Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tonik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tonik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2014

Lierac Prescription - Roztwór keratolityczny przeciw niedoskonałościom

   Lierac to bardzo lubiana przeze mnie marka apteczna, z kolei linia Prescription, na którą składa się kilka serii przeznaczona jest do cer dorosłych z różnymi problemami. Seria zielona zalecana jest do skóry z niedoskonałościami typu trądzik, zaskórniki, rozszerzone pory. Wiosną, kiedy rozpoczynałam pierwszy etap kuracji kwasami zdecydowałam się na zakup roztworu. Odstawiłam go latem, aby nie nabawić się posłonecznych przebarwień i wróciłam jesienią.



   Czymże jest owy roztwór? Stosujemy go jak tonik, przecierając twarz na wieczór nasączonym nim wacikiem. Płynu nie spłukujemy, możemy nałożyć po aplikacji ulubiony krem. Działanie preparatu opiera się na złuszczaniu zrogowaciałej, wierzchniej warstwy naskórka.

   100 ml roztworu wlano do dość ciężkiej butelki z ciemnego szkła, zakręcanej tradycyjną nakrętką. Mi ona przypomina butelkę syropu.





  
  Roztwór odblokowuje i zwęża pory, oczyszcza i przygotowuje do dalszej pielęgnacji, zawiera 11,5% hydroksykwasy i cynk.

   Głównym składnikiem, poza wodą, jest alkohol, dalej kwas mlekowy, kwas glikolowy, na końcu kwas salicylowy, dlatego początek stosowania preparatu może być mało przyjemny. Twarz jest zaczerwieniona i szczypie, od razu widać ściągnięcie. Na szczęście po zastosowaniu płynu, nakładałam na twarz krem, więc podrażnienia szybko zostały złagodzone, jednak rano, po dłuższym stosowaniu, widoczne są suche skórki np. na nosie czy brodzie.Do tego szczypania z czasem można się przyzwyczaić, ja sobie to tłumaczę, że czuję działanie kwasów (i tego paskudnego alkoholu).
   Zapach roztworu jest dość ostry, apteczny i niezbyt przyjemny, aczkolwiek w zupełności do zaakceptowania.

   Efekty po stosowaniu 2x2 miesiące: najbardziej widoczne na czole - zdecydowanie wygładzona skóra, bez rozszerzonych i widocznych porów, jakby naciągnięta po długotrwałym złuszczaniu. Podobnie sprawa wygląda na nosie, pory również zostały zwężone, przez co stały się mniej widoczne. Na policzkach i żuchwie nie zauważyłam spektakularnego efektu, owszem, rzadziej pojawiają się na nich przykre niespodzianki, ale jednak się pojawiają, co oznacza, że skóra nie jest perfekcyjnie oczyszczona. Myślę jednak, że warto dać mu szansę, szczególnie jeśli ktoś nie ma gigantycznych problemów z cerą, a szuka kosmetyku, który fajnie, skutecznie ściąga skórę i pomaga zredukować widoczność porów. Radzę stosować go z umiarem, bo wysusza.

Skład:


czwartek, 18 września 2014

Organic Therapy - Perfect Face Toner tonik do twarzy z organicznym kaszmirem

   Kilka miesięcy temu postanowiłam, że i ja w końcu sięgnę po rosyjskie kosmetyki, wychwalane przez wiele dziewczyn na blogach, a także przez jedną moją koleżankę. Zamówiłam kilka rzeczy, z których opisywałam Wam już Bananowy mus do ciała z Organic Shop. Dzisiaj, kiedy bliski jest wykończeniu Tonik do twarzy Perfect Face Toner z Organic Shop, mogę napisać coś więcej także o nim.


Kilka słów od producenta:
Doskonały tonik do twarzy skutecznie oczyszcza, odświeża i matuje skórę pozostawiając subtelny zapach. Organiczny Ekstrakt Kaszmiru zawiera aminokwasy i minerały, które odżywiają i nawilżają skórę. Codzienne stosowanie toniku pomaga przywrócić naturalny koloryt skóry, poprawia jej fakturę, nadając jej naturalną miękkość i świeżość. 
Substancje aktywne: proteiny kaszmiru, rumianek, cytryna, pomarańcza, grejpfrut.
Nie zawiera: parabenów, glikoli, ftalanów, silikonów, barwników syntetycznych.

