Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 listopada 2014

Mój pierwszy raz z ... ShinyBoxem - pudełko na listopad 2014

   Blogerki co miesiąc kusiły mnie relacjami z poznawania zawartości pudełek beGlossy i ShinyBox, a ja wciąż się opierałam zakupowi, choć przychodziło mi to z trudem. W końcu, pod wpływem licznych zapowiedzi listopadowego Shiny, powstałego w współpracy z Pewexem, zamówiłam swoje pierwsze pudełeczko. 

























    Jako dziecko lat 80' z łezką wzruszenia w oku gapię się na opakowanie, żywcem wyjęte z PRL-u. Swoją drogą bardzo mi się podoba i przyda się na różniaste rupiecie. Nie oceniajmy jednak produktów po opakowaniu i poznajmy jego tajemnicza zawartość.


   W środku znajdziemy 10 pełnowymiarowych kosmetyków, w tym 3 nowości, jego szacowana wartość to 190 zł, ale w subskrypcji jak wiadomo zapłacimy za niego 49 zł. Z tymi  dziesięcioma pełnowymiarowymi produktami to lekka ściema, ale o tym za momencik. 


1 - Bania Agafii - balsam do włosów Aktywator Wzrostu. Tutaj można było dostać balsam odżywczo - regeneracyjny lub ten właśnie aktywator, ja cieszę się, że trafił mi się ten wariant. Lubię rosyjskie kosmetyki naturalne i z chęcią go zużyję.
Pojemność: 100 ml, cena sugerowana: 6 zł.

2 - Organique - Złoty peeling cukrowy Eternal Gold. Niekwestionowany hit pudełka! Jak już pewnie wiecie, kocham peelingi do ciała z dużymi kryształkami, a produkty Organique często odstraszały mnie ceną, a zawsze chciałam je posiadać. Ślicznie pachnie.
Masa: 200 g, cena: 68 zł.

3 - NU - pielęgnujący zmywacz do paznokci w chusteczkach. Praktyczny w podróży, na pewno się przyda. Plus za brak acetonu i zawartość alantoiny, d-pantenolu i wyciągu z rumianku.
Opakowanie zawiera 10 chusteczek, cena: 19 zł.

























4 - Mariza - pomarańczowy peeling do ust. Produkt, który najpierw wpadł i oko (i w dłonie i na usta) mojej mamie ;) Z jego obecności również jestem zadowolona, już wstępnie wypróbowałam, działa zadowalająco, ładnie pachnie i dobrze smakuje ;), na ustach pozostawia warstewkę olejku. Na zimę jak znalazł.
Pojemność: 10 ml, cena: 10 zł.

5 - Joko - baza pod cienie do powiek. Jakoś zawsze chciałam przetestować/posiadać taką bazę, a nie po drodze było mi z zakupem, dlatego cieszę się, że znalazła się w pudełku. Zobaczymy jak się sprawdzi.

6 - APC - 5 cieni do powiek w kuleczkach. Nie znam tej firmy i pierwszy raz się z nią spotykam. Wieżyczka z 5 malutkich słoiczków z kulkami zostało potraktowane jako 5 pełnowymiarowych produktów ;) Kolory trochę nie moje i to z tego produktu jestem najmniej zadowolona. Może sprawdzą się jako rozświetlacz.
Cena: 65 zł za 5 sztuk.


Reszta to dodatki:
La Saponaria - mydło Papavero & Cipresso. Naturalne mydełko o działaniu peelingu dostałam jako nagrodę w konkursie nt. symbolu Włoch. Cyprysowy zapach kostki opanował całe pudełko.
Masa: 100 g, cena ok. 13 zł.

Próbka bioszamponu do włosów Extravergine. Lubię takie rzeczy i żałuję, że to tylko próbka.

Gadżet - przypinka Pewex.

