze mówiąc podchodziłam do tego mleczka sceptycznie, bo miałam kiedyś ogórkowe od Dove i było beznadziejne, jednak to okazało się bardzo dobre.Zapach ma kremowy, typowy dla marki.

8 - The Body Shop - masło do ciała Moringa. Spodobała mi się jego konsystencja, bardzo gęsta i zbita, jak jakiś Lurpak, czy Osełka Górska ;) Rozpływa się pod wpływem ciepła dłoni i aksamitnie rozprowadza po ciele. Zapach Moringa to zapach drzew kwitnących wczesna wiosną. To malutkie masełko pozostawi miłe wspomnienia.
4/5

Twarz:

9 - Yves Rocher - peeling Sebo Vegetal. Na temat tego peelingu pisałam obszerniej TUTAJ. Wciąż uważam, że świetnie się sprawdzał.
4/5

10 - Avon - Naturals żel do mycia twarzy Glistnik i Woda Źródlana. Totalna masakra. Po myciu nie mogłam otworzyć oczu, bo to cholerstwo dostawało się w każdą szczelinę między nimi i niemiłosiernie szczypało. Zapach neutralny, konsystencja ok, ale przez to pieczenie już nigdy po niego nie sięgnę.
1,5/5

11 - Isis Pharma - Teen Derm K. Rewelacyjny krem z kwasami, żałuję, że miałam niepełną tubkę, ale nawet taka ilość (mniej niż 1/3) przyniosła szybko zauważalne efekty. Przede wszystkim zmniejszył ilość grudek podskórnych, a pory stały się mniej widoczne. Krem ma specyficzny zapach, który nie wszystkim (a nawet mało komu) przypadnie do gustu, ale idzie się przyzwyczaić. Gdyby nie fakt, że kupiłam na noc Pharmaceris z kwasami, z pewnością zdecydowałabym się na pełną wersję tego produktu.
5/5

Włosy:

12 - Pantene Pro-V - odżywka Gęste i Mocne. Nic specjalnego, cudów z moimi włosami nie zrobiła, a do tego okropnie pachniała. Więcej nie kupię.
3/5

13 - Facelle - żel do higieny intymnej z aloesem. Jego obecność w kategorii "Włosy" to nie przypadek, zachęcona opiniami na blogach o jego świetnym działaniu jako szamponu, musiałam i ja wypróbować go do mycia włosów. Początkowo nie mogłam przywyknąć do kiepskiego pienienia się (miałam wówczas długie włosy), z czasem przestało być to mankamentem. Włosy po nim były lekkie i błyszczące, długo zachowywały świeżość. Wróciłam jednak do ukochanej Welli :)
4/5

Paznokcie i zapach:

14 - Isana - zmywacz do paznokci bez acetonu. Po raz kolejny i nieostatni w moim denku. Najlepszy.
5/5

15 - Banana Republic - Republic of Women edp. Zapach, którego używałam kilka lat temu, kojarzył mi się z wczasami w Grecji, dlatego kiedy zobaczyłam go w super niskiej cenie w Douglasie już nie wypuściłam go z rąk. Okazało się jednak, że przez te lata coś w nosie mi się przestawiło i kojarzyłam zapach jako całkiem inny, bardziej piżmowy, tymczasem RoW dzisiaj to dla mnie kwiatowo-owocowy zapach podszyty jasnym drewnem, bardzo ładny, lecz czegoś mu brakuje. Zużyłam z wielką przyjemnością, ale pewnie była to moja ostatnia butelka. 
4/5




środa, 1 października 2014

Wrześniowy haul zakupowy

   Jak ten wrzesień niesamowicie szybko minął, ani się obejrzałam, a już jesień. Nadeszła pora, by podsumować jakież to nabytki zasiliły moje kosmetyczne zapasy.

.

Na pierwszy rzut idą Avon'y. Tutaj Nowy żel pod prysznic Senses, tusz Luxe i perfumetka z wodą Today.


