Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 listopada 2015

Denko październik 2015

    Trochę czasu mi zajęło zmobilizowanie się do stworzenia tego denka, z resztą kto jest ze mną dłużej pewnie zauważył, że wyklikuję posty coraz rzadziej - brak czasu, permanentne zmęczenie... Zobaczcie z czym pożegnałam się w ubiegłym miesiącu.

















































1 - Isana - Mydło w płynie z ekstraktem z limonki. Wzięłam, bo było śmiesznie tanie i prezentowało się ładnie od strony graficznej. Zapach nie powalił, ale mydło swoje funkcje spełniło. Ocenę podnoszą biedronki na etykiecie ;)
3,5/5

2 - Palmolive - żel pod prysznic Feel Glamorous. Żel zawiera maleńkie peelingujące drobiny, których tak na prawdę nie czuć w czasie kąpieli. Pachnie cudownie, wg producenta zapach to połączenie jeżyny, wanilii i pitahaji, jest słodki i mocno owocowy.
5/5

3 - Auchan - Arganowy olejek pod prysznic z kwiatem pomarańczy. Fantastyczne połączenie komponentów, uwielbiam olejek arganowy w każdym zestawieniu oraz zapach kwiatu pomarańczy. Olejek dobrze się pienił, pozostawiał skórę lekko natłuszczoną, ale nie za mocno i był wydajny.
5/5

4 - Auchan - Żel pod prysznic Mleko, Malina i Piwonia. Kolejny tanioszek z Auchana pachnie przede wszystkim malinami, super się pieni (nie ma jak SLS ;) ) i jest bardzo wydajny. Jako jedyny z tej linii nieco wysuszył mi skórę.
4/5

5 - Bath & Body Works - PocketBac. Antybakteryjny żel do rąk tym razem o zapachu kwiatu wiśni. Pisałam już w którymś denku, że uwielbiam te żele i zawsze mam jakiś ze sobą. Ten akurat był do torebki, kochałam jego zapach, nie jedna osoba pociągała nosem gdy użyłam go np. w autobusie, bardzo wiosenny.
5/5

6 - Bath & Body Works - Balsam do ciała Endless Weekend. Nie doceniłam tego balsamu, póki nie rozsmarowałam go na skórze, dopiero wówczas rozwijają się nuty zapachowe tego kosmetyku. Na mój nos Endless Weekend pachnie ananasem, mango i nutą świeżego prania, leniwym letnim dniem, za którym tęsknię o tej porze. Balsam ma aksamitną konsystencję, świetnie się wchłania i pozostawia skórę gładką. Wariant mini doskonale sprawdził się w podróży.
5/5

7 - Organique - Peeling solny Bamboo z masłem shea. Ten tłusty, bo zbudowany na shea i oleju kokosowym peeling posiada bardzo wiele kryształów soli, dzięki czemu rewelacyjnie wygładza naskórek, ale może też podrażniać. Ja preferuję takie mocne zdzieraki, dlatego bardzo go sobie chwalę. Zapach jest bardzo mocny, raczej męski, więc polecam przetestować przed zakupem.
5/5

8 - The Body Shop - masło do ciała Smoky Poppy. Masełka TBS to temat wielokrotnie wałkowany, wiadomo, że są treściwe, czasem nieco ciężkie, ale regenerują i odżywiają skórę po mjistrzowsku. Po zużyciu Smoky Poppy doszłam do wniosku, że jednak wolę owocowe zapachy tych masełek, ten był zbyt mydlany i męczący.
3,5/5























9 - Norel - krem Hyaluron Plus. Krem z klinki Dr Wilsz to moje wielkie odkrycie, po miniaturze chcę duże opakowanie. Co najważniejsze - krem doskonale nawilża i nie zapycha porów. Jest lekki, działa niemal błyskawicznie, skóra się po nim nie świeci, a na dodatek ma bardzo przyjemny morski zapach.
5/5

10 - Avon - ANew Clinical krem pod oczy i na powieki. Kupiłam ten kosmetyk ze względu na ciekawą, podwójną budowę - opakowanie podzielone jest na dwa połączone pojemniczki, w jednym znajduje się krem pod oczy, w drugim żel na powieki. Obydwa preparaty zużywają się proporcjonalnie, natomiast ciężko mi napisać coś o działaniu, nie zauważyłam, żeby cienie pod oczami zostały rozjaśnione, jadnak skóra była dobrze nawilżona.
3/5

