Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Denko listopad-grudzień 2015

   Witam po kolejnej dłuższej przerwie, nie wiem kiedy nadrobię te zaległości. Pierwszy raz robię denko z dwóch miesięcy, do tego zdjęcia wyszły mi masakryczne, o tej porze roku u nie jest bardzo mało słońca, a jedyny sprzęt do fotografowania to aktualnie telefon, więc wstyd mi pokazywać efekty "sesji". Zapraszam na podsumowanie zużyć.





























Ciało:



























Palmolive - żel pod prysznic Feel Good. Fajny, gęsty żel, znakomity do porannej kąpieli, bo działa lekko pobudzająco. 
4,5/5

Dove - żel pod prysznic Gentle Exfoliating. Żel, a w zasadzie krem, ma małe drobinki, które mają peelingować skórę podczas kąpieli, niestety pod tym względem się nie sprawdzają. Drażni mnie też jego mydlany, wiercący w nosie zapach. Kosmetyk nie wysusza skóry.
3/5

Bath & Body Works - mydełko w płynie Apricot Mango. Jeśli mam porównać, to wersja z kiwi była znacznie lepsza. Zapach owszem ładny, ale nie powala, za tą cenę można spodziewać się czegoś ciekawszego. Do tego niezbyt wydajny.
3/5

Avon - żel Senses Spa Oriental Sanctuary. Zapachowo bez rewelacji, jednak wydajność bardzo na plus. Do tego dobrze się pieni.
3,5/5

Auchan - mydło w płynie Pivoine. Bardzo tanie mydło o kwiatowym zapachu. Warto przetestować.
5/5

Biały Jeleń - żel do higieny intymnej Aloes. Mój nowy ulubieniec! Ten łagodny żel nie wywołuje podrażnień, ma przyzwoity skład i jest mega wydajny.
5/5

Vedara - Golden Sweet Peeling. Rewelacja! Po pierwsze - zapach, orientalny, zmysłowy, odprężający. Po drugie - działanie, preparat bardzo dobrze ściera martwy naskórek, nie ucieka między palcami, natłuszcza skórę.
5/5

Isana - zmywacz do paznokci bez acetonu. Mój nr 1 po raz kolejny w denku.
5/5
































Vichy - Antyperspirant w kulce do skóry wrażliwej. Stosowałam go na noc po kąpieli, rano skóra pach była sucha, ale nie podrażniona.
5/5

Liv Delano - Krem-sorbet do rąk Oriental Touch. Ekologiczny białoruski kosmetyk rewelacyjnie wchłaniał się w dłonie, niespodziewanie dobrze je nawilżał, a do tego miał bardzo świeży, cytrusowy zapach.
4,5/5

Beauty Naturalis - balsam do ciała Aronia. Balsam ma za zadanie wzmacniać naczynka krwionośne i odżywiać skórę, nie zawiera on parabenów. Nie pachnie on niczym konkretnym, raczej czysto kosmetycznie jak krem Nivea, a takie zapachy bardzo lubię. Poprawy stanu naczynek na nogach nie odnotowałam, ale przyjemnie używało się tego balsamu, nawilżał i odżywiał przyzwoicie.
4/5

Rexona - antyperspirant w sztyfcie Stress Control. Wnerwiał mnie jego zapach, działanie też nie było perfekcyjne, cieszyłam się kiedy się skończył.
2/5

SheFoot - Odżywczy krem do stóp z shea. Moja perełka, bardzo bogaty, odżywczy krem, dobrze się wchłania, rewelacyjnie pielęgnuje. Na pewno kupię ponownie.
5/5

Oriflame - krem do ciała Love Potion. Kupiłam ze względu na zapach, ale działanie okazało się też całkiem niezłe.
4/5

Twarz:



























Lirene - Delikatnie kremowy żel do mycia twarzy. Łagodny, kremowy preparat, który delikatnie, lecz skutecznie usuwa resztki makijażu i inne zabrudzenia z twarzy. Nie uczulił mnie, nie wywołał podrażnień, świetnie się pienił i przyjemnie pachniał. Mogę polecić.
5/5

AA - Żelowy tonik Oil Infusion2. Bezzapachowy tonik o formule żelu, który nie wysuszył mi skóry twarzy.
4/5

Dermika - Emulsja nawilżająca Hydratic. Lekka, chyba nawet za bardzo, emulsja nie poradziła sobie z głębokim nawilżeniem twarzy. Plus za praktycznie opakowanie z pompką.
3/5

AA - Dwufazowy płyn do demakijażu Różowe Algi. Moja wersja przeznaczona jest do skóry suchej i normalnej, z makeupem oczu radzi sobie nawet nieźle, choć trzeba pocierać oko, poza tym zostawia tłustą warstwę. 
3,5/5

Syis - Krem pod oczy. Kolejne z moich odkryć. Początkowo zachwyciło mnie opakowanie z pompką, uwielbiam to rozwiązanie. Sam krem okazał się świetny, dobrze się wchłaniał, delikatnie rozświetlał skórę i czynił ją wypoczętą.
5/5

Ziaja - Skoncentrowany krem oliwkowy Liście Zielonej Oliwki. W sam raz na zimę, ma bogatą konsystencję i filtry. Mi nieco zapychał pory, więc używałam go z przerwami. 
4/5

Yves Rocher - pomadka ochronna Macadamia. Używałam jej w pracy, bo przy stale włączonej klimie moje usta wysychają na wiór, niestety słabo się sprawdziła.
3/5

Włosy:




























Nivea - Szampon nawilżający Hydro Care. Dobrze oczyszcza, nie wysusza, choć też nie nawilża. Włosy po nim ładnie błyszczą i dobrze sie układają.
4/5

Nivea - Szampon odbudowujący Long Repair. Kupiłam go ze względu na zachwyty blogosfery, niestety u mnie się nie sprawdził, bo wywołał łupież. 
3/5

Avon - Odżywka BB Absolute Perfection. Taki średniaczek, ładnie nabłyszcza i wygładza włosy, ale pozostaję po niej suche.
3,5/5

Zapach i makijaż:

Revlon - podkład Nearly Naked. Bardzo naturalny, słabo kryje i nie matuje, więc nadaje się do skóry raczej bezproblemowej. Za szybko schodzi z twarzy. Nie tworzy maski, kolor pięknie stapia się ze skórą.
4/5

Avon - Treselle Mystique. Sentymentalny powrót do przeszłości, zawsze lubiłam tą drzewną odmianę Treselle. Trwały, otulający, świetny na jesień.