Tym razem maska do włosów farbowanych z serii Naturals, kremowy żel pod prysznic Senses, dwa balsamy z Naturals (jabłkowy cudnie pachnie, ale wiem, że te balsamy są słabe w działaniu) i indyjska maseczka Planet Spa z ekstraktem drzewa sandałowego.


A to już skarby pochodzące z wymiany: krem z kwasami Isis Pharma (świetny!), krem do skóry naczynkowej Bioliq, pianka do mycia twarzy Organic Therapy i krem nawilżający do skóry z problemami od Avene.


Arganowe masło do ciała The Body Shop o mocnym i urzekającym zapachu.


Moja pierwsza paletka Sleek'a, wybór padł na Storm. Jestem z niej mega zadowolona i myślę nad zakupem Arabian Nights (któraś ma i może polecić?). Poza tym lakiery z Wibo i Miss Sporty oraz cienie Pierre Rene i Oriflame.


 W Yves Rocher w tym miesiącu ograniczyłam się tylko do zakupu nowego żelu o zapachu chińskiej orchidei.


Moja pierwsza wizyta w saloniku Ziaji. Plany zakupowe były znacznie większe, ale ktoś odradził mi kremy z liśćmi manuka, dlatego z tej serii kupiłam wyłącznie pastę do oczyszczania, a poza nią trzy mydła w płynie i dwufazę do demakijażu oczu z wyciągiem z liści zielonej oliwki.


Niekosmetycznie, ale aromatycznie i pachnąco :) Kochanidła z Yankee Candle i Kringle.


Na koniec dla Ani Fokus testuje żel pod prysznic Yves Rocher


środa, 18 czerwca 2014

Bananowy song: Organic Shop - mus do ciała Banana Milk Shake

   Kto nie lubi bananów ręka do góry! Większość lubi :) Niech zatem bananowe szaleństwo ogarnie Wasze ciała centymetr po centymetrze. Przed Wami mus do ciała Organic Shop - Banana Milk Shake.


Krem pochodzi z linii Body Desserts. Do sporego słoika-wiaderka przypominającego kubełek lodów wpakowano aż 450 ml musu. Sama nie wiem czy to wada, czy zaleta produktu, mimo iż jest świetny po zużyciu połowy zawartości zaczyna mi się nudzić, już chciałabym testować inne warianty produktów z tej linii, jak chociażby miodowo-migdałowy balsam. 
W składzie m. in.  organiczny ekstrakt z banana, meksykańska wanilia, olej makadamia, organiczny olej avokado.


 
   Konsystencja przypomina coś pomiędzy bitą śmietaną, a serkiem Almette, jest lekka i delikatna. Mus szybko wchłania się w skórę, nawilża ją i leciutko natłuszcza, ale nie zostawia nieprzyjemnej, ciężkiej czy lepkiej warstwy i zaraz po aplikacji można założyć ubranie. Spotkałam się z opiniami, że mus ten jest mało treściwy i nie radzi sobie z odżywieniem skóry, ja jednak narzekać na niego nie mogę. Być może nie dotyczy mnie problem zbytniego przesuszenia i szorstkości i dlatego jestem tak zachwycona balsamem. 

   Zapach to czysta poezja. Pokrojone banany zmiksowane na mus z odrobiną śmietany. Na skórze utrzymuje się bardzo długo i wypełnia łazienkę na długi czas po aplikacji. Jest mega apetyczny i aż chce się sięgnąć po łyżeczkę.


