Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Grudniowe nowości - ostatni haul w 2014 r.

   W listopadzie mocno zarzekałam się, że kolejny miesiąc będzie oszczędny i pasuję z zakupami, częściowo się to udało, ale przedwczoraj padło hasło "ograniczenia i limity nie interesują mnie" jak w reklamie z żółtym stworkiem z gitarą i zaszalałam w necie. Niestety żadna paczka nie doszła do tej pory i foty pojawią się dopiero w przyszłym roku ;)


























Drobne przyjemności - pianka peelingująca Organique o zapachu mrożonej herbaty i jagodowe masełko do ust Nivea.


Pielęgnacja dłoni - piernikowy krem do rąk Ziaja i jabłkowy The Body Shop.


























Promocja 1+1 w Super-Pharmie: błyszczyk w kredce Astor, dwie szminki Colour Whisper z Maybelline i czerwony błyszczyk tej samej firmy.


Z saloniku Ziaji wyszłam z kolejnym ich mydłem w płynie i witaminowym tonikiem.


























Faza na zapachy celebrytek, jakoś tak mnie naszło jednego dnia i z marszu kliknęłam Royal Desire Aguilery oraz Wild Pearl i Queen of Gold od Naomi Campbell.


























Te dobrodziejstwa przyniósł mi Mikołaj ;) Zestwik z kosmetykami Dior - błyszczyk, podwójne cienie i śliczny róż.


























Zimowe woski Yankee Candle


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała kolejnego kompletu Kingi - tym razem zestaw Day.




W tym niepowtarzalnym dniu chciałabym Wam życzyć szampańskiej sylwestrowej zabawy oraz spełnienia marzeń i pasma sukcesów w Nowym Roku!

sobota, 13 grudnia 2014

To gdzie ten Romeo? L'Oreal Shine Caresse - 300 Juliet

   Tyle razy wspominałam, że roi się u mnie od szminek i błyszczyków, a wyjątkowo rzadko pokazuję na blogu kosmetyki do malowania ust. Zatem dziś o jednym z moich absolutnych ulubieńców, czyli szmince w płynie od L'Oreal.



























   Produkt zamknięty w eleganckim, złotym opakowaniu to połączenie zalet szminki, takich jak trwały kolor i błyszczyka - wygoda aplikacji, efekt wilgotnych ust. Aplikator ma krótką rączkę i jest wygięty, kształtem przypomina serduszko.





























   Wybrałam kolor 300 Juliet, który w opakowaniu wydawał mi się zgaszonym różem, ale na ustach wpada bardziej w karmin. Konsystencja nie jest tłusta lecz nieco wodnista, tak jakby na ustach kładła się chłodna tafla koloru. Zaraz po aplikacji ma się uczucie, że na ustach znajduje się zwykły błyszczyk, ten jednak po chwili jakby wchłania się w usta, stapia z nimi i wsiąka, dlatego lepiej od razu ładnie nałożyć go na kontur. Z początku trochę się lepi, ale po wyschnięciu wrażenie to zanika. Intensywność barwy lepsza niż w niejednym błyszczyku, jednak słabsza niż w większości szminek, idealne wyjście gdy mamy dylemat, którego z tych kosmetyków użyć :)  Co na pewno jest ogromnym atutem Shine Caresse to jego ogromna trwałość i przyznam, że tym mnie zaskoczył i ujął. Kolor zaczyna się ścierać od wewnętrznej części ust po 4 godzinach, ale potrafi dobrze wyglądać bez poprawek nawet 6 godzin, przy jedzeniu i piciu oczywiście, bo tego sobie nie ograniczam bez względu na to jaki bym miała makijaż.

   Zapach pomadki, czy może raczej lakieru do ust, jest delikatny i słabo wyczuwalny, a kolorówka marki przyzwyczaiła mnie do bardziej intensywnych woni. Nie ma to negatywnego wpływu na moje zdanie o produkcie, akurat w tym przypadku aromat jest mi obojętny, byle nie odrzucał. Bez niego także Shine Caresse stosowało by się równie przyjemnie.