Avon - Invisilbe Light korektor w pędzelku. Bardzo dobry korektor pod oczy za przyzwoitą cenę. Nie jest ciężki, ładnie się rozprowadza i rozświetla.
5/5


sobota, 14 listopada 2015

Denko październik 2015

    Trochę czasu mi zajęło zmobilizowanie się do stworzenia tego denka, z resztą kto jest ze mną dłużej pewnie zauważył, że wyklikuję posty coraz rzadziej - brak czasu, permanentne zmęczenie... Zobaczcie z czym pożegnałam się w ubiegłym miesiącu.

















































1 - Isana - Mydło w płynie z ekstraktem z limonki. Wzięłam, bo było śmiesznie tanie i prezentowało się ładnie od strony graficznej. Zapach nie powalił, ale mydło swoje funkcje spełniło. Ocenę podnoszą biedronki na etykiecie ;)
3,5/5

2 - Palmolive - żel pod prysznic Feel Glamorous. Żel zawiera maleńkie peelingujące drobiny, których tak na prawdę nie czuć w czasie kąpieli. Pachnie cudownie, wg producenta zapach to połączenie jeżyny, wanilii i pitahaji, jest słodki i mocno owocowy.
5/5

3 - Auchan - Arganowy olejek pod prysznic z kwiatem pomarańczy. Fantastyczne połączenie komponentów, uwielbiam olejek arganowy w każdym zestawieniu oraz zapach kwiatu pomarańczy. Olejek dobrze się pienił, pozostawiał skórę lekko natłuszczoną, ale nie za mocno i był wydajny.
5/5

4 - Auchan - Żel pod prysznic Mleko, Malina i Piwonia. Kolejny tanioszek z Auchana pachnie przede wszystkim malinami, super się pieni (nie ma jak SLS ;) ) i jest bardzo wydajny. Jako jedyny z tej linii nieco wysuszył mi skórę.
4/5

5 - Bath & Body Works - PocketBac. Antybakteryjny żel do rąk tym razem o zapachu kwiatu wiśni. Pisałam już w którymś denku, że uwielbiam te żele i zawsze mam jakiś ze sobą. Ten akurat był do torebki, kochałam jego zapach, nie jedna osoba pociągała nosem gdy użyłam go np. w autobusie, bardzo wiosenny.
5/5

6 - Bath & Body Works - Balsam do ciała Endless Weekend. Nie doceniłam tego balsamu, póki nie rozsmarowałam go na skórze, dopiero wówczas rozwijają się nuty zapachowe tego kosmetyku. Na mój nos Endless Weekend pachnie ananasem, mango i nutą świeżego prania, leniwym letnim dniem, za którym tęsknię o tej porze. Balsam ma aksamitną konsystencję, świetnie się wchłania i pozostawia skórę gładką. Wariant mini doskonale sprawdził się w podróży.
5/5

7 - Organique - Peeling solny Bamboo z masłem shea. Ten tłusty, bo zbudowany na shea i oleju kokosowym peeling posiada bardzo wiele kryształów soli, dzięki czemu rewelacyjnie wygładza naskórek, ale może też podrażniać. Ja preferuję takie mocne zdzieraki, dlatego bardzo go sobie chwalę. Zapach jest bardzo mocny, raczej męski, więc polecam przetestować przed zakupem.
5/5

8 - The Body Shop - masło do ciała Smoky Poppy. Masełka TBS to temat wielokrotnie wałkowany, wiadomo, że są treściwe, czasem nieco ciężkie, ale regenerują i odżywiają skórę po mjistrzowsku. Po zużyciu Smoky Poppy doszłam do wniosku, że jednak wolę owocowe zapachy tych masełek, ten był zbyt mydlany i męczący.
3,5/5























9 - Norel - krem Hyaluron Plus. Krem z klinki Dr Wilsz to moje wielkie odkrycie, po miniaturze chcę duże opakowanie. Co najważniejsze - krem doskonale nawilża i nie zapycha porów. Jest lekki, działa niemal błyskawicznie, skóra się po nim nie świeci, a na dodatek ma bardzo przyjemny morski zapach.
5/5

10 - Avon - ANew Clinical krem pod oczy i na powieki. Kupiłam ten kosmetyk ze względu na ciekawą, podwójną budowę - opakowanie podzielone jest na dwa połączone pojemniczki, w jednym znajduje się krem pod oczy, w drugim żel na powieki. Obydwa preparaty zużywają się proporcjonalnie, natomiast ciężko mi napisać coś o działaniu, nie zauważyłam, żeby cienie pod oczami zostały rozjaśnione, jadnak skóra była dobrze nawilżona.
3/5

11 - Khadi - ajurwedyjski olejek Viola. Od pewnego czasu stosuje olejki jako warstwę na krem na noc, dlatego ciężko by mi było opisać jego samodzielne działanie. W połączeniu z kremem na pewno pozostawia skórę dobrze naprężoną, rano nie mam problemu z suchymi skórkami na brodzie i wokół ust jak miało to miejsce wcześniej. Irytował mnie zakraplacz w tej butelczynie, czasami nie chciał w ogóle zaskoczyć, dlatego w pewnym momencie się go pozbyłam i wylewałam olejek bezpośrednio z butelki.
4/5


12 - Yves Rocher - Low Shampoo. Czysta ciekawość zaopatrzyła mnie w szampon w kremie z Yves Rocher, gdyż nigdy wcześniej nie miałam styczności z taką formułą szamponu. Pierwsze wrażenie było dość dziwne, niepieniący się  krem wsmarowujemy we włosy i spłukujemy, jednak po wysuszeniu włosy były gładkie jak po kropli jedwabiu, czyste i miękkie, żadnego obciążenia. Polecam przetestować, choć ja wróciłam do tradycyjnej formy szamponu.
4/5

13 - Garnier - Odżywka z olejem arganowym i kamelią. Jeśli ktoś szuka okrutnie wydajnej odżywki, to polecam śmiało kupić tę od Garniera. Poza wydajnością ma też inne zalety - wygładza, nie obciąża, dyscyplinuje siano, ale niestety nie nawilża i końcówki to czują. Lekko orientalny zapach pozostaje długo na włosach.
3,5/5

14 - Wella - lakier do włosów Performance. Tym razem taki zwyklak, trochę skleja, ale dobrze trzyma włosy, nie za ciekawie pachnie.
3/5

15 - L'Oreal - maska Absolut Repair Lipidium. Szczerze powiem, że spodziewałam się po niej lepszego efektu, choć oczywiście nie jest zła. Dla mnie największe rozczarowanie to krótkotrwały efekt wygładzenia, który utrzymuje się tylko do najbliższego mycia, taki efekt dają też zwykłe odżywki. Plus za wydajność.
3,5/5

16 - Schwarzkopf - Gliss Kur Million Gloss. Tą malutką tubkę ekspresowej odżywki dostałam do jakiejś farby. Niestety słaba i wiem, że kolejnej tubki nie kupię.
2/5
