11 - Khadi - ajurwedyjski olejek Viola. Od pewnego czasu stosuje olejki jako warstwę na krem na noc, dlatego ciężko by mi było opisać jego samodzielne działanie. W połączeniu z kremem na pewno pozostawia skórę dobrze naprężoną, rano nie mam problemu z suchymi skórkami na brodzie i wokół ust jak miało to miejsce wcześniej. Irytował mnie zakraplacz w tej butelczynie, czasami nie chciał w ogóle zaskoczyć, dlatego w pewnym momencie się go pozbyłam i wylewałam olejek bezpośrednio z butelki.
4/5


12 - Yves Rocher - Low Shampoo. Czysta ciekawość zaopatrzyła mnie w szampon w kremie z Yves Rocher, gdyż nigdy wcześniej nie miałam styczności z taką formułą szamponu. Pierwsze wrażenie było dość dziwne, niepieniący się  krem wsmarowujemy we włosy i spłukujemy, jednak po wysuszeniu włosy były gładkie jak po kropli jedwabiu, czyste i miękkie, żadnego obciążenia. Polecam przetestować, choć ja wróciłam do tradycyjnej formy szamponu.
4/5

13 - Garnier - Odżywka z olejem arganowym i kamelią. Jeśli ktoś szuka okrutnie wydajnej odżywki, to polecam śmiało kupić tę od Garniera. Poza wydajnością ma też inne zalety - wygładza, nie obciąża, dyscyplinuje siano, ale niestety nie nawilża i końcówki to czują. Lekko orientalny zapach pozostaje długo na włosach.
3,5/5

14 - Wella - lakier do włosów Performance. Tym razem taki zwyklak, trochę skleja, ale dobrze trzyma włosy, nie za ciekawie pachnie.
3/5

15 - L'Oreal - maska Absolut Repair Lipidium. Szczerze powiem, że spodziewałam się po niej lepszego efektu, choć oczywiście nie jest zła. Dla mnie największe rozczarowanie to krótkotrwały efekt wygładzenia, który utrzymuje się tylko do najbliższego mycia, taki efekt dają też zwykłe odżywki. Plus za wydajność.
3,5/5

16 - Schwarzkopf - Gliss Kur Million Gloss. Tą malutką tubkę ekspresowej odżywki dostałam do jakiejś farby. Niestety słaba i wiem, że kolejnej tubki nie kupię.
2/5
































17 - Beckham - Signature. Damska woda perfumowana sygnowana przez Państwa Bechamów urzekła mnie już kilka lat temu, aż w końcu dorobiłam się flaszki. Elegancki zapach na jesień, kwiatowy, nieco ostry i o dziwo bardzo trwały.
4/5

18 - Skin79 - maska w płacie Powerful Moist. Ogarnęła mnie faza na koreańskie maski w płacie, tym razem padło na mocno nawilżającą o zapachu winogron. Tkanina była tak mocno nasączona preparatem, że musiałam sie położyć żeby wszystko nie spłynęło mi z twarzy.
5/5

19 - Revlon - puder w kamieniu Nearly Naked. Kolejne zużyte opakowanie tego pudru będzie na jakiś czas ostatnim, bo postanowiłam, potestować produkty innych marek. Niemniej jednak Nearly Naked spełniał wszystkie moje oczekiwania, na długo matował skórę i wykańczał makijaż nie dając efektu twarzy obsypanej mąką.
5/5

20 - Avon - wykręcana konturówka Boldest Black. Z bólem serca się z nią rozstaję, miękka, o intensywnym kolorze, wygodna w użyciu i trwała - same plusy.
5/5


sobota, 31 stycznia 2015

Pierwsze zakupy w 2015 r., czyli haul styczniowy

   Zaskoczyłam sama siebie (pozytywnie) zupełnie dla mnie nowym podejściem do zakupów - do połowy miesiąca, a nawet nieco dłużej nie miałam większej ochoty na gromadzenie kolejnych ilości kosmetyków. Dopiero pod koniec stycznia obudził się we mnie instynkt chomika i nadrobiłam zaległości z całego miesiąca. W lutym z pewnością się ograniczę, tymczasem pokazuję swoje nowości.


