Krem kupowałam w moim ulubionym sklepie z rosyjskimi kosmetykami, czyli ecodrogeria.pl i kosztował mnie 31 zł.


niedziela, 1 czerwca 2014

Denko maj 2014

Witajcie w Dzień Dziecka! Maj mamy za sobą i najwyższy czas opisać zużycia, tym razem nie było ich za wiele. Skończyłam głównie kosmetyki pielęgnacyjne, znalazło się też coś do włosów i makijażu. Zapraszam na małe podsumowanie :)







Ciało:




1 - Oriflame - żel pod prysznic Discover Bali Paradise. Żel o zapachu kwiatu lotosu nie okazał się tak uroczy jakiego się spodziewałam. Przed wszystkim ów lotos był trochę mydlany i na dłuższą metę męczący. Produkt miał treściwą konsystencję, nie był za rzadki i dobrze się pienił. Wydajność też ok.
3,5/5

2 - Original Source - żel pod prysznic Mandarin & Basil. Recenzja TUTAJ. Przeciętnak.
3/5

3 - Linda - mydło w płynie Tutti Frutti. Mój biedronkowy hit! Śmiesznie tanie, megawydajne i pięknie pachnące mydło, znacznie lepsze od podobnych produktów wiodących marek. Kupiłam w 3 wariantach zapachowych, ten i fioletowy jest wg mnie najlepszy.
5/5

4 - Farmona - szarlotkowe masło do ciała Sweet Secret. Świetny produkt w przyzwoitej cenie. Dobrze nawilża i odżywia, nie pozostawia tłustej warstwy i szybko się wchłania, a do tego apetycznie pachnie szarlotką. Rewelacyjny! Więcej o nim w recenzji KLIK.
5/5

5 - Yves Rocher - olejek pod prysznic Tradition de Hammam. Produkt przenoszący nas w czasie kąpieli do orientalnego raju :) Zawiera olejek arganowy, nawilża i wygładza skórę. RECENZJA.
4/5

Twarz, dłonie i stopy:




6 - Avon - peeling z minerałami Morza Martwego. Bardzo dobry zdzierak, nie podrażnia skóry mimo dużych drobinek ścierających, świeżo pachnie i używa się go z przyjemnością, w przeciwieństwie do avonowych peelingów do ciała. Więcej TU.
4,5/5

7 - Dove - krem do rąk Essential Nourishment. Produkty Dove ostatnio bardzo mnie rozczarowują, więc do tego kremu byłam solidnie uprzedzona, na szczęście okazał się produktem godnym uwagi i na pewno ponownego zakupu. Krem wchłania się niesamowicie szybko nie pozostawiając tłustej warstwy, której nie lubię np. w niektórych kremach Garniera czy Neutrogeny. Uczucie nawilżenia i komfortu utrzymuje się dość długo, dlatego można ograniczyć aplikację kremu do 2-3 razy dziennie, w zależności od potrzeb. Początkowo słabo radził sobie z bardzo wysuszoną skórą, jednak w miarę stosowania zauważyłam poprawę kondycji dłoni i problem zaniknął. Zapach jest delikatny i przyjemny.
4,5/5

8 - Avon - peeling do stóp Foot Works Papaya Sorbet. Z racji, że do ścierania naskórka na stopach stosuję tarkę i pumeks, ten peeling posłużył mi do ciała :) Tubka jest niewielka, więc szybko się skończył, ale pozostawił miłe wspomnienia. Plus - dużo malutkich drobinek zatopionych w gęstym żelu pachnącym papają. Świetnie nadawał się na ramiona, na łydki nieco za słaby.
3,5/5

9 - Isana - zmywacz do paznokci bez acetonu. Mój ulubiony zmywacz i zawsze muszę go mieć w domu. Bardzo dobrze radzi sobie z wszelkimi lakierami nie niszcząc płytki paznokcia.
5/5

Włosy, makijaż, zapachy:




10 - Kallos - mleczna maska do włosów Latte. Mimo wielu zachwytów na blogach mnie ta maska rozczarowała. Przede wszystkim obciążyła włosy, brakowało im sypkości i połysku. Chemiczny zapach też działał mi na nerwy. Więcej w RECENZJI.