   Opakowanie toniku stanowi plastikowa butelka o pojemności 200 ml, zamykana bardzo praktycznym korkiem. Etykieta jest dość prosta, estetyczna, graficznie mojego serca nie podbiła, ale przecież nie o to tutaj chodzi :) Napisy oczywiście są po rosyjsku, jednak polski dystrybutor zadbał o naklejkę z naszym ojczystym językiem.


   Płyn ma delikatnie różową barwę, chciałam pokazać to na zdjęciu, gdy wlałam go w zagłębienie dłoni, jednak skóra okazała się nienajlepszym tłem i tonik wydaje się być bezbarwny. Zaufajcie mi jednak, on jest różowy.


   Używam tego toniku od jakiegoś miesiąca, codziennie po demakijażu. Moja skóra jest dość delikatna i po inwazji preparatów zmywających makijaż lubi być zaczerwieniona, dlatego tonik powinien łagodzić wszelkie podrażnienia i przynosić ukojenie. Produkt z Organic Therapy spełnia wszystkie moje oczekiwania, nie podrażnia dodatkowo i nie wysusza (nie zawiera alkoholu), skóra nie jest ściągnięta tylko nawilżona, miękka i odczuwa wyraźny komfort, jest jakby pokryta jedwabistą powłoczką. Po chwili staje się mniej zaczerwieniona, być może za sprawą zawartego w preparacie ekstraktu z rumianku, znanego ze swoich łagodzących właściwości. Pokochałam też zapach tego toniku, jest pudrowy, ale nie za mocny, to zapach zasypki dla dzieci. 

   Zachwycił mnie też skład kosmetyku, prawie w 100% naturalny (prawie, bo zawiera konserwanty). Z resztą zobaczcie same:



   Podsumowując, jest to jeden z najlepszych toników jakich używałam, pasuje mi w nim w zasadzie wszystko, od wspomnianej jedwabistej powłoczki po zapach, przy którym odpływam. Kupiłam go za 17 zł na stronie http://ecodrogeria.com.pl/ .

niedziela, 7 września 2014

Denko sierpień 2014

   Tydzień zleciał, a moje sierpniowe denko wciąż niepodsumowane. Nadeszła w końcu pora, aby krótko opisać kosmetyki zużyte w minionym miesiącu.



























Pielęgnacja ciała:

























1 - Organic Shop - Banana Milk Shake. O tym bananowym musie pisałam Wam dokładnie TUTAJ. Bardzo przyjemny to produkt, ślicznie pachnący i dzięki ogromnemu opakowaniu megawydajny (jak również męczący ;) ). Chętnie wypróbuję pozostałe warianty.
5/5

2 - Body Resort - Atlantic Figs krem do rąk. Ten krem zwrócił moją uwagę zarówno kolorem tuby, jak i zapachem figi, który uwielbiam. Wbrew sceptycznemu podejściu do jego działania, zostałam mile zaskoczona, ponieważ krem bardzo dobrze i na długo nawilżał dłonie, nie pozostawiając na nich tłustej warstwy. Zapach - obłęd!
5/5

3 - Luksja - Revive Pomelo & Kiwi. Żele pod prysznic Luksji błyskawicznie podbiły moje serducho, zarówno te w białych butelkach z dodatkiem olejków, jak i letnie Lush i Revive. Ten wariant pachnie głównie owocem kiwi, ale czuje w nim też mandarynkę, jest świeży i rześki, doskonale poprawia nastrój o poranku, do tego nie wysusza skóry i jest wydajny.
5/5