17 - Beckham - Signature. Damska woda perfumowana sygnowana przez Państwa Bechamów urzekła mnie już kilka lat temu, aż w końcu dorobiłam się flaszki. Elegancki zapach na jesień, kwiatowy, nieco ostry i o dziwo bardzo trwały.
4/5

18 - Skin79 - maska w płacie Powerful Moist. Ogarnęła mnie faza na koreańskie maski w płacie, tym razem padło na mocno nawilżającą o zapachu winogron. Tkanina była tak mocno nasączona preparatem, że musiałam sie położyć żeby wszystko nie spłynęło mi z twarzy.
5/5

19 - Revlon - puder w kamieniu Nearly Naked. Kolejne zużyte opakowanie tego pudru będzie na jakiś czas ostatnim, bo postanowiłam, potestować produkty innych marek. Niemniej jednak Nearly Naked spełniał wszystkie moje oczekiwania, na długo matował skórę i wykańczał makijaż nie dając efektu twarzy obsypanej mąką.
5/5

20 - Avon - wykręcana konturówka Boldest Black. Z bólem serca się z nią rozstaję, miękka, o intensywnym kolorze, wygodna w użyciu i trwała - same plusy.
5/5


środa, 13 maja 2015

Denko kwiecień 2015

   Za nami kwiecień, pora podsumować zużycia dokonane w tym/tamtym miesiącu. Tym razem denko stosunkowo małe, ale znalazła się w nim flaszencja po perfumach, a przy posiadanej ilości tego typu dobrodziejstw, wysuszenie dna któremukolwiek to dla mnie nie lada wyczyn. Co jeszcze dokonało u mnie żywota? Zapraszam na wpis.

























Ciało:























1 - Auchan - żel pod prysznic Extra Doux. W tym wypadku wariant o zapachu kwiatu pomarańczy z mlekiem, bez parabenów. Przepadłam już po pierwszym użyciu tego kosmetyku, bo kto by się spodziewał po żelu z Auchana tak pięknego zapachu, braku wysuszenia skóry po prysznicu, super wydajności w dodatku za śmieszne pieniądze. Jeden z najlepszych w swojej kategorii!
5/5

2 - Yves Rocher - żel pod prysznic Les Plaisis Nature Olive Oil. Po prostu niezły żel, nie rozkochał mnie w sobie jak ten z Auchana, ale też nie zraził. Plus za wydajność.
4/5

3 - Perfecta Spa - peeling solny Kryształowa Rosa. Największym jego atutem jest zapach przypominający L'Eau de Issey od Issey Miyake i na tym koniec plusów. Nie podobała mi się tłusta i mało treściwa jak na solny peeling konsystencja, preparat spływał z ciała zanim zdążyłam go wmasować, poza tym spowodował swędzenie skóry.
2/5

4 - Garnier - antyperspirant w kremie Neo. Miło wspominam Soft Cotton, na tyle miło, że kiedyś pewnie jeszcze go kupię. Więcej szczegółów w RECENZJI .
4,5/5

5 - Yves Rocher - peelingujący olejek do dłoni. Miły gadżet, o którym więcej pisałam TUTAJ .
4/5

6 - Isana - bezacetonowy zmywacz do paznokci. Po raz wtóry w moim denku, dla mnie namber łan ;)
5/5

Twarz:
























7 - Avon - maseczka na noc Hydra Recovery. Maseczka w postaci żelu z zatopionymi kuleczkami (podobno kwas hialuronowy) okazała się lepsza niż się spodziewałam. Mimo lepkiej formuły nie zapchała porów, a twarz rano była gładka i nawilżona.
4/5

8 - Rival De Loop - kapsułki Anti-Age. Stojąc przy kasie w Rossmannie zobaczyłam te "rybki" na promocji i wzięłam dla próby. Teraz wiem, że mogłam wziąć więcej, bo okazały się rewelacyjne. Mój wariant Anti-Age to pomarańczowy olejek z witaminami A i E, który aplikowałam na noc (blister zawiera 7 kapsułek) przez cały tydzień. Rano skóra była wypoczęta i jędrna. Dodatkowy plus za zapach.
5/5

Włosy:

9 - Matrix - szampon Total Results Moisture. Spodziewałam się lepszego efektu nawilżenia włosów, ale nie było tragicznie. Szampon całkiem niezły, nie wywołał łupieżu, nie plątał włosów, pozostawiał włosy przyjemne w dotyku.
4/5

10 - Ziaja - Odżywka Intensywne Wygładzanie. Dostałam ja do zakupów w sklepie firmowym i nie spodziewałam się rewelacji, tymczasem miło mnie zaskoczyła. Włosy po użyciu tej odżywki rzeczywiście stawały się gładkie, sypkie, nie były obciążone i ślicznie pachniały. Mogę ją śmiało polecić.
4/5

11 - Batiste - suchy szampon Oriental. O szamponach Batiste pisałam już kilkakrotnie, ale Oriental miałam po raz pierwszy i jak się okazuje ostatni. Jak Batiste działa większość z Was już wie i tu nie mam się do czego przyczepić, choć oczywiście bieli włosy, natomiast jego zapach był poprawny do znudzenia, owocowo-kwiatowo-banalny.
3,5/5

Zapach i make-up:























12 - Masaki Matsushima - Masaki/Masaki. Moje ukochane pachnidło na wiosnę, kojarzy mi się ze słonecznym porankiem i zapachem kwitnących jabłoni. Trwały i zwracający uwagę. Pewnie bym go tak szybko nie zużyła gdyby nie fakt, że na dnie zaczęły pływać farfucle i bałam się, że się zepsuje i zmieni zapach.
5/5

13 - Revlon - Colorburst Lip Butter 050 Berry Smoothie. Kontuzjowane, bo złamane, masełko do ust zużywałam na szybko w jego ostatnich dniach, ale zdążyłam się nim nacieszyć. Produkt zdecydowanie wart zakupu, więcej na ten temat przeczytacie TU .
5/5


Znacie te kosmetyki? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Denko marzec 2015

   Ostatnio strasznie się zapuściłam w pisaniu, ale mam już dla Was przygotowany ciekawy post o lakierach pewnej marki, pełen kolorowych zdjęć. Tymczasem pora na spore, żeby nie powiedzieć wielkie jak na mnie denko marca. Cieszy mnie tyle zużyć, bo zapasy kosmetyków niemal wychodzą mi już z szafki i trzeba włączyć je w tryb ON.
