11 - Bourjois - podkład Healthy Mix. Jeden z moich ulubionych podkładów. Kryje średnio, co mi nie przeszkadza, bardzo dobrze nawilża, rozświetla skórę, nie zapycha, jest w miarę trwały choć całego dnia nie wytrzymuje, posiada wygodne opakowanie z pompką. Stosuję odcień 53.
4/5

12 - Sephora - woda toaletowa Enigmatic. Woda należała do zeszłorocznej limitowanej kolekcji miała pojemność 7 ml, czyli niewiele, ale do torebki w sam raz. Sam zapach umieściłabym między Euphorią, a Amor Amor, czyli ciepły, kwiatowy, raczej na zimę. Minus za brak trwałości.
3,5/5


sobota, 19 kwietnia 2014

Farmona - Szarlotkowe masło do ciała

   Masełko to trafiło do mnie trochę przypadkowo. Szukałam w sklepie piernikowego balsamu Farmony, a że owego nie znalazłam, złapałam masło kawowe z tej samej serii (mowa o Sweet Secret), którego zapach spodobał się mojej mamie. Obok leżało jeszcze szarlotkowe, więc postanowiłam powąchać je "przy okazji". To było TO! Kawowe mazidło wróciło na półkę, z której zeszło, a ostatecznie do kasy powędrowałam z "jabłecznikiem".


   "Słodka uczta dla ciała i zmysłów"

   Masełko znajduje się w plastikowym słoiku, zawierającym 225 ml produktu, szata graficzna charakterystyczna dla całej serii Sweet Secret, tym razem ze zdjęciem kawałka szarlotki z bitą śmietaną, jabłek i lasek cynamonu.
   Według informacji na opakowaniu produkt powstał na bazie ekstraktu z jabłka, olejku cynamonowego i protein mlecznych.
 



    Masło ma wręcz idealną konsystencję, zbitą i zwartą, aksamitną, ale wsmarowuje się doskonale, nie pozostawiając na skórze tłustego filmu, choć lepiej trochę poczekać, aż dobrze się wchłonie. Może się wydawać ciężkawe, a użyte w nadmiarze da uczucie lepkości, dlatego nie powinno się przesadzać z aplikowaną ilością, tym bardziej, że naprawdę wystarczy niewiele smarowidełka by zapewnić skórze uczucie komfortu.










 
   Czy produkt spełnia swoje zadanie? Zdecydowanie tak. Świetnie radzi sobie z sucha skórą ramion, łokci i kolan, uczucie nawilżenia jest odczuwalne jeszcze długo po użyciu masła, likwiduje uczucie ściągnięcia. Obawiałam się, że przez ciężką konsystencje będzie zapychało pory i na dekolcie pojawią się nieładne niespodzianki jak po niektórych preparatach tego typu, na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

   Teraz wisienka na torcie: zapach! Ten jest doprawdy obłędny. Myślałam, że zdominuje go cynamon, którego olejek lubi podrażnić mi skórę, wtedy wszystko mnie szczypie a kosmetyk ląduje w koszu. Owszem, jest tu cynamon, jednak prym w zapachu wiedzie słodkie jabłko jak w marmoladzie, położone na kruchym cieście i tylko oprószone cynamonem. Bitej śmietany niestety nie wyczuwam. Aromat nie jest na tyle intensywny, żeby wywołać mdłości lub bóle głowy, ale trzyma się na skórze długo i wytrwale. Trzeba silnej woli, żeby nie wylizać słoiczka ;)

   To jak bardzo polubiłam ten produkt widać po tym, jak szybko mi go ubywa. W kolejce za nim stoją jeszcze dwa inne, istnieje jednak przypuszczenie, że do kolejki wryją się inne warianty maseł Farmony :)


Z racji, że przeżywamy teraz okres Wielkanocy, chciałabym Wam wszystkim życzyć zdrowych, spokojnych, fantastycznych Świąt, smacznej święconki oraz megamokrego Dyngusa!