   Podsumowując, jestem bardzo zadowolona ze swojego pierwszego boxa, peeling Organique zapowiada się rewelacyjnie, baza pod cienie także mnie cieszy, najmniej jestem zadowolona z cieni, nie wiem, czy nie pójdą w świat. Teraz czekam na to co będzie w pudełku grudniowym, te zazwyczaj są ciekawe.


sobota, 17 maja 2014

Mleczna maska do włosów Kallos - Latte

   Zupełnie przypadkiem, w czasie jednej z wizyt w Hebe, natknęłam się na tę bardzo tanią maskę. Zachęcona przede wszystkim ceną, ale również znaną ze słyszenia marką powędrowałam z nią do kasy.






   Maseczkę zamknięto w plastikowym słoiczku mieszczącym 275 ml produktu. Konsystencja przypomina śmietankę. Proteiny mleczne pojawiają się w składzie rzeczywiście, mniej więcej w środku listy składników, więc za to spory plus.  Stosuje się ją jak każdy inny produkt tego typu, nakładamy na wilgotne włosy i po 10 minutach spłukujemy.





   Zapach był tą cechą, która spodobała mi się jako pierwsza i choć nie jest to najważniejsza rzecz w kosmetykach jakoś dla mnie często decydująca czy produkt polubię, czy nie. Początkowy zachwyt waniliowo-mleczną, budyniową wonią ustąpił po 2-3 użyciach, kiedy dostrzegłam, że zapach, szczególnie na włosach, jest chemiczny i sztuczny, czuję jakbym wąchała jakieś lekarstwo.

   Włosy po użyciu maski mają stać się błyszczące, jedwabiste i łatwe do rozczesania - tak opisuje jej działanie Kallos. Jak się to ma do rzeczywistości? Faktycznie włosy rozczesują się bez żadnych problemów nawet kiedy nałożymy niewielką ilość preparatu, nie są obciążone i dobrze się układają. Czego na pewno mi brakuje po jej zastosowaniu to sypkość włosów, czuję jakby były trochę zbite i matowe, ale miękkie. Ogólnie ta maska to taki średniak jakich wiele, jednak za tak niską cenę, czyli ok. 4,95 zł z pewnością warto ją wypróbować, wiem, że ma wiele zwolenniczek. Dodatkowym jej atutem jest wydajność.

Dostępność: Hebe, internet.

Przy okazji chciałabym poinformować Was o rozdaniu na blogu Paulli:

czwartek, 6 lutego 2014

Orientalne olejki do włosów od Marion

   Na wielu blogach widziałam jak rozkręca się mania olejowania włosów. Sama do tej pory używałam tylko jednego olejku z Yves Rocher. Kiedy zobaczyłam zapowiedź pojawienia się w sklepach Olejków orientalnych Marion, chciałam mieć wszystkie cztery. Skończyło się na dwóch:
  •  wzmocnienie włosów z kokosem i tamanu
  •  nawilżenie włosów z migdałami i dziką różą 

Marion - Olejki Orientalne

   Olejki znajdują się w 30 ml buteleczkach wyposażonych w pompkę. Do jednorazowej aplikacji używam ilości uzyskanej w wyniku 2 naciśnięć pompki. Moim zdaniem ich konsystencja bardziej przypomina jedwab niż olejek, są satynowe i aksamitne, a nie tyko tłuste. Można je stosować na suche, jak i na mokre włosy, ja zawsze nakładam na mokre. Posiadane przeze mnie warianty niewiele różnią się od siebie, dlatego nie ma sensu opisywać ich osobno. 
   Olejki rewelacyjnie nabłyszczają włosy, nie obciążając ich ani nadmiernie nie natłuszczając. Po wyschnięciu czupryna jest miękka, gładka, nie puszy się, pięknie pachnie. Olejki nakładam na odcinek włosów od ramion po końcówki, które przestają się rozdwajać. Z tym nawilżaniem szału nie ma, zielony jest wg mnie bogatszy i lepiej odżywia od swojego różowego kolegi. 
   Zapachy olejków nie odzwierciedlają ich składników tj. nie pachną ani kokosem, ani migdałami i różą, ani nawet orientem :) Zapach jest kosmetyczny, perfumowy, coś jak mieszanka kwiatów i owoców, naprawdę śliczny. Wydaje mi się, że ten różowy pachnie nieco mocniej od zielonego. 