Higiena twarzy i ciała:
























1 -Original Source - żel pod prysznic Wild Berries. Ostanie edycje limitowane żeli OS rozczarowały, Wild Berries przerywa złą passę. Zapach w klimacie landrynek o smaku owoców leśnych przeniósł mnie wspomnieniami do dzieciństwa. Żel dobrze się pienił i nie wysuszał.
5/5

2 - Avon - Senses żel pod prysznic Spicy Moroccan Delights. Przeczytałam w katalogu "kadzidło i drewno tekowe", więc napaliłam się na niego jak szczerbaty na suchary. Zapach żelu okazał się słodki i mało wyszukany, ale przyjemny, pa próżno jednak doszukiwać się w nim wspomnianych aromatów. Żel lekko wysusza skórę.
3/5

3 - Avon - Solutions pianka do mycia twarzy. W tym przypadku Avon mile zaskoczył, pianka była wydajna, nie podrażniała skóry ani oczu i dobrze zmywała zanieczyszczenia. Chętnie do niej kiedyś wrócę.
5/5

4- Kamill - żel pod prysznic Mleczko Rabarbarowe. Fajny, świeży zapach, niezła wydajność, a do tego śmieszna cena. Polecam choćby przetestować.
4/5

5 - Bath & Body Works - mydło Winter Candy Apple. Mydło w żelu, zawierające peelingujące drobinki, kulejące niestety pod względem stosunku wydajności do ceny, nadrabiające ten uszczerbek obłędnym zapachem kandyzowanych jabłek.

6 - Yves Rocher - dwufazowy płyn do demakijażu oczu Pur Bleuet. Chwalony przez wiele blogerek płyn dla mnie okazał się niewypałem. Musiałam wielokrotnie pocierać oczy, aby domyć makijaż. Z pokorą wracam do Ziaji :)
2/5

7 - Avon - dezodorant w kulce Smooth & Gentle. Kulek używam wyłącznie na noc po prysznicu, dlatego nie napiszę, czy ta skutecznie chroni przed potem. Ważne, że nie podrażnia skóry, a rano budzę się z suchymi pachami. Zapach ledwie wyczuwalny i delikatny.
5/5

8 - Lirene - tonik Wybielanie. Tonik redukujący przebarwienia z kwasem migdałowym okazał się wyjątkowo łagodny, chyba aż za bardzo, bo nie zauważyłam efektu wyrównania kolorytu skóry i wróciłam do kremu Pharmaceris z kwasem. Preparat mnie nie uczulił i nie podrażnił, ma przyjemny cytrusowy zapach.
3/5

Włosy:

9 - Garnier - Ultimate Blends odżywka z olejem kokosowym i masłem kakaowym. Nic specjalnego, nie zauważyłam po niej spektakularnego wygładzenia moich cienkich włosów, dalej się one elektryzują jak szalone. Mimo "ciężkiego" składu odżywka nie obciąża włosów.
3,5/5

10 - Batiste - suchy szampon Wild. Mój nr 1 wśród wariantów zapachowych Batiste. Słodkawy i z pazurem, działanie rewelacyjne, choć nieco bielił włosy jak to szampony tej marki mają w zwyczaju. Lepszy niż wiśniowy, kwiatowy czy orientalny.
5/5

11 - Sylveco - Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany. Mój wielki hicior i jedno z największych odkryć z ShinyBox. Pełna recenzja TUTAJ .
5/5

Pielęgnacja:


























12 -Yves Rocher - balsam do ciała Poire Caramel. Kosmetyk pochodził z zimowej edycji limitowanej, cudownie pachniał karmelizowana gruszką, ekspresowo się wchłaniał i nawilżał w miarę przyzwoicie, choć mocarnego nawilżacza należy szukać gdzieś indziej.
4,5/5

13 - Avon - krem do stóp z orzechem macadamia. Jeden z lepszych kremów do stóp jakie miałam, gęsty w porównaniu z większością avonowych stoponawilżaczy, o obłędnych zapachu pieczonego orzecha. Szybko się wchłaniał nie pozostawiając tłustego filmu, więc od razu po użyciu można było wskakiwać w kapciuchy, a skóra po jego użyciu była miękka i wygładzona.
4,5/5

14 - Yves Rocher - mleczko do ciała Expert Reparation. Dość tłuste mleczko z masłem shea, którego ja używałam jako kremu do rąk. Kosmetyk świetnie wygładzał skórę, ale długo się w nią wchłaniał.
3,5/5

15 - Avene - Clean-Ac. Krem nawilżający i regenerujący do cer z problemami. Z początku się nie polubiliśmy, krem spowodował wysyp podskórnych grudek i musiałam go odstawić. Po jakimś czasie dostał drugą szansę i tym razem nie zawiódł. Nie zapchał porów i dogłębnie nawilżył, stosowałam go natomiast tylko na noc, więc nie wiem jak sprawdza się pod makijaż.
4/5

16 - The Body Shop - masło do ciała Pomme Glacee / Kandyzowane Jabłko. Klasyk. Masła TBS działają rewelacyjnie, różnią się przede wszystkim zapachem - jabłkowy okazał się jednym z lepszych jakie poznałam, a miałam już niemal wszystkie masełka tej marki. Owowcowo-słodki aromat bardzo długo utrzymywał się na ciele, podobnie jak efekt regeneracji naskórka.
5/5

17 - Inspire / Beauty Face - Intelligent Skin Therapy serum z kolagenem. Produkt ten był tak rewelacyjny, że długo nie zagrzał miejsca w mojej łazience, bo skutecznie podbierała mi go mama. Aplikowałam dwie krople na noc i rano budziłam się z gładziutką i rozświetloną skórą. Serum dostałam w jednym z pudełek ShinyBox.
5/5

Makijaż:
























18 - Colour Alike - Marchewkowe Pole. Pierwszy lakier Colour Alike jaki kupiłam i to od niego zaczęła się moja miłość do marki. 453 to intensywna pomarańcza ze srebrnym shimmerem. Idealne krycie po 2 warstwach i szybkie schnięcie.
5/5

19 - Mariza - Pomarańczowy peeling do ust. Kolejna perełka z Shiny i kolejny kosmetyk podkradany przez mamitę mą. Soczyście pachnący i słodki w smaku peeling szybko znikał z ust pozostawiając na nich warstewkę olejku.
4,5/5

20 - L'Oreal - Volume Million Lashes Excess. Musiałam się z nim oswoić, bo na początku strasznie sklejał rzęsy, ale po podeschnięciu okazał się niezastąpiony. Więcej w RECENZJI .
4,5/5

21 - E.L.F. - balsam do ust Candy Shop. Używałam go odruchowo, bo leżał przy komputerze, w działaniu przeciętniak, ale ładnie nabłyszczał wargi tworząc baby look.
4/5

Zapachy:























22 - DV Beckham - Intimately Yours. Brana w ciemno woda toaletowa okazała się być strzałem w dziesiątkę i ideałem na jesień i zimę. Ciepły i zmysłowy kwiatowy zapach, który bardzo długo utrzymuje się na skórze.
4,5/5