Wyprzedaże w Sephorze, w tym sezonie jakieś cienkie, bo większości kosmetyków przecenionych w sklepie internetowym nie było lub były w cenie regularnej, przynajmniej tam gdzie ja się pojawiłam. Skończyło się tylko na zestawie żeli pod prysznic w kapsułkach i dwóch mydłach w płynie.


























Z miejsca przepraszam za fatalną jakość zdjęcia, światło nie sprzyjało, jak i sprzęt słaby. Kostka lakierów Essie z kolekcji jesień 2014.


























Produkty do włosów zamawiane podobnie jak lakiery Essie w sklepie hairstore.pl . Dwie maski do włosów, szampon i lakier.


























Inwazja żeli pod prysznic :D Trzeba było uzupełnić zapasy, a żele kupuję namiętnie i bez wyrzutów sumienia, bo zawsze się je zużyje.


























Lubię wstąpić do drogerii Jasmin ze względu na dobre zaopatrzenie w kosmetyki rosyjskich i polskich marek.


























Od dawna korciło mnie, żeby kupić ten tusz Rimmel.


























Poszłam do Rossmanna po sól do moczenia stóp, a tam mój ukochany błyszczyk L'Oreal Shine Caresse w cenie na do widzenia. Niestety zostały tylko dwie sztuki i to w tym samym kolorze - 103 Marilyn.


























Kolejne masełko The Body Shop, soczysty Grejpfrut tym razem.


Tym razem efekt wymiany - krem Iwostin oraz wycofana już woda Avonu Treselle Mistique.



















































Na koniec woskowe nowości Yankee Candle, WoodWick oraz Kringle Candle.


niedziela, 28 września 2014

Gorączka złota: L'Biotica - Biowax Gold maska do włosów Argan & Złoto 24k

      Dwa tygodnie temu postanowiłam zrobić na głowie "małą" metamorfozę i ścięłam swoje długie włosy, stawiając na boba. Przy okazji dowiedziałam się od fryzjera, że mam sporo nowych, ale połamanych włosów, które potrzebują silnej regeneracji by mogły urosnąć dłuższe. Przypomniałam sobie o kupionej jakiś czas temu masce marki L'Biotica.


Biovax Gold to unikalne połączenie drogocennych składników: czystego 24-karatowego złota i organicznego oleju arganowego, zamkniętych w intensywnie regenerującej maseczce. Cudowne właściwości czystego złota rozpieszczą Twoje włosy i otulą luksusem, nadając im odmłodzony, olśniewający wygląd i zniewalający, piękny blask.

Złoto 24-karatowe - drobinki cennego kruszcu zapobiegają starzeniu komórkowemu, zachowując młodość Twoich włosów. Czyste złoto odżywia i rozświetla włosy, odmładza je i rewitalizuje. Nadaje im niezwykłe, luksusowe lśnienie i doskonały wygląd.

Organiczny olej arganowy - sekret orientalnej pielęgnacji włosów, zwany płynnym złotem Maroka. To najbogatsze źródło odmładzającej witaminy E, chroniącej włosy przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników i promieniowaniem UV. Dzięki zdolności do przenikania wgłąb łodygi włosa, reperuje zniszczenia i przywraca prawidłowy poziom nawilżenia. Jego lekkość sprawia, że jest odpowiedni do każdego rodzaju włosów.



   Opakowanie maseczki to niewielki plastikowy pojemnik, mieszczący 125 ml produktu, zamykany wieczkiem.
   Podoba mi się konsystencja i wygląd maski - żółta, gęsta maź z zatopionymi drobinkami złota, które są maleńkie i absolutnie nienachalne. 

























   Pierwsze, co uwiodło mnie i mocno chwyciło za serce to zapach maseczki. Orientalny, uzależniający, faktycznie może kojarzyć się z Maroko, ciepły i bogaty. Ubolewam nad tym, że nie utrzymuje się na włosach i sporo traci na nich intensywności. To chyba najpiękniej pachnąca odżywka/maska jakiej używałam.