4 - Perfecta Spa - Pina Colada cukrowy peeling do ciała. Po szczegółowe informacje odsyłam do RECENZJI. Peeling dobrze ściera i ślicznie pachnie, natomiast jego tłusta postać może irytować. Lubię go i tak znacznie bardziej niż Lody Melba z tej serii.
3,5/5


Twarz:

























5 - L'Oreal - Ideal Fresh. Orzeźwiający tonik oczyszczający kupiłam bez czytania składu oczekując po kolorze opakowania i po samej nazwie, że będzie to doskonały odświeżający produkt na lato. W domu rzuciłam okiem na skład, a tam na początku... alkohol :/ Na pocieszenie dostajemy informacje, że nie zawiera parabenów. O dziwo tonik nie wysuszył mi cery na wiór, nawet bardzo nie ściągał skóry i pięknie pachniał morsko - owocowymi nutami. Podoba mi się jego opakowanie, nowoczesne i proste.
3/5

6 - Avon - ANew Clinical A-F 33. Tak się zarzekałam, że nie kupię kremu do twarzy z Avonu, a tu skusiła mnie spora promocja. Kremik w małym 30 mililitrowym opakowaniu zawiera (staram się wierzyć na słowo) odmładzającą molekułę Amino-Fill 33, dzięki której nasze zmarszczki zostaną wygładzone. Zmarszczek nie mam za wiele, aczkolwiek te mimiczne ku mojemu zmartwieniu już się pojawiły i krem Avonu nie zmienił ich w niebyt, jednak zaskakująco dobrze nawilżał skórę, nie zapychał i doskonale sprawdzał się pod makijaż.
4/5

7 - Max Factor - 2000 Calorie. Kultowy już tusz, niegdyś mój ulubiony i to kolejne opakowanie, które zużyłam. W międzyczasie trochę podrosłam i zmieniły się moje oczekiwania, teraz wolę bardziej teatralny efekt. 2000 Calorie daje naturalny efekt sprawdzający się na codzień w pracy, na większe wyjścia wybieram coś innego, co nie zmienia faktu, że to bardzo dobry tusz pogrubiający z idealną szczoteczką. Nie skleja!
4,5/5


Włosy:


























8 - Wella ProSeries - szampon Frizz Control. Kilka razy już pisałam o tym jak bardzo lubię szampony Wella. Nie mogę przeboleć, że mój ulubiony nawilżający został wycofany i pocieszam się innymi wariantami. Tym razem  był to wygładzający niesforne kosmki Frizz Control i znów jestem w pełni zadowolona. Szampon nie obciąża włosów, wygładza je za to i czyni miękkimi. W zapasie mam już wariant do kolorów, bo w tym tygodniu po 2 latach przerwy znów farbuję.

9 - Oriflame - odżywka Nature Secrets Almond Oil & Strawberry. Przeciętniak wśród odżywek, jednak lepsza od pozostałych z Oriflame, które miałam. Włosy po jej użyciu stają się miękkie i nabierają lekkości, nie są jednak dobrze nawilżone, szczególnie widać to na końcówkach. Pokochałam jej słodki truskawkowy zapach, szkoda, że nie utrzymuje się on dłużej na włosach.
3/5

10 - Pantene - Intensywna Maska Nawilżająca Odnowa Nawilżenia. Bez rewelacji. W 2 minuty miała spektakularnie nawilżać i nadawać miękkość włosom, nawet tym najbardziej suchym, a działa jak najzwyklejsza odżywka i ma paskudny chemiczny zapach. Do plusów zaliczę wygodne opakowanie (fajna klapka) i brak "efektu strąków".
3/5

Znacie te kosmetyki? Jakie są Wasze opinie na ich temat?

sobota, 5 kwietnia 2014

Denko marzec 2014

   Tym razem nieco spóźnione denko. Jestem zaskoczona ile kosmetyków udało mi się zużyć w tym miesiącu. Zapraszam na mini-recenzje.

