   Z całą pewnością polecam ten lakier, szczególnie kiedy jest okazja kupić go w promocji, jakie oferuje nam od czasu do czasu np. Rossmann. Przy najbliższej zamierzam kupić dwa inne kolory.

niedziela, 11 maja 2014

Polowanie w Rossmannie cz. II - usta i paznokcie

   Właśnie kończy się ostatni tydzień promocji -49% w Rossmannie. Zakupy z pierwszego, "twarzowego", tygodnia pokazywałam Wam TUTAJ. Drugi tydzień związany z makijażem oczu odpuściłam sobie widząc, że trzeciego tygodnia trochę wydam. Ostatecznie bardzo się ograniczyłam, chcąc uniknąć przypadkowych zakupów zrobiłam sobie w domu listę i jej się trzymałam. Jedynie lakiery wylądowały w koszyku "przy okazji".






Do ust:
- L'Oreal Shine Caresse w odcieniu 300 Juliet, zobaczyłam go na jakimś blogu i wiedziałam, że muszę go mieć. Okazał się najbardziej trafionym zakupem, po prostu REWELACJA!
- Rimmel Moisture Renew w kolorze 310 As You Want Victoria, pomadka również podpatrzona na blogu, urocza malina, na moich ustach rozmazuje się jednak i ciężko mi utrzymać ją w konturze. Pięknie pachnie.
- Maybelline Color Whisper, kolor 210 Oh La Lilac. Fajny, chłodny pastel.

Lakiery:
- Manhattan Lotus Effect, 45P. Strzał w 10! Lakier kryje po pierwszej warstwie, szybko schnie i jest bardzo trwały.
- Miss Sporty Oh my Gem!, 3333. Sama nie wiem dlaczego go kupiłam, bo średnio mi się podoba. Jutro użyje po raz pierwszy, może na paznokciach wyda mi się ładniejszy niż w buteleczce.





Udały się Wam zakupy ostatniego tygodnia promocji?

poniedziałek, 5 maja 2014

Revlon - Colorburst Lip Butter 015 i 050

   Jak już zapewne wiecie w Rossmannie rozpoczął się tydzień przecen na szminki i błyszczyki do ust oraz lakiery do paznokci, dlatego dziś pokażę Wam masełka do ust Revlona w dwóch kolorach: 015 Tutti Frutti oraz 050 Berry Smoothie. Jeśli zastanawiacie się nad ich zakupem to może ten wpis pomoże Wam w podjęciu decyzji.






   Podobają mi się te ich opakowania, choć plastik, z którego wykonana jest zatyczka jest dosyć cienki i z czasem może pęknąć. Kolory zatyczek dopasowane są do odcieni danych pomadek.


Pomadki faktycznie mają konsystencję zbliżoną do masła, są mięciutkie i gładko suną po ustach, aczkolwiek mam wrażenie, że Tutti Frutti jest nieco twardsza.


015 Tutti Frutti to kremowy oranż, bez drobinek. W opakowaniu wydaje się być intensywny, lecz na ustach daje transparentny i delikatny efekt. Jest mniej "twarzowy" od Berry Smoothie i musiało minąć trochę czasu zanim go polubiłam i oswoiłam się z nim.

050 Berry Smoothie lekko opalizuje, ale na ustach drobinki nie są widoczne. To ciemny róż w typie "mauve", odcień dość uniwersalny i pasujący prawie każdemu tym bardziej, że nie zostawia na ustach mocnego koloru i przypomina błyszczyk.