   Dla najlepszego efektu Biovaxa nakładamy na wilgotne włosy na co najmniej 15 minut. Jeśli mamy czas, dobrze jest owinąć włosy np. folią i ogrzać ciepłem powietrza z suszarki, aby składniki lepiej się wchłonęły. Ja nie kombinuję i nakładam ja na włosy w czasie brania prysznica i staram się spłukać włosy tuż przed wyjściem. Do tej pory nakładałam chyba zbyt dużą ilość maski, ponieważ włosy były obciążone i sprawiały wrażenie nieświeżych. Wczoraj użyłam nieco mniejszej ilości i dziś już jestem zadowolona. Włosy są gładkie i w miarę proste, choć mają naturalną tendencję do falowania, szczególnie kiedy ich nie wysuszę. Końcówki wydają się być mniej szorstkie, a przy tym włosy pozostają "sypkie" tak jak lubię. Nie zauważyłam co prawda, żeby kosmki były bardziej lśniące, ale nie są też matowe jak po ciężkich maskach. 
   Co mnie cieszy, produkt nie zawiera parabenów. Z pewnością mogę go polecić, tylko nie używajcie zbyt wielkich ilości na raz, bo może obciążać.



niedziela, 7 września 2014

Denko sierpień 2014

   Tydzień zleciał, a moje sierpniowe denko wciąż niepodsumowane. Nadeszła w końcu pora, aby krótko opisać kosmetyki zużyte w minionym miesiącu.



























Pielęgnacja ciała:

























1 - Organic Shop - Banana Milk Shake. O tym bananowym musie pisałam Wam dokładnie TUTAJ. Bardzo przyjemny to produkt, ślicznie pachnący i dzięki ogromnemu opakowaniu megawydajny (jak również męczący ;) ). Chętnie wypróbuję pozostałe warianty.
5/5

2 - Body Resort - Atlantic Figs krem do rąk. Ten krem zwrócił moją uwagę zarówno kolorem tuby, jak i zapachem figi, który uwielbiam. Wbrew sceptycznemu podejściu do jego działania, zostałam mile zaskoczona, ponieważ krem bardzo dobrze i na długo nawilżał dłonie, nie pozostawiając na nich tłustej warstwy. Zapach - obłęd!
5/5

3 - Luksja - Revive Pomelo & Kiwi. Żele pod prysznic Luksji błyskawicznie podbiły moje serducho, zarówno te w białych butelkach z dodatkiem olejków, jak i letnie Lush i Revive. Ten wariant pachnie głównie owocem kiwi, ale czuje w nim też mandarynkę, jest świeży i rześki, doskonale poprawia nastrój o poranku, do tego nie wysusza skóry i jest wydajny.
5/5

4 - Perfecta Spa - Pina Colada cukrowy peeling do ciała. Po szczegółowe informacje odsyłam do RECENZJI. Peeling dobrze ściera i ślicznie pachnie, natomiast jego tłusta postać może irytować. Lubię go i tak znacznie bardziej niż Lody Melba z tej serii.
3,5/5


Twarz:

























5 - L'Oreal - Ideal Fresh. Orzeźwiający tonik oczyszczający kupiłam bez czytania składu oczekując po kolorze opakowania i po samej nazwie, że będzie to doskonały odświeżający produkt na lato. W domu rzuciłam okiem na skład, a tam na początku... alkohol :/ Na pocieszenie dostajemy informacje, że nie zawiera parabenów. O dziwo tonik nie wysuszył mi cery na wiór, nawet bardzo nie ściągał skóry i pięknie pachniał morsko - owocowymi nutami. Podoba mi się jego opakowanie, nowoczesne i proste.
3/5

6 - Avon - ANew Clinical A-F 33. Tak się zarzekałam, że nie kupię kremu do twarzy z Avonu, a tu skusiła mnie spora promocja. Kremik w małym 30 mililitrowym opakowaniu zawiera (staram się wierzyć na słowo) odmładzającą molekułę Amino-Fill 33, dzięki której nasze zmarszczki zostaną wygładzone. Zmarszczek nie mam za wiele, aczkolwiek te mimiczne ku mojemu zmartwieniu już się pojawiły i krem Avonu nie zmienił ich w niebyt, jednak zaskakująco dobrze nawilżał skórę, nie zapychał i doskonale sprawdzał się pod makijaż.
4/5

7 - Max Factor - 2000 Calorie. Kultowy już tusz, niegdyś mój ulubiony i to kolejne opakowanie, które zużyłam. W międzyczasie trochę podrosłam i zmieniły się moje oczekiwania, teraz wolę bardziej teatralny efekt. 2000 Calorie daje naturalny efekt sprawdzający się na codzień w pracy, na większe wyjścia wybieram coś innego, co nie zmienia faktu, że to bardzo dobry tusz pogrubiający z idealną szczoteczką. Nie skleja!
4,5/5