23 - Puma - Time to play dezodorant. Duszący i wiercący w nosie śmierdziuch, dobrze, że dostałam go do zakupów bo bez sentymentu zużyłam go jako odświeżacz do szafy i pokoju.
2/5

24 - Givenchy - Ange ou Demon le secret elixir. Cięższa, ale równie udana wersja klasycznego AoDLS, bardzo kobieca i elegancka.
4/5

25 - Rihanna - Rogue. Prześliczna, łagodniejsza i tańsza wersja Bottegi Venety, ale równie trwała. Poluję na flakon!
5/5

Mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna, bo w końcu więcej kosmetyków zużyłam, niż kupiłam. Oby tak dalej.


poniedziałek, 9 marca 2015

Denko luty 2015

   Miesiąc nie był długi to i denko niewielkie, tym bardziej, że luty był dla mnie miesiącem zużywania próbek, których nadmiar już mi ciąży. Kosmetyki z saszetek, na które warto moim zdaniem zwrócić uwagę opiszę Wam na końcu tego posta.



























Ciało:



























1 - Palmolive - żel pod prysznic Oriental Beauty Stimulating. Świetny żel pod prysznic o zapachu drzewa sandałowego. Bardzo wydajny, doskonale się pieni, ale minimalnie wysusza. Dla fanek orientalnych zapachów to strzał w dziesiątkę.
5/5

2 - Isana - żel pod prysznic Sanfter Engel. Nijaki i zwykły, najważniejsze, że dobrze myje, ale zapach określany przez producenta jako "anielski" jest delikatnym aromatem kremu, nie urzeka. Nie było mi smutno kiedy się skończył.
2/5

3 - Isana - zmywacz do paznokci bez acetonu. Podtrzymuję: mój nr 1 w swojej kategorii.
5/5

4 - Yves Rocher - krem do rąk Redberies. Krem pochodził z zimowej edycji limitowanej, pachniał faktycznie czerwonymi owocami, głównie malinami i czerwona porzeczką, szybko się wchłaniał w dłonie, ale słabo pielęgnował.
3/5

5 - Organique - peeling do ciała Eternal Gold. Produkt rewelacyjny pod każdym względem, dużo niewielkich, lecz silnie ścierających drobinek, zwarta konsystencja, przyjemny zapach i efekt zmiany peelingu w balsam do ciała pod wpływem wody.
5/5

6 - Bath&Body Works - balsam do ciała Country Chic. Dostałam go w postaci na prawdę dużej odlewki, więc miałam okazję przetestować nie tylko pobieżnie. Urzekł mnie przede wszystkim jego zapach, który rozwija się na skórze na kilku płaszczyznach, podobnie jak perfumy. Dominującą nutę stanowi brzoskwinia z kwiatowym akcentem. Balsam bardzo szybko się wchłania i przyzwoicie nawilża.
4/5

7 - Bath&Body Works - krem do rąk Vanilla Bean Noel. W słoiczku po kremie do oczu YR kryła się odlewka kremu do rąk. Przestraszyłam się, że będzie to ciężka i potwornie słodka wanilia, za jaka nie przepadam. Miło rozczarował mnie aromat wanilii bez dodatkowej dozy cukru, ciepłej, lecz nie mdlącej. Sam krem był gęsty, rewelacyjny w aplikacji i nawilżający na długi czas. Żałuję, że kiedy ostatnio wylądowałam w saloniku BBW, kremów już nie było.
4,5/5

Twarz:

8 - Organic Shop - peeling do twarzy Organic Ginger & Sakura. Na temat tego cukierkowo pachnącego peelingu przeczytacie w TEJ RECENZJI.
4/5

9 - Avon - maseczka Planet Spa Bali Botanica. Maseczka z białą glinką ma za zadanie odświeżyć i oczyścić skórę twarzy. Zapach trawy cytrynowej potęguje efekt odświeżenia, oczyszczenia porów nie zauważyłam, natomiast ciekawa jest kremowa konsystencja maseczki, rzadko spotykana wśród masek z glinką.
4/5

Włosy:


























10 - Marion - mgiełka Termoochrona. Preparat polecany przy prostowaniu włosów i suszeniu ich suszarką. Kilka miesięcy temu wróciłam do prostownicy i mgiełka Marion dobrze chroniła włosy przed działaniem wysokiej temperatury, nie odnotowałam większej ilości suchych i rozdwojonych końcówek, włosy tez nie elektryzowały się nadmiernie. za taka cenę (ok. 6 zł) warto ją kupić.
4/5

11 - Garnier - szampon Ultimate Blends (Ultra Doux) Coconut Oil & Cocoa Butter. Przeciętniak, który przyczynił się do powstania u mnie łupieżu, dodatkowo nieco obciążał włosy. Pachniał przyjemnie, co jednak tylko nieznacznie podnosi jego ocenę.
3/5

12 - Biosilk - jedwab do włosów. Kultowy produkt, który większość z Was pewnie testowała. Milion razy lepszy niż jedwab z Gliss-Kur, którego używam aktualnie, doskonale wygładza, użyty w rozsądnej ilości nie klei włosów w strąki, jego zapach utrzymuje się długo na czuprynie.
5/5

13 - Avon - maska do włosów Miód i Jojoba. Nazwałabym ja raczej odżywką, bo jest lżejsza i mniej treściwa od większości masek, działa również jak odżywka tj. porządnie, ale bez efektu "wow". Włosy po jej użyciu były gładkie i mniej się puszyły i kręciły.
4/5

Miniaturki:

























Fendi - Theorema. Cudowny zapach na jesień i zimę, ciepły, przyprawowy (w stronę cynamonu) i otulający lepiej niż niejeden gruby szal. Trwałość ponadprzeciętna.

The Body Shop - masło Fiji Green Tea. Nowość od TBS, czyli leciutkie masełko pachnące zieloną herbatą. Konsystencja i działanie, jak to zwykle w przypadku tej marki bez zarzutu, natomiast Yves Rocher zaproponował nam na wiosnę ładniejszą zapachowo zielonoherbacianą serię.

Synchroline - Synchrovit face cream. Nawet ciekawy kremik pod względem konsystencji, jednak po tak niewielkiej ilości ciężko mi opisać efekty jego działania.

L'Occitane - krem do rąk z 20% karite. Klasa sama w sobie, krem o bogatej treści, świetnych wchłanianiu i działaniu. Dodatkowy atut to torebkowy format.

Próbki:












































































   Jak już wspomniałam, luty stanowił dla mnie miesiąc zużywania próbek. Miałam ambitny plan zredukowania ich o połowę, który rzecz jasna nie wypalił, ale i tak jestem zadowolona z rezultatu. Opiszę tylko produkty, które mnie zaciekawiły i zachęciły do zakupu pełnowymiarowych opakowań w przyszłości.