Wzmocnienie włosów - kokos, tamanu


Nawilżenie włosów - migdały, dzika róża

Ogólnie bardzo dobrze oceniam te produkty i chętnie wypróbuje pozostałe warianty: 
  • regeneracja - jojoba, słonecznik
  • odżywienie - macadamia, ylang-ylang

niedziela, 2 lutego 2014

Denko styczeń 2014

    Przyszła pora podsumować kosmetyki wykończone w pierwszym miesiącu tego roku. Większość skończyła żywot w sposób naturalny, dwa zginęły śmiercią tragiczną w wyniku upadku na łazienkowe kafelki.




Ciało & twarz:


1 - Luksja - Care Pro Enrich: kremowe mleczko pod prysznic. Mleczko do mycia ciała połączone ze składnikami balsamu do ciała z odżywczym olejem sezamowym. Produkt ma idealną, kremową konsystencję, kolor biały z fioletowym, perłowym połyskiem, bardzo dobrze się pieni. Zawartość balsamu to pewnie chwyt reklamowy, choć mleczko faktycznie nie wysusza skóry. Uwielbiam jego odprężający, mleczno - sezamowy zapach, nie jest słodki jak sezamki do jedzenia, ale lekko gorzkawy jak suche ziarna. Zamknięty jest w półlitrowej butli. Byłam z niego na tyle zadowolona, że chętnie wypróbuję inne warianty, głównie ten z pestkami dyni.
5/5

2 - Avon - Senses Dazzling żel pod prysznic. Bardzo lubię żele Senses z Avonu. Żel o tym zapachu pojawia się w katalogach co roku przed Bożym Narodzeniem. To jeden z moich ulubionych. Zapach kojarzy mi się z grzanym winem, przyprawy i owoce (wg producenta ta kompozycja to mieszanka ambry i tuberozy, czyli całkiem coś innego niż ja czuję), jest idealny zimą. Działanie bez zarzutu, choć skóra jest odrobinę ściągnięta i prosi o balsam.
5/5

3 - Oriflame - Optimals Oxygen Boost maseczka dotleniająco nawilżająca. Ten produkt wyleczył mnie z kupowania maseczek w Oriflame. Jej aktywnym składnikiem jest brązowa alga. Nie wiem czy działa, po aplikacji czuję taki płomień na twarzy, że muszę natychmiast zmyć to dziadostwo. Jeszcze nic mnie tak nie uczuliło.
1/5

4 - Krem do rąk niewiadomej firmy kupiony w Douglasie. Poleciałam na opakowanie z reniferami i obietnicę piżmowego zapachu. Zapach okazał się niewypałem, jakieś słabe cytrusy, piżma zero. Krem całkiem dobrze nawilżał dłonie, nie pozostawiając tłustej warstwy. Dziurka w tubie jest za duża, przez co niezbyt gęsty krem wypływał w zbyt dużej ilości, ale po pewnym czasie można się przyzwyczaić. Wyprodukowany w Republice Chińskiej :/
3/5

5 - Rexona Aloe Vera Fresh - antyperspirant w sztyfcie. Rexonę chyba wszyscy znają. Dobry kosmetyk w przyzwoitej cenie. Działanie niezłe, choć znam skuteczniejsze produkty tego typu (Garnier Action Control chociażby). Ciężko mi powiedzieć, czy działa 48h jak pisze na opakowaniu, bo nie wytrzymam tyle bez kąpieli :) Zapach świeży i delikatny.
4,5/5

Włosy:


6 - L'Oreal Elseve Volume Collagene - spray ułatwiający rozczesywanie. Produkt przeznaczony jest do włosów cienkich i pozbawionych objętości, czyli do takich jak moje. Nie zauważyłam żeby choć trochę podnosił mi włosy, za to lekko je usztywniał i kiedy suszyłam je głową na dół jakiś tam efekt większej puszystości był, szkoda, że tak krótko. Nie powodował żadnego obciążenia ani lepkości włosów. Właściwie to nie robił nic.
3/5

7 - Timotei Moc i Blask - odżywka do włosów. Odżywka na bazie alpejskich ziół, zawiera ekstrakt z jerychońskiej róży, bez parabenów i barwników. Włosy faktycznie pięknie po niej błyszczały, były lekkie i sypkie, dobrze się układały. Odżywka mogłaby trochę lepiej nawilżać. Świeży, bardziej kwiatowy niż ziołowy zapach długo się utrzymuje.
4/5

8 - Marion - maseczka do włosów z octem z malin. Maseczka nie zawiera SLS, SLES ani parabenów, posiada za to bardzo dużo owocowych ekstraktów, nie tylko z malin. Niby ma wzmacniać, ale po 2 użyciach, bo na tyle wystarcza saszetka, ciężko zaobserwować taki efekt. Na żadne cuda nie liczyłam, ale myślałam, że będzie lepsza. Słabo nawilża i odżywia, włosy były po niej sianowate. Zapach chemiczny, malin nie czuć, jednak ujdzie. Plus za praktycznie zamykane koreczkiem opakowanie, dzięki czemu porcja pozostała na drugą aplikację nie wysycha i nie wylewa się. Nie chcę jej skreślać, może gdyby dłużej ją stosować efekty byłyby zauważalne.
2/5

Makijaż & miniatury:


9 - Sephora  - Light Veil Foundation. Lekki podkład matujący w postaci musu, mój kolor to 30 medium / sand. Kupiłam go na lato, kiedy moja twarz była opalona, teraz był już za ciemny. Podkład daje średnie krycie, nie tworzy maski, ale trzeba go dobrze rozprowadzić ponieważ jest gęsty i może zostawiać smugi. Niekomedogenny, dobrze, choć krótko matuje. Bezzapachowy. Nie polecam do bardzo suchej skóry, może dodatkowo ją przesuszyć. Mi odpowiadał, ale do niego raczej nie wrócę.
3,5/5

10 - Max Factor - potrójny cień do powiek 08 Precious Metals. Jak wskazuje nazwa - maj preszysssss. Mało się nie rozpłakałam kiedy po upadku na kafelki rozkruszył się w drobny mak. Był moim ulubionym cieniem, doskonały do smokey eyes i do dziennego makijażu. Składał się z 3 kolorów: bieli do rozświetlania, lekko opalizującej szarości oraz matowej czerni. Trwały, nie osypywał się, dobrze napigmentowany.
5/5

11 - Astor - Perfect Blush 006 Flamenco Glow. Kolejna ofiara wypadku w łazience. Potrójny róż (jasny opalizujący beż, którego używałam jako rozświetlacza, jasny słoneczny brąz - typowy bronzer i matowy ceglasto-brązowy róż, dla mnie za ciemny i jego nie używałam). Ładnie rozświetlał, drobinki miał maleńkie i nie zostawiał efektu nachalnego blasku brokatu.
4/5

12 - Narciso Rodriguez - Essence eau de musc. Miniaturka wody toaletowej. Świeży, piżmowy zapach, trwały.
4/5

13 - Clarins - Toning Lotion. Rumiankowy tonik bez alkoholu. Ładny, kwiatowy zapach. Tonik odświeżał skórę zostawiając na niej uczucie lekkiego ochłodzenia. Przeznaczony jest do skóry normalnej i suchej, bardzo dobrze nawilża. Gdyby nie cena z pewnością kupiłabym pełnowymiarowe opakowanie, nie dam jednak za tonik więcej jak 35 zł.
5/5

Macie któryś z tych produktów? Jakie są Wasze wrażenia?