Ciało:


1 - Neutrogena - skoncentrowany krem do rąk. Miałam ten krem bardzo długo ze względu na to, że ma on formę koncentratu i wystarczy odrobina aby wysmarować dokładnie dłonie. Zimowy zbawiciel, świetny do spierzchniętej skóry. Nie podobał mi się jego parafinowy zapach i fakt, że długo się wchłaniał, jednak wybaczam mu to w zamian za działanie.
4/5

2 - Yves Rocher - Cocoa & Raspberry mleczko do ciała. Przyjemne, cudnie pachnące mleczko, zużyłam z czystą przyjemnością. Do bardzo wysuszonej skóry produkt będzie za słaby, normalną nawilża znoście, szybko się wchłania i nie lepi na skórze. Więcej w RECENZJI .
4/5

3 - Dove - Deeply Nourishing odżywczy żel pod prysznic. Nie rozumiem fenomenu tego żelu, z Dove wolę kokosowy czy śliwkowy. Drażnił mnie jego mydlany, wiercący w nosie zapach. Słabo się pienił i wcale nie był wydajny. Plus: dobrze nawilżał.
2,5/5

4 - Ziaja - Intima płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym. Mój ulubiony. Robi co trzeba, jest szalenie wydajny i taniutki.
5/5

5 - Ziaja - Kremowe mydło pod prysznic z jedwabiem. Ziaja robi świetne mydła pod prysznic i do kąpieli. To pięknie pachnie, dobrze pielęgnuje skórę, nie wysusza, jest wydajne, a kąpiel z nim to przyjemność. Więcej TUTAJ
4,5/5

6 - Stara Mydlarnia - masło do ciała Bergamot & Kumquat. Jedno z najlepszych masełek jakie miałam przyjemność używać. Bardzo dobrze nawilżało i regenerowało skórę, mój nieodzowny towarzysz w mroźne dni. Piękny, cytrusowo-gorzki zapach. Recenzja TUTAJ .

7 - Isana - dezodorant w kulce Aloe Vera. Stosowałam go tylko na noc i "po domu" dlatego nie mogę oceniać jego działania w warunkach zwiększonego stresu, czy wysokiej temperatury. W normalnych warunkach jest w porządku, daje uczucie świeżości i nie podrażnia skóry ogolonych pach. Dość długo wysycha, jak to kulka, na co dzień wolę sztyfty.
4/5

8 - Avon - Planet Spa peeling co ciała z oliwą z oliwek i kwiatem pomarańczy. Drobinki ścierające ma malutkie, ale jest ich dużo, zanurzone są w gęstym żelu i porządnie ścierają. zapach - cud. Kto lubi kwiat pomarańczy będzie zadowolony. Peeling jest delikatny i skuteczny. Wolę jednak grubsze ziarna.
4/5

9 - Yves Rocher - krem do rąk Miód & Muesli Bio. Chociaż długo się wchłaniał i tak go lubiłam. Ma naturalny skład i fantastyczny zapach. Konkretnie nawilża i odżywia. Odsyłam do RECENZJI .
4/5

Twarz:


10 - Eucerin - DermatoCLEAN dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Mocno się zawiodłam na tym produkcie. Słabo zmywał i ubywało go w nierównych proporcjach. Tu RECENZJA .

11 - Avon Naturals Herbal - tonik Dzika Róża i Aloes. Zamówiłam, gdy przeczytałam, że zawiera kwasy AHA, a akurat potrzebowałam czegoś do złuszczania. Nie zauważyłam żadnych efektów poza wysuszeniem skóry (tonik z alkoholem). Całkiem ładnie pachnie i jest wydajny.
3/5

12 - Oriflame - krem pod oczy Optimals Seeing is Believing. "Wszystkorobiący" krem, który robi niewiele. Owszem, okolice oczu nawilża bardzo dobrze, przynosi uczucie komfortu, nie zmniejsza natomiast worków i cieni pod oczami. Nie podrażnia i jest wydajny.
3/5

Włosy:


13 - Batiste - Suchy szampon XXL Volume. Kultowy już suchy szampon, mój w wersji z lakierem do włosów. Nie zauważyłam spektakularnej objętości po jego użyciu, w dodatku bardzo bieli dlatego lepiej nadaje się do jasnych włosów. Co do odświeżania nie mam żadnych zarzutów, wiadomo, że mycia głowy nie zastąpi, ale doraźnie daje radę. Dodatkowy plus za piękny, pudrowy zapach.
4/5

14 - L'Oreal Elseve - odżywka Fibralogy. O serii Ekspansja Gęstości pisałam już TU . Szampon jest rewelacyjny, odżywka to raczej zwyklak, aczkolwiek włosy po jej użyciu dobrze się rozczesują i układają, są miękkie w dotyku lecz nieco suche.
3,5/5

Makijaż i zapachy:


15 - Avon - błyszczyk Glazewear. Mój był w kolorze Pink Watermelon, czyli intensywny i bardzo dziewczęcy chłodny róż. O tym jak go lubię może świadczyć fakt, że mam już kolejne opakowanie. Niedawno zmienili mu design, karta kolorów również uległa zmianie, ten kolor natomiast pozostał w ofercie. Błyszczyk nie klei się, jest dobrze napigmentowany i długo się utrzymuje.
4,5/5

16 - Avon - woda toaletowa Secret Fantasy Star. Milutka perfumetka, zapach słodki i infantylny, dobry na chwilową poprawę humoru w pochmurny dzień. Coś w klimacie Flowerbomb. Niestety zapach niezbyt trwały, ale tak to bywa z Avonem.
3,5/5

niedziela, 2 marca 2014

Denko luty 2014

   Mamy już marzec, pora więc podsumować luty. Oto kosmetyki, którym w ubiegłym miesiącu powiedziałam "Żegnaj".



























Pielęgnacja ciała:


1 - Farmona - Tutti Frutti peeling do ciała Figi & Daktyle. O innym peelingu Tutti Frutti pisałam już w grudniowym denku. Produkt bez zarzutu, duże drobinki w gęstym żelu, świetnie ścierający. Lubię jego egzotyczny figowy zapach z małym dodatkiem daktyli. Na pewno kiedyś kupię inny wariant tego peelingu.
5/5

2 - Avon - żel pod prysznic Senses Be Radiant. Kiedyś już wspominałam, że żele Senses to prawdziwe perełki katalogowe. Rewelacyjna konsystencja, brak efektu wysuszenia skóry, ciekawe zapachy i przystępna cena. Wariant Mleczko Ryżowe i Kwiat Lotosu jednak mnie zawiódł. Była kilka lat temu w serii Naturals linia Kwiat Lotosu z Kakaowcem (albo z Shea), którą uwielbiałam i liczyłam, że zapach tego żelu mi ją przypomni. Nic z tego, Be Radiant jest gorzkawy (choć słyszałam tez opinie, że bardzo słodki) i kwiatowy, mlecznej nuty w nim brak.
3/5

3 - Original Source - żel pod prysznic Raspberry & Cocoa. Ciekawie zapowiadający się produkt, który mnie rozczarował. Recenzja TUTAJ
2/5

4 - Avon - mydło w płynie Senses Dazzling. O żelu pod prysznic z tego kompletu pisałam w styczniowym denku. Grzaniec i suszone owoce, zapach Świąt. Mi nawet po Świętach dobrze się go używało. Pięknie pachnie, dobrze się pieni i jest naprawdę wydajne. Polecam.
5/5

5 - Oriflame - krem do stóp Feet Up Winter Treat. Treściwy krem, który dobrze nawilża i pielęgnuje stopy. Nawet dobrze się wchłania, choć nie błyskawicznie. Używając go co drugi dzień nie miałam problemu z suchymi, czy pękającymi piętami. Dodatkowym atutem jest przyjemny zapach imbiru i klementynek. Tubka tez mi się podoba.
4/5

6 - Cztery Pory Roku - balsam do ciała w piance. Zainteresowała mnie jego forma, do tej pory nie używałam balsamu w piance. Pomysł niezły, produkt jednak okazał się bublem. Rozprowadza się go dobrze, za to okrutnie się lepi. Zamiast pachnieć obiecanymi owocami leśnymi, cuchnie chemią. Nie byłam w stanie zużyć go do końca.
1/5