Obydwa warianty są słabo napigmentowane, ale nie o kolor tutaj chodzi przede wszystkim. Masełka mają za zadanie nawilżać i pielęgnować usta jak pomadka ochronna i spełniają swoją funkcję w tym zakresie, zostawiając mgiełkę koloru "przy okazji" ;) Z racji swojej konsystencji nie trzymają się raczej konturu ust, więc nie polecam malować się nimi bez lusterka, bo łatwo można wyjechać za linię. Poza tym masełko trochę się lepi, jednak nie na tyle by do siebie zrazić ;)

Co do trwałości... tutaj pojawia się problem, u mnie wypada ona słabo, masełko szybko się zjada i ściera, po niedługim czasie trzeba nakładać je ponownie.

Cena: ok. 36 zł. Warto kupić w promocji, wtedy na pewno Colorburst jest wart swojej ceny.


niedziela, 2 marca 2014

Denko luty 2014

   Mamy już marzec, pora więc podsumować luty. Oto kosmetyki, którym w ubiegłym miesiącu powiedziałam "Żegnaj".



























Pielęgnacja ciała:


1 - Farmona - Tutti Frutti peeling do ciała Figi & Daktyle. O innym peelingu Tutti Frutti pisałam już w grudniowym denku. Produkt bez zarzutu, duże drobinki w gęstym żelu, świetnie ścierający. Lubię jego egzotyczny figowy zapach z małym dodatkiem daktyli. Na pewno kiedyś kupię inny wariant tego peelingu.
5/5

2 - Avon - żel pod prysznic Senses Be Radiant. Kiedyś już wspominałam, że żele Senses to prawdziwe perełki katalogowe. Rewelacyjna konsystencja, brak efektu wysuszenia skóry, ciekawe zapachy i przystępna cena. Wariant Mleczko Ryżowe i Kwiat Lotosu jednak mnie zawiódł. Była kilka lat temu w serii Naturals linia Kwiat Lotosu z Kakaowcem (albo z Shea), którą uwielbiałam i liczyłam, że zapach tego żelu mi ją przypomni. Nic z tego, Be Radiant jest gorzkawy (choć słyszałam tez opinie, że bardzo słodki) i kwiatowy, mlecznej nuty w nim brak.
3/5

3 - Original Source - żel pod prysznic Raspberry & Cocoa. Ciekawie zapowiadający się produkt, który mnie rozczarował. Recenzja TUTAJ
2/5

4 - Avon - mydło w płynie Senses Dazzling. O żelu pod prysznic z tego kompletu pisałam w styczniowym denku. Grzaniec i suszone owoce, zapach Świąt. Mi nawet po Świętach dobrze się go używało. Pięknie pachnie, dobrze się pieni i jest naprawdę wydajne. Polecam.
5/5

5 - Oriflame - krem do stóp Feet Up Winter Treat. Treściwy krem, który dobrze nawilża i pielęgnuje stopy. Nawet dobrze się wchłania, choć nie błyskawicznie. Używając go co drugi dzień nie miałam problemu z suchymi, czy pękającymi piętami. Dodatkowym atutem jest przyjemny zapach imbiru i klementynek. Tubka tez mi się podoba.
4/5

6 - Cztery Pory Roku - balsam do ciała w piance. Zainteresowała mnie jego forma, do tej pory nie używałam balsamu w piance. Pomysł niezły, produkt jednak okazał się bublem. Rozprowadza się go dobrze, za to okrutnie się lepi. Zamiast pachnieć obiecanymi owocami leśnymi, cuchnie chemią. Nie byłam w stanie zużyć go do końca.
1/5

7 - Garnier Mineral - antyperspirant w sztyfcie Action Control. Ostatni mój egzemplarz w starym opakowaniu i starej formule. Ten produkowany aktualnie nie dorasta mu do pięt. Bardzo skuteczny kosmetyk o delikatnym zapachu. Oczywiście zostawiał ślady na ubraniach, ale nie był to wariant niebrudzący, więc nie ma się co dziwić. Szkoda, że więcej go nie kupię. Znalazłam na szczęście godnego następcę.
5/5

Włosy:


8 - L'Oreal  - Elseve Fibralogy szampon do włosów. Produkt przeznaczony jest do włosów pozbawionych gęstości, czyli takich jak moje. Nie spodziewałam się spektakularnych efektów poprawy gęstości włosa, jednak ten szampon pozytywnie mnie zaskoczył. Oczywiście nie mam nagle bujnej czupryny, ale efekt pogrubienia jest i czuć jakby większą objętość mojej kitki w czasie mycia. Zamierzam wkrótce zrecenzować ten szampon razem z odżywką z tej serii.
5/5

9 - Wella - Wellaflex Volume lakier do włosów. Lakier, do którego stale wracam (choć ostatnio kupiłam Nivea). Same plusy: nie skleja włosów, mocno je utrwala pozostawiając naturalnymi, ma przyjemny zapach.
5/5

Pielęgnacja twarzy:


10 - Eucerin - Hyaluron-Filler krem na dzień. Krem ten miał intensywnie nawilżać twarz i poprawić gęstość skóry, niestety nie zauważyłam takich efektów. Niezbyt podobał mi się jego zapach, z czasem się do niego przyzwyczaiłam. Krem zawiera maleńkie grudki, początkowo czułam się jakbym wcierała peeling. Pierwsze zmarszczki mimiczne zostały nietknięte, a na ich redukcję najbardziej liczyłam. Co gorsze, krem zapchał mi pory i wciąż próbuję pozbyć się wyprysków i grudek z twarzy. Jedyny plus: higieniczne opakowanie z pompką.
2/5

11 - Pharmaceris - Puri-Capilique tonik wzmacniający naczynka. Ten tonik poleciła mi farmaceutka, kiedy poprosiłam o jakiś do cery naczynkowej. Kosmetyk bardzo dobrze się spisywał, łagodził podrażnienia i zaczerwienienia, choć widoczne pajączki nie uległy zmniejszeniu (nie oczekiwałam takich cudów po toniku). Bardzo przyjemnie pachniał.
4/5

Kosmetyki kolorowe i zapachy:


12 - Colour Alike lakier do paznokci, kolor 4. Kocham lakiery Colour Alike! Dawniej kupowałam je namiętnie, chciałam mieć każdy, aktualnie moja miłość nieco osłabła. Wykończony kolor nazywał się Koralowa Czerwień, czy jakoś tak. Dla mnie to raczej miks moreli z różem. Lakier pięknie krył po nałożeniu 2 warstw i długo trzymał się na paznokciach bez szwanku. Polecam gorąco produkty tej marki.
5/5

13 - Grace Cole - Peach & Pear Lip Balm. Puszka zawierała 12 g nie bardzo gęstego balsamu w kolorze pomarańczowym, pachnącego brzoskwinią i gruszką. Balsam wyglądał na ustach naturalnie i mógł zastępować błyszczyk. Śliczny zapach aż kusił, żeby zlizać preparat z ust ;) Słabo nawilżał i musiałam często ponawiać jego aplikację.
4/5

14 - Astor - Shine Deluxe 022 Caribbean. Szminka z efektem błyszczyka, o lekkim kryciu. Carribean to jasny koral, bardzo wiosenny. Super szminka jak dla mnie, idealna do pracy i na randkę, nie rzuca się w oczy i nie dominuje makijażu, a pięknie go podkreśla. Nie lepi się na ustach, jest w miarę trwała jak na produkt tego typu i nie wysusza. Przyjemnie pachnie.
5/5

15 - Avon - Sensuelle woda perfumowana. Zazwyczaj nie kupuję zapachów z Avonu, ten jednak spodobał mi się na pachnącej stronie, dlatego zamówiłam perfumetkę o pojemności 15 ml. Zebrałam za niego więcej komplementów niż za niejedne perfumy z wyższej półki. Zapach ten jest szalenie kobiecy, kwiatowo-pudrowy, a zarazem delikatny. Kojarzy mi się z satynową pościelą. Byłby idealny do pastelowych marynarek :) Szkoda, że nie grzeszy trwałością, 4 godziny jednak wytrzymuje.
4/5