Sensilis - Upgrade Lipo Lifting Face Cream. Niewielka ilość tego kremu wystarczyła mi na kilka dni używania, co świadczy korzystnie o jego wydajności. Bardzo dobrze nadawał się pod makijaż i widocznie wygładzał skórę.

Le Petit Marseillias - mleczko do ciała ze słodkim migdałem. Używałam go w podróży, dlatego doceniłam jego szybkie wchłanianie się w skórę, delikatny i przyjemny zapach oraz szybkie ukojenie jakie przynosił.

Podkłady Vichy Areateint oraz Liftactiv Flexilift Teint - nie tworzą efektu maski, ładnie się rozprowadzają i dopasowują do koloru skóry, naturalnie kryją niedoskonałości, są trwałe, a twarz po ich użyciu nie błyszczy.


sobota, 21 lutego 2015

Pierwsze doświadczenie z Sylveco: Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany

   Pewnie większość z Was używała już kosmetyków tej polskiej marki, które produkowane są na bazie ekstraktów roślinnych. Niejednokrotnie czytałam w necie peany pod ich adresem, aż w końcu w styczniowym ShinyBoxie znalazłam szampon i peeling Sylveco. Szampon akurat mi się kończył, więc ten szybko zajął jego miejsce pod prysznicem. Jak się sprawdził? Zapraszam do lektury.

























   Butelka skromna i ujmująca w tej skromności, wysoka i smukła, wykonana z ciemnego plastiku, opatrzona etykietą ze składowymi zbożami. W środku znajduje się 300 ml specyfiku, którego zapach kojarzy mi się z karmelkami o smaku herbaty z cytryną. Przyznam, że tenże zapach początkowo mnie drażnił, jednak idzie się do niego przyzwyczaić.

























Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany jest hipoalergiczny, zawiera:
- hydrolizowane proteiny owsa (wiążą wodę, wykazują działanie ochronne, kondycjonujące i wzmacniające), 
- hydrolizowane proteiny pszenicy (działają regenerująco, odbudowują zniszczone wnętrze struktury włosa, zapobiegają elektryzowaniu), 
- olejek z trawy cytrynowej (reguluje wydzielanie sebum, działa antybakteryjnie, zapobiega łupieżowi, wzmacnia cebulki i stymuluje włosy do wzrostu), 
- miód (silnie nawilża i zapobiega utracie wody, nadaje włosom gładkość i połysk), kwas mlekowy (pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, pobudza skórę do regeneracji i wzmacnia jej barierę ochronną),
- panthenol (silnie regeneruje i nawilża skórę, wzmacnia i pogrubia włosy, nadaje im połysk oraz zapobiega rozdwajaniu się końcówek).



   Do konsystencji mam uwagę, bo szampon mógłby być bardziej gęsty, ufam jednak, że formuła wynika z ekologicznego składu. Szampon nie zawiera SLS itp. dlatego pieni się słabiutko, z początku zużywałam go zbyt wiele, żeby stworzyć pianę, do jakiej przyzwyczaiły mnie szampony marketowe, z czasem jednak nauczyłam się wmasowywać go we włosy na tyle długo, by delikatna pianka powstała w odpowiedniej do umycia włosów ilości. 

   Powiem Wam szczerze, zakochałam się w tym produkcie! Przede wszystkim nie ma na mojej głowie śladu łupieżu, który pojawił się przy Garnierze pod koniec użytkowania. Może był to efekt złej diety bądź stresu, nie wiem, w każdym razie zapomniałam o nim odkąd używam Sylveco. Włosy są mięciutkie i lśniące, nie plączą się (aczkolwiek zawsze nakładam odżywkę lub maskę i nie wiem jaki byłby efekt bez ich użycia) i nie puszą. Te proteiny pszenicy natomiast nie sprawdzają się jak powinny, bo włosy mi się elektryzują, zobaczę jak to będzie po czapkowym sezonie zimowym, klima w pracy też zapewne robi swoje. Z natury włosy mam rzadkie i nie powstało jeszcze nic, co trwale by je zagęściło i uniosło od nasady, nie ma się co czarować, że ten szampon odmieni stan rzeczy i uczyni mój fryz bujnym, na szczęście nie działa odwrotnie i nie obciąża moich kłaków. Jeśli będę miała okazję, z wielką przyjemnością kupię kolejne opakowanie.

Jeszcze lecę ze składem - jest na prawdę porządny:


środa, 4 lutego 2015

Denko styczeń 2015

   Przyszła pora na styczniowe denko, nieco spóźnione (wchodzi mi to ostatnio w nawyk) i nie za duże tym razem, ale trochę plastiku wyląduje w koszu.



























Higiena ciała:

























1 - BeBeauty - żel pod prysznic Spa Turcja. Pierwszy raz kupiłam jakiś kosmetyk w Biedronce, skusił mnie świeży, lekko cytrusowy zapach żelu. Produkt zawiera kawałki naturalnej gąbki luffa, które maja za zadanie wygładzać skórę. Żel dobrze się pieni, ale super gładkiej skóry po nim nie miałam, choć bądźmy szczerzy - nie liczyłam na taki efekt. Dobry produkt za niską cenę.
4,5/5

2 - Palmolive - żel pod prysznic Smooth Delight. Kremowy żel z olejkiem macadamia o lekko kakaowym zapachu nie wysuszył skóry i był bardzo wydajny. Pięknie pachnąca piana to jego ogromny atut.
5/5

3 - Ziaja - mydło w płynie Herbata z Cynamonem. Właściwości bez zarzutu, ale zapach najmniej ciekawy z tej linii mydełek Ziaji.
4/5

4 - Sephora - mydło w płynie Toffee. Tym razem średniaczek, choć lubię kosmetyki z linii kąpielowej Sephory. Zapach mało intensywny i przeciętna wydajność, pieni się umiarkowanie.
3/5

5 - Organique - peeling Grecki. Dostałam odlewkę peelingu, ale taka ilość wystarczyła do porządnego przetestowania kosmetyku. Peeling jest bardzo tłusty i delikatnie pachnie winogronami. Ściera dobrze, aczkolwiek przy peelingu kawowym może się schować.
4/5

Włosy:

6 - Garnier - szampon Ultra Doux Au Lait. Cudowny, nawilżający mleczny szampon. Delikatny i skuteczny, włosy po nim były gładkie, miękkie i elastyczne, w końcu nie wyglądały jak suche siano. Boli mnie fakt, że nie jest dostępny w Polsce.
5/5