7 - Garnier Mineral - antyperspirant w sztyfcie Action Control. Ostatni mój egzemplarz w starym opakowaniu i starej formule. Ten produkowany aktualnie nie dorasta mu do pięt. Bardzo skuteczny kosmetyk o delikatnym zapachu. Oczywiście zostawiał ślady na ubraniach, ale nie był to wariant niebrudzący, więc nie ma się co dziwić. Szkoda, że więcej go nie kupię. Znalazłam na szczęście godnego następcę.
5/5

Włosy:


8 - L'Oreal  - Elseve Fibralogy szampon do włosów. Produkt przeznaczony jest do włosów pozbawionych gęstości, czyli takich jak moje. Nie spodziewałam się spektakularnych efektów poprawy gęstości włosa, jednak ten szampon pozytywnie mnie zaskoczył. Oczywiście nie mam nagle bujnej czupryny, ale efekt pogrubienia jest i czuć jakby większą objętość mojej kitki w czasie mycia. Zamierzam wkrótce zrecenzować ten szampon razem z odżywką z tej serii.
5/5

9 - Wella - Wellaflex Volume lakier do włosów. Lakier, do którego stale wracam (choć ostatnio kupiłam Nivea). Same plusy: nie skleja włosów, mocno je utrwala pozostawiając naturalnymi, ma przyjemny zapach.
5/5

Pielęgnacja twarzy:


10 - Eucerin - Hyaluron-Filler krem na dzień. Krem ten miał intensywnie nawilżać twarz i poprawić gęstość skóry, niestety nie zauważyłam takich efektów. Niezbyt podobał mi się jego zapach, z czasem się do niego przyzwyczaiłam. Krem zawiera maleńkie grudki, początkowo czułam się jakbym wcierała peeling. Pierwsze zmarszczki mimiczne zostały nietknięte, a na ich redukcję najbardziej liczyłam. Co gorsze, krem zapchał mi pory i wciąż próbuję pozbyć się wyprysków i grudek z twarzy. Jedyny plus: higieniczne opakowanie z pompką.
2/5

11 - Pharmaceris - Puri-Capilique tonik wzmacniający naczynka. Ten tonik poleciła mi farmaceutka, kiedy poprosiłam o jakiś do cery naczynkowej. Kosmetyk bardzo dobrze się spisywał, łagodził podrażnienia i zaczerwienienia, choć widoczne pajączki nie uległy zmniejszeniu (nie oczekiwałam takich cudów po toniku). Bardzo przyjemnie pachniał.
4/5

Kosmetyki kolorowe i zapachy:


12 - Colour Alike lakier do paznokci, kolor 4. Kocham lakiery Colour Alike! Dawniej kupowałam je namiętnie, chciałam mieć każdy, aktualnie moja miłość nieco osłabła. Wykończony kolor nazywał się Koralowa Czerwień, czy jakoś tak. Dla mnie to raczej miks moreli z różem. Lakier pięknie krył po nałożeniu 2 warstw i długo trzymał się na paznokciach bez szwanku. Polecam gorąco produkty tej marki.
5/5

13 - Grace Cole - Peach & Pear Lip Balm. Puszka zawierała 12 g nie bardzo gęstego balsamu w kolorze pomarańczowym, pachnącego brzoskwinią i gruszką. Balsam wyglądał na ustach naturalnie i mógł zastępować błyszczyk. Śliczny zapach aż kusił, żeby zlizać preparat z ust ;) Słabo nawilżał i musiałam często ponawiać jego aplikację.
4/5

14 - Astor - Shine Deluxe 022 Caribbean. Szminka z efektem błyszczyka, o lekkim kryciu. Carribean to jasny koral, bardzo wiosenny. Super szminka jak dla mnie, idealna do pracy i na randkę, nie rzuca się w oczy i nie dominuje makijażu, a pięknie go podkreśla. Nie lepi się na ustach, jest w miarę trwała jak na produkt tego typu i nie wysusza. Przyjemnie pachnie.
5/5