Włosy:


























8 - Wella ProSeries - szampon Frizz Control. Kilka razy już pisałam o tym jak bardzo lubię szampony Wella. Nie mogę przeboleć, że mój ulubiony nawilżający został wycofany i pocieszam się innymi wariantami. Tym razem  był to wygładzający niesforne kosmki Frizz Control i znów jestem w pełni zadowolona. Szampon nie obciąża włosów, wygładza je za to i czyni miękkimi. W zapasie mam już wariant do kolorów, bo w tym tygodniu po 2 latach przerwy znów farbuję.

9 - Oriflame - odżywka Nature Secrets Almond Oil & Strawberry. Przeciętniak wśród odżywek, jednak lepsza od pozostałych z Oriflame, które miałam. Włosy po jej użyciu stają się miękkie i nabierają lekkości, nie są jednak dobrze nawilżone, szczególnie widać to na końcówkach. Pokochałam jej słodki truskawkowy zapach, szkoda, że nie utrzymuje się on dłużej na włosach.
3/5

10 - Pantene - Intensywna Maska Nawilżająca Odnowa Nawilżenia. Bez rewelacji. W 2 minuty miała spektakularnie nawilżać i nadawać miękkość włosom, nawet tym najbardziej suchym, a działa jak najzwyklejsza odżywka i ma paskudny chemiczny zapach. Do plusów zaliczę wygodne opakowanie (fajna klapka) i brak "efektu strąków".
3/5

Znacie te kosmetyki? Jakie są Wasze opinie na ich temat?

niedziela, 1 czerwca 2014

Denko maj 2014

Witajcie w Dzień Dziecka! Maj mamy za sobą i najwyższy czas opisać zużycia, tym razem nie było ich za wiele. Skończyłam głównie kosmetyki pielęgnacyjne, znalazło się też coś do włosów i makijażu. Zapraszam na małe podsumowanie :)







Ciało:




1 - Oriflame - żel pod prysznic Discover Bali Paradise. Żel o zapachu kwiatu lotosu nie okazał się tak uroczy jakiego się spodziewałam. Przed wszystkim ów lotos był trochę mydlany i na dłuższą metę męczący. Produkt miał treściwą konsystencję, nie był za rzadki i dobrze się pienił. Wydajność też ok.
3,5/5

2 - Original Source - żel pod prysznic Mandarin & Basil. Recenzja TUTAJ. Przeciętnak.
3/5

3 - Linda - mydło w płynie Tutti Frutti. Mój biedronkowy hit! Śmiesznie tanie, megawydajne i pięknie pachnące mydło, znacznie lepsze od podobnych produktów wiodących marek. Kupiłam w 3 wariantach zapachowych, ten i fioletowy jest wg mnie najlepszy.
5/5

4 - Farmona - szarlotkowe masło do ciała Sweet Secret. Świetny produkt w przyzwoitej cenie. Dobrze nawilża i odżywia, nie pozostawia tłustej warstwy i szybko się wchłania, a do tego apetycznie pachnie szarlotką. Rewelacyjny! Więcej o nim w recenzji KLIK.
5/5

5 - Yves Rocher - olejek pod prysznic Tradition de Hammam. Produkt przenoszący nas w czasie kąpieli do orientalnego raju :) Zawiera olejek arganowy, nawilża i wygładza skórę. RECENZJA.
4/5

Twarz, dłonie i stopy:




6 - Avon - peeling z minerałami Morza Martwego. Bardzo dobry zdzierak, nie podrażnia skóry mimo dużych drobinek ścierających, świeżo pachnie i używa się go z przyjemnością, w przeciwieństwie do avonowych peelingów do ciała. Więcej TU.
4,5/5