7 - Garnier - odżywka Natural Beauty (Ultra Doux) Mleczko Waniliowe i Papaja. Kolejny świetny, a niedostępny w Polsce (czasem jest na allegro) produkt Garniera. Wygładza włosy, powoduje, że się nie elektryzują i zostawia na nich śliczny zapach.
4,5/5

8 - Schwartzkopf - lakier Taft Keratin. Lakier daje naturalny efekt, nie skleja włosów i łatwo go wyczesać.
5/5

Pielęgnacja ciała:

10 - Avon - balsam Naturals Róża i Czekolada. Kupiłam tylko ze względu na zapach (bo ten jest cudny) z pełną świadomością, że te balsamy są słabe. Plusem produktu jest szybkie wchłanianie, odżywienie kiepskie, ale nadrabiałam to masłem TBS.
3,5/5

11 - Farmona - Kawowy suflet do ciała. Lekki balsam o konsystencji pianki, przyzwoicie nawilżający, nie pozostawiający na skórze lepkiej warstwy. Rozczarował mnie jedynie zapach, wpadający bardziej w słodkie tiramisu niż mocna poranną kawę.
3,5/5

Twarz:



























12 - Bioliq - krem kojąco-wzmacniający do cery naczynkowej. Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o ten krem, ponieważ z jednej strony świetnie nawilżał, koił podrażnienia, wchłaniał się i nadawał się pod makijaż, z drugiej zapchał mi pory wywołując wysyp grudek, których nie mogę się pozbyć. Krem jest na prawdę wydajny i wierzę, że dla innych może być ideałem.
4/5

13 - Ziaja - dwufazowy płyn do demakijażu Liście Zielonej Oliwki. Aktualnie mój nr 1 wśród dwufaz. Recenzja TUTAJ .

14 - Lancome - Hypnose Doll Eyes :D Najbardziej lubię go za nazwę ;) Było to moje pierwsze spotkanie z zapachowym tuszem i nie byłam przekonana do takiego bajeru, w końcu substancje zapachowe nie powinny mieć kontaktu z okiem, na szczęście nie uczulił mnie i nie podrażnił oczu. Tusz mocno i wręcz teatralnie wydłuża rzęsy, niestety nie pogrubia ich, a właśnie efektu pogrubienia oczekuję od maskar. Nie wytrzymywał też 8 godzin pracy bez kruszenia się i zostawiania śladów pod łukiem brwiowym.
3,5/5


wtorek, 20 stycznia 2015

Winter in the city - ShinyBox styczeń 2015

   Spieszę do Was z zawartością nowego pudełka ShinyBox. Tym razem nosi ono nazwę Winter in the city i z założenia znajdują się w nim kosmetyki idealne na zimowe chłody.


    Akcja promocyjna w tym przypadku była słabsza niż przy poprzednich edycjach, więc nasuwała się myśl, że pudełko będzie raczej kiepskie i niewiele warte. Koszt kosmetyków faktycznie wynosi ok. 100 zł, ale to co jest w środku w końcu w 100% trafiło w moje potrzeby.



Oto szczegóły:


























Sylveco - Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany. W tym przypadku rozsyłane były dwa warianty, drugim był balsam myjący z betuliną, który ja dostałam w formie próbki. Lubię tę markę za hypoalergiczne kosmetyki z naturalnymi składnikami, dlatego chętnie zużyję szampon.
300 ml/28 zł.

Sylveco - Oczyszczający peeling do twarzy. Produkt zawiera korund, skrzyp polny i drzewo herbaciane, dotlenia skórę, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum. Pachnie mocno ziołowo i ma konsystencję gluta, mam nadzieję, że się sprawdzi.
75 ml/20 zł.


























Glazel - perełki rozświetlające. Kolejny produkt do makijażu w kulkach, na szczęście nie są to już krytykowane przez masę osób cienie APC, tylko całkiem fajny rozświetlacz, bez nachalnych świecących drobin. Testowałam na razie na ręce i wiem, że będę z niego zadowolona.
17 g/45 zł. Tutaj wersja 11 g.

Vedara - Balsam odnawiający do ust z 24-karatowym złotem. Mieliśmy już złoty peeling z Organique, teraz pora na złoty balsam do ust. Tego typu produkty znikają u mnie migiem, zwłaszcza zimą. Pachnie cytrynami i troszkę ciężko się go zakręca.
14 ml/24 zł. W pudełku wersja mini 7 ml.


























Beautyface - Serum do twarzy. W pudełku znalazł się jeden z czterech wariantów, ja dostałam wersję z kolagenem (czerwoną). Pierwszy raz spotykam się  z tą firmą, a serum w buteleczce z zakraplaczem jest dla mnie miłą niespodzianą i już powędrowało na półeczkę w łazience.  Jego zadaniem jest wypełnianie pierwszych zmarszczek (jupi!) i wygładzenie skóry. Z pewnością się przyda.
10 ml/30 zł.


Co sądzicie o tym pudełeczku? Faktycznie jest nieco uboższe od poprzednich, ale mi akurat po raz pierwszy odpowiadają wszystkie produkty i nic się nie zmarnuje, ani niczego nie będę (raczej) się pozbywać.


niedziela, 4 stycznia 2015

Ostatnie zużycia ubiegłego roku - denko grudzień 2014

   Pojawiam się z lekkim opóźnieniem, patrząc na pudełko z pustakami witki mi opadają, bo tyle plastiku nie nagromadziłam jeszcze w żadnym miesiącu. Okazuje się, że siedząc w domu wykończyłam więcej kosmetyków, niż wychodząc codziennie do pracy, aczkolwiek część z nich było miniaturami, więc szybko z nimi poszło.



























Ciało:

























1 - Avon - Senses moodtherapy Indulgent. Krem pod prysznic z masłem shea o waniliowym zapachu jest chyba najfajniejszym z serii moodtherapy, aczkolwiek nie powala. Ma delikatny i nudny zapach średniopółkowych perfum, niby ładny, ale na dłuższą metę męczący. Pieni się bardzo dobrze i nie wysusza.
4/5

2 - Aquolina - peeling pod prysznic Mandorle Dolci. Ściera słabo, za to jako żel pod prysznic jest rewelacyjny. Bardzo gęsty, niezwykle wydajny, dający dużo piany z małej ilości żelu. Ogromnym jego atutem jest świąteczny zapach migdałów w stylu olejku do ciasta. O jego arbuzowym bracie poczytacie TU .
5/5

3 - Palmolive - żel pod prysznic Oriental Beauty Sophisticated. Bardzo fajny, wydajny żel, pachnący bardziej kwiatowo, nieco świeżo niż orientalnie.
4,5/5

4 - Dove - antyperspirant w sztyfcie Pure. Wiele razy zachwalałam sztyfty Dove, tym razem używałam wariantu bez zapachu, parabenów, alkoholu i barwników. Na szczęście nie bez skuteczności w działaniu ;) Kolejny raz Dove pokazuje klasę, nie mogę się niczego przyczepić.
5/5

5 - Christian Dior - masło do ciała J'adore. Strasznie lubię tą linię zapachową! Masełko zamknięto w eleganckim, ciężkim słoiku z dołączona łyżeczką do aplikacji (która poszła w kosz, bo nie wyobrażam sobie nakładać produktu na ciało łyżeczką, mam plebejskie nawyki). Pachnie pięknie, lecz pod względem działania szału nie ma. Nawilża słabo.
4/5

Twarz:

























6 - Organic Therapy - Tonik do twarzy z organicznym kaszmirem. Dobry jakościowo i co dla mnie ważne nieuczulający produkt. Obszerniej o nim w RECENZJI .
5/5

7 - Clarins - Daily Energizer Cleansing Gel. Ten żel do mycia twarzy bardzo kojarzy mi się z wakacjami, nie tylko ze względu na owocowy zapach, ale przez to, że zmywał delikatnie moją poparzoną słońcem skórę nie robiąc jej krzywdy. Gęsty i bardzo wydajny, miniaturka służyła mi tyle co niejeden pełnowymiarowy produkt.
5/5

8 - Bielenda - dwufazowy płyn do demakijażu oczu Bawełna. Uchowała mi się jeszcze dwufaza Bielendy w starym opakowaniu. Jeden z moich ulubieńców - delikatny i skuteczny.
4,5/5

9 - Avon - maseczka Planet Spa Egyptian Secrets. Teraz wiem, że była to moja ostatnia maseczka typu peel-off, strasznie irytuje mnie zrywanie tego płata z brwi, żuchwy i linii włosów. Kupiłam ja tylko ze względu na zapach. Nie zauważyłam, żeby w widoczny sposób oczyszczała pory lub wyraźnie wygładzała cerę.
3/5

10 - Neobio - krem na noc Balance. Krem z organicznym olejem z pestek moreli, hibiskusem i masłem kakaowym całkiem nieźle nawilżał i odżywiał skórę w nocy, rano była miękka i zregenerowana, a przy tym nie zapychał. Cena (ok. 18 zł) także zachęca do zakupu.
4,5/5

11 - Vichy - Aqualia Thermal. Nie ogarniam tego zachwytu nad marką Vichy, owszem kosmetyki są dobre, ale ceny wyśrubowane, bo podobne preparaty można kupić o wiele taniej. Aqualia Thermal to przyzwoity krem nawilżający, lekki i dobrze tolerowany przez skórę, ale to krem jakich wiele.
4/5

12 - Clarins - Daily Energizer Wake-Up Booster. Ten tonik ma ciekawą konsystencję, nieco żelową i glutowatą. W składzie znajdziemy czerwona porzeczkę, zielona kawę i białą herbatę, czyli źródła antyoksydantów. Ma przyjemny owocowy zapach jak wszystkie kosmetyki z tej serii, a uczucie nawilżenia i odświeżenia pozostaje długo odczuwalne.
5/5

13 - Vichy - Purete Thermale płyn micelarny 3 w 1. Ja na micelach za bardzo się nie znam, bo nie używam ich na co dzień. Płynu Vichy używałam zamiast toniku i w tej roli dobrze się sprawował. 
4/5

14 - Lip Smacker - Sprite. Chyba najgorsza pomadka ochronna jaka miałam - używałam wyłącznie w domu bo zostawiała białą warstwę na ustach, a zapach był sztuczny, chemiczny i wywołujący mdłości.
1/5

Dłonie:

























15 i 16 - Ziaja - mydła w płynie Grapefruit z Zieloną Miętą oraz Moringa z Kokosem. Niedrogie i wydajne mydełka o ciekawych zapachach. Grapefriut ma postać zielonego żelu i jest bardzo świeży, Moringa to krem o lekko perfumowanych zapachu, obydwa godne polecenia, świetnie się pienią, choć Moringa nieco wysusza.
5/5

17 - Body Resort - krem do rąk Guava. Na kosmetyki Body Resort wpadłam w Hebe i zaciekawiona zapachami kupiłam kremy do rąk z figą i guawą. Myślałam, że tylko zapachy będą mocna strona tych kremów, jednak ich bogata konsystencja i nawilżająco-odżywcze działanie są godne pochwały. Rewelacyjny produkt.
5/5

Włosy:

























18 - Garnier - szampon Ultra Doux Aloe Vera i Karite. Miałam pewne obiekcje co do olejku karite w tym szamponie, bo nie chciałam obciążenia moich cienkich włosów, na szczęście taki efekt sie nie pojawił, a szampon fajnie wygładzał włosy i pozostawiał na nich przyjemny zapach.
4/5

19 - Garnier - odżywka Ultra Doux z migdałem i kwiatem lotosu. Odżywka typu eko, bez parabenów, silikonów i barwników, więc ja się pytam po czym te sklejone strąki??? Niewielka nawet ilość tego dziadostwa oblepiała włosy, które nawet po wyschnięciu miały postać matowych, ciężkich dredów. Nawet mleczno - migdałowy zapach nie ratuje tej odżywki.Zużyłam zamiast żelu do golenia. Na szczęście chyba nie jest dostępna na polskim rynku.
1/5

20 - L'biotica - maseczka Biovax Gold. Dobra, choć nie rewelacyjna maseczka o przepięknym, orientalnym zapachu. Zapraszam do zapoznania się z recenzją TUTAJ.
4/5

Makijaż:



























21 - Bourjois - Flower Perfection. Od jakiegoś czasu to mój ulubiony podkład, dlatego, że świetnie kryje, matuje, nie tworzy maski, wygładza i jest trwały.
5/5

22 - Sally Hansen - lakier do paznokci Nail Prism. Posiadałam odcień 28 Mandarin Garnet, holograficzna miedź. Ładnie krył już po pierwszej warstwie, ale szybko ścierał się na końcówkach, na paznokciach sechł długo, a im był starszy tym gorzej było z tym wysychaniem. Okrutnie śmierdzący.
3,5/5

23 - Eveline - lakier do paznokci Colour Instant. Odcień 628 - intensywna pomarańcza z maleńkimi złotymi drobinkami. Bardzo trwały i szybkoschnący lakier w świetnym kolorze.
5/5

24 - Avon - Glimmerstick Cosmic. Avon ma na prawdę rewelacyjne te wykręcane kredki do oczu, Blackened Night to czerń z maleńkimi wielokolorowymi drobinkami, na powiece intensywny i trwały, nie rozmazuje się, a kredka jest na tyle miękka, że bez problemu prowadzi się po skórze.
5/5