15 - Avon - Sensuelle woda perfumowana. Zazwyczaj nie kupuję zapachów z Avonu, ten jednak spodobał mi się na pachnącej stronie, dlatego zamówiłam perfumetkę o pojemności 15 ml. Zebrałam za niego więcej komplementów niż za niejedne perfumy z wyższej półki. Zapach ten jest szalenie kobiecy, kwiatowo-pudrowy, a zarazem delikatny. Kojarzy mi się z satynową pościelą. Byłby idealny do pastelowych marynarek :) Szkoda, że nie grzeszy trwałością, 4 godziny jednak wytrzymuje.
4/5


niedziela, 2 lutego 2014

Denko styczeń 2014

    Przyszła pora podsumować kosmetyki wykończone w pierwszym miesiącu tego roku. Większość skończyła żywot w sposób naturalny, dwa zginęły śmiercią tragiczną w wyniku upadku na łazienkowe kafelki.




Ciało & twarz:


1 - Luksja - Care Pro Enrich: kremowe mleczko pod prysznic. Mleczko do mycia ciała połączone ze składnikami balsamu do ciała z odżywczym olejem sezamowym. Produkt ma idealną, kremową konsystencję, kolor biały z fioletowym, perłowym połyskiem, bardzo dobrze się pieni. Zawartość balsamu to pewnie chwyt reklamowy, choć mleczko faktycznie nie wysusza skóry. Uwielbiam jego odprężający, mleczno - sezamowy zapach, nie jest słodki jak sezamki do jedzenia, ale lekko gorzkawy jak suche ziarna. Zamknięty jest w półlitrowej butli. Byłam z niego na tyle zadowolona, że chętnie wypróbuję inne warianty, głównie ten z pestkami dyni.
5/5

2 - Avon - Senses Dazzling żel pod prysznic. Bardzo lubię żele Senses z Avonu. Żel o tym zapachu pojawia się w katalogach co roku przed Bożym Narodzeniem. To jeden z moich ulubionych. Zapach kojarzy mi się z grzanym winem, przyprawy i owoce (wg producenta ta kompozycja to mieszanka ambry i tuberozy, czyli całkiem coś innego niż ja czuję), jest idealny zimą. Działanie bez zarzutu, choć skóra jest odrobinę ściągnięta i prosi o balsam.
5/5

3 - Oriflame - Optimals Oxygen Boost maseczka dotleniająco nawilżająca. Ten produkt wyleczył mnie z kupowania maseczek w Oriflame. Jej aktywnym składnikiem jest brązowa alga. Nie wiem czy działa, po aplikacji czuję taki płomień na twarzy, że muszę natychmiast zmyć to dziadostwo. Jeszcze nic mnie tak nie uczuliło.
1/5

4 - Krem do rąk niewiadomej firmy kupiony w Douglasie. Poleciałam na opakowanie z reniferami i obietnicę piżmowego zapachu. Zapach okazał się niewypałem, jakieś słabe cytrusy, piżma zero. Krem całkiem dobrze nawilżał dłonie, nie pozostawiając tłustej warstwy. Dziurka w tubie jest za duża, przez co niezbyt gęsty krem wypływał w zbyt dużej ilości, ale po pewnym czasie można się przyzwyczaić. Wyprodukowany w Republice Chińskiej :/
3/5

5 - Rexona Aloe Vera Fresh - antyperspirant w sztyfcie. Rexonę chyba wszyscy znają. Dobry kosmetyk w przyzwoitej cenie. Działanie niezłe, choć znam skuteczniejsze produkty tego typu (Garnier Action Control chociażby). Ciężko mi powiedzieć, czy działa 48h jak pisze na opakowaniu, bo nie wytrzymam tyle bez kąpieli :) Zapach świeży i delikatny.
4,5/5

Włosy:


6 - L'Oreal Elseve Volume Collagene - spray ułatwiający rozczesywanie. Produkt przeznaczony jest do włosów cienkich i pozbawionych objętości, czyli do takich jak moje. Nie zauważyłam żeby choć trochę podnosił mi włosy, za to lekko je usztywniał i kiedy suszyłam je głową na dół jakiś tam efekt większej puszystości był, szkoda, że tak krótko. Nie powodował żadnego obciążenia ani lepkości włosów. Właściwie to nie robił nic.
3/5

7 - Timotei Moc i Blask - odżywka do włosów. Odżywka na bazie alpejskich ziół, zawiera ekstrakt z jerychońskiej róży, bez parabenów i barwników. Włosy faktycznie pięknie po niej błyszczały, były lekkie i sypkie, dobrze się układały. Odżywka mogłaby trochę lepiej nawilżać. Świeży, bardziej kwiatowy niż ziołowy zapach długo się utrzymuje.
4/5

8 - Marion - maseczka do włosów z octem z malin. Maseczka nie zawiera SLS, SLES ani parabenów, posiada za to bardzo dużo owocowych ekstraktów, nie tylko z malin. Niby ma wzmacniać, ale po 2 użyciach, bo na tyle wystarcza saszetka, ciężko zaobserwować taki efekt. Na żadne cuda nie liczyłam, ale myślałam, że będzie lepsza. Słabo nawilża i odżywia, włosy były po niej sianowate. Zapach chemiczny, malin nie czuć, jednak ujdzie. Plus za praktycznie zamykane koreczkiem opakowanie, dzięki czemu porcja pozostała na drugą aplikację nie wysycha i nie wylewa się. Nie chcę jej skreślać, może gdyby dłużej ją stosować efekty byłyby zauważalne.
2/5

Makijaż & miniatury:


9 - Sephora  - Light Veil Foundation. Lekki podkład matujący w postaci musu, mój kolor to 30 medium / sand. Kupiłam go na lato, kiedy moja twarz była opalona, teraz był już za ciemny. Podkład daje średnie krycie, nie tworzy maski, ale trzeba go dobrze rozprowadzić ponieważ jest gęsty i może zostawiać smugi. Niekomedogenny, dobrze, choć krótko matuje. Bezzapachowy. Nie polecam do bardzo suchej skóry, może dodatkowo ją przesuszyć. Mi odpowiadał, ale do niego raczej nie wrócę.
3,5/5

10 - Max Factor - potrójny cień do powiek 08 Precious Metals. Jak wskazuje nazwa - maj preszysssss. Mało się nie rozpłakałam kiedy po upadku na kafelki rozkruszył się w drobny mak. Był moim ulubionym cieniem, doskonały do smokey eyes i do dziennego makijażu. Składał się z 3 kolorów: bieli do rozświetlania, lekko opalizującej szarości oraz matowej czerni. Trwały, nie osypywał się, dobrze napigmentowany.
5/5

11 - Astor - Perfect Blush 006 Flamenco Glow. Kolejna ofiara wypadku w łazience. Potrójny róż (jasny opalizujący beż, którego używałam jako rozświetlacza, jasny słoneczny brąz - typowy bronzer i matowy ceglasto-brązowy róż, dla mnie za ciemny i jego nie używałam). Ładnie rozświetlał, drobinki miał maleńkie i nie zostawiał efektu nachalnego blasku brokatu.
4/5

12 - Narciso Rodriguez - Essence eau de musc. Miniaturka wody toaletowej. Świeży, piżmowy zapach, trwały.
4/5

13 - Clarins - Toning Lotion. Rumiankowy tonik bez alkoholu. Ładny, kwiatowy zapach. Tonik odświeżał skórę zostawiając na niej uczucie lekkiego ochłodzenia. Przeznaczony jest do skóry normalnej i suchej, bardzo dobrze nawilża. Gdyby nie cena z pewnością kupiłabym pełnowymiarowe opakowanie, nie dam jednak za tonik więcej jak 35 zł.
5/5

Macie któryś z tych produktów? Jakie są Wasze wrażenia?