7 - Dove - krem do rąk Essential Nourishment. Produkty Dove ostatnio bardzo mnie rozczarowują, więc do tego kremu byłam solidnie uprzedzona, na szczęście okazał się produktem godnym uwagi i na pewno ponownego zakupu. Krem wchłania się niesamowicie szybko nie pozostawiając tłustej warstwy, której nie lubię np. w niektórych kremach Garniera czy Neutrogeny. Uczucie nawilżenia i komfortu utrzymuje się dość długo, dlatego można ograniczyć aplikację kremu do 2-3 razy dziennie, w zależności od potrzeb. Początkowo słabo radził sobie z bardzo wysuszoną skórą, jednak w miarę stosowania zauważyłam poprawę kondycji dłoni i problem zaniknął. Zapach jest delikatny i przyjemny.
4,5/5

8 - Avon - peeling do stóp Foot Works Papaya Sorbet. Z racji, że do ścierania naskórka na stopach stosuję tarkę i pumeks, ten peeling posłużył mi do ciała :) Tubka jest niewielka, więc szybko się skończył, ale pozostawił miłe wspomnienia. Plus - dużo malutkich drobinek zatopionych w gęstym żelu pachnącym papają. Świetnie nadawał się na ramiona, na łydki nieco za słaby.
3,5/5

9 - Isana - zmywacz do paznokci bez acetonu. Mój ulubiony zmywacz i zawsze muszę go mieć w domu. Bardzo dobrze radzi sobie z wszelkimi lakierami nie niszcząc płytki paznokcia.
5/5

Włosy, makijaż, zapachy:




10 - Kallos - mleczna maska do włosów Latte. Mimo wielu zachwytów na blogach mnie ta maska rozczarowała. Przede wszystkim obciążyła włosy, brakowało im sypkości i połysku. Chemiczny zapach też działał mi na nerwy. Więcej w RECENZJI.

11 - Bourjois - podkład Healthy Mix. Jeden z moich ulubionych podkładów. Kryje średnio, co mi nie przeszkadza, bardzo dobrze nawilża, rozświetla skórę, nie zapycha, jest w miarę trwały choć całego dnia nie wytrzymuje, posiada wygodne opakowanie z pompką. Stosuję odcień 53.
4/5

12 - Sephora - woda toaletowa Enigmatic. Woda należała do zeszłorocznej limitowanej kolekcji miała pojemność 7 ml, czyli niewiele, ale do torebki w sam raz. Sam zapach umieściłabym między Euphorią, a Amor Amor, czyli ciepły, kwiatowy, raczej na zimę. Minus za brak trwałości.
3,5/5


sobota, 17 maja 2014

Mleczna maska do włosów Kallos - Latte

   Zupełnie przypadkiem, w czasie jednej z wizyt w Hebe, natknęłam się na tę bardzo tanią maskę. Zachęcona przede wszystkim ceną, ale również znaną ze słyszenia marką powędrowałam z nią do kasy.






   Maseczkę zamknięto w plastikowym słoiczku mieszczącym 275 ml produktu. Konsystencja przypomina śmietankę. Proteiny mleczne pojawiają się w składzie rzeczywiście, mniej więcej w środku listy składników, więc za to spory plus.  Stosuje się ją jak każdy inny produkt tego typu, nakładamy na wilgotne włosy i po 10 minutach spłukujemy.





   Zapach był tą cechą, która spodobała mi się jako pierwsza i choć nie jest to najważniejsza rzecz w kosmetykach jakoś dla mnie często decydująca czy produkt polubię, czy nie. Początkowy zachwyt waniliowo-mleczną, budyniową wonią ustąpił po 2-3 użyciach, kiedy dostrzegłam, że zapach, szczególnie na włosach, jest chemiczny i sztuczny, czuję jakbym wąchała jakieś lekarstwo.

   Włosy po użyciu maski mają stać się błyszczące, jedwabiste i łatwe do rozczesania - tak opisuje jej działanie Kallos. Jak się to ma do rzeczywistości? Faktycznie włosy rozczesują się bez żadnych problemów nawet kiedy nałożymy niewielką ilość preparatu, nie są obciążone i dobrze się układają. Czego na pewno mi brakuje po jej zastosowaniu to sypkość włosów, czuję jakby były trochę zbite i matowe, ale miękkie. Ogólnie ta maska to taki średniak jakich wiele, jednak za tak niską cenę, czyli ok. 4,95 zł z pewnością warto ją wypróbować, wiem, że ma wiele zwolenniczek. Dodatkowym jej atutem jest wydajność.

Dostępność: Hebe, internet.

Przy okazji chciałabym poinformować Was o rozdaniu na blogu Paulli: