Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wosk zapachowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wosk zapachowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2015

Yankee Candle - Out of Africa

   Upały mamy iście afkrykańskie, firma Yankee Candle wpasowała się w nie w sam raz prezentując kolekcję zapachów limitowanych Out of Africa. Naklejki na świecach i woskach przepiękne jednak jak zapachy mają się do Czarnego Lądu? Postanowiłam to sprawdzić i podzielić się z Wami wrażeniami.


W skład kolekcji wchodzą cztery zapachy:
- Serengeti Sunset
- Egyptian Musk
- Kilimanjaro Stars oraz
- Madagascan Orchid


SERENGETI SUNSET - Pod naklejką ze zdjęciem zachodu słońca nad sawanną kryje się pomarańczowy wosk, który po stopieniu nie pachnie niczym innym jak soczystą, słodką mandarynką. Tak wiernie oddanej mandarynki u Yankee jeszcze nie spotkałam, zapach jest na prawdę świetny, ale jedyne czego mu brakuje to moc. Projekcję ma dość kiepską, nie powala intensywnością, a daje jedynie lekki obłoczek zapachu wyczuwalny gdzieś w tle.


EGYPTIAN MUSK - Od wielu znajomych osób słyszałam, że Egipt śmierdzi, a tu proszę jaka niespodzianka ;) Jeśli Egipt pachnie jak ten wosk, to ja do niego lecę. Zapach w stylu Cosy Sweater i jego pokroju perfumowych braci, elegancki, otulający z wyraźną nutą mydlanego piżma. EM ma podobny problem jak Serengeti tj. jego moc jest dość słaba, choć mocniejsza od wyżej opisanego.


MADAGASCAN ORCHID  - ten pięknie bordowy wosk posiada mocny i odurzający zapach, kwiatowy, narkotyczny. Nie pachnie mi on storczykiem, ale lilią w pełnym rozkwicie, która brudzi nos wąchającemu swoim pyłkiem. Ma wspólną nutę z liliowym Angelem Muglera. Projekcja na medal.


KILIMANJARO STARS - w większości limitowanych kolekcji musi pojawić się zapach o męskim charakterze, tak jest i tym razem. Gwiazdy to jak na mój nos mieszanina jałowca i pieprzu, w pierwszych godzinach palenia można doszukiwać się też eukaliptusa. Ciekawa kompozycja, mocna i charakterna.

Który z afrykańskich zapachów przypadł Wam do gustu najbardziej, albo którego jesteście najbardziej ciekawi?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Powiew zielonoherbaciany - Organique - Refreshing tea

   Latem jakoś tak mniej chce mi się palić coś w kominku, woski to domena jesieni i zimy, ale przychodzi nieraz upalny dzień, w którym aż prosi się by przełamać przesycone żarem powietrze czymś rześkim. Do tej pory idealny był zapach Fresh Mint od Yankee, który miałam wrażenie chłodził powietrze. Tym razem przyszła pora spróbować wosk od Organique.


   Woski Organique mają postać ofoliowanej połowy kulki o masie 14 g i pakowane są w kartonik. Pokochałam peelingującą piankę o herbacianym zapachu z tejże firmy (o niej wkrótce) i żywiłam nadzieję na identyczny zapach wosku. Nie pomyliłam się, zapachy są bardzo zbliżone, z tym, że wosk Refreshing Tea jest delikatniejszy i mniej mydlany, świeży, krystaliczny, podbity cytrusową nutą, idealny na lato lecz niestety... słabiutki. Po wypaleniu pod nim jednego tealighta nie czuję nic z jego aromatu. Liczyłam na większą moc i trwałość w powietrzu, rozczarowałam się, a szkoda, bo sam zapach ma potencjał. Co ciekawe, zastyga na kamień i nie trzeba go mrozić by wyciągnąć z kominka, wystarczy mocniej podwadzić np. końcówką noża. 


piątek, 15 maja 2015

Yankee Candle - Pain Au Raisin

   Pozytywny, słoneczny dzień wymusił włożenie do kominka czegoś równie pozytywnego i ciepłego. Miało być słodko, miło i... smacznie. Padło na Pain Au Raisin, czyli drożdżówkę z rodzynkami.


   Nie miałam wobec tego zapachu wielkich oczekiwań, zapowiadał się płaski, jednolity i zwyczajnie słodki jak to mają w zwyczaju ciastkowe woski YC. Początek nie wróżył niczego lepszego w tej materii, zapach rozkręcał się niewiarygodnie powoli suchą nutą wypieczonego ciasta, by po chwili uderzyć i zawładnąć zmysłami tak powonienia jak i smaku wyłaniając mięciutkie, dorodne rodzynki. Dzięki tym słodko-kwaśnym bakaliom nie mamy do czynienia z banalnie słodkim ulepem, ani suchą bułą. Uwielbiam takie zaskakujące kompozycje, z początku niepozorne, zostające jednak w pamięci na długo. Zapach drożdżówek z cynamonem i rodzynkami jest na tyle intensywny, że czuć go także poza ścianami domu przy otwartym oknie. Pain Au Raisin pobudza apetyt!

piątek, 27 marca 2015

W malinowym chruśniaku... Yankee Candle - Red Raspberry

   Wzięło mnie dziś na naleśniki i to takie w wersji na słodko, a jak na słodko to z dżemem. Miałam ochotę na malinowy, jednak ten nie wiadomo kiedy wyszedł z lodówki i pocieszyłam się jabłkowym z cynamonem. Niedosyt jednak pozostał, dlatego w kominku wylądował wosk Yankee Candle Red Raspberry.


























    Sama nazwa sugerować by mogła zapach soczystych, lekko cierpkich i kwaśnych świeżych malin. Nic bardziej mylnego, to czym pachnie opisywany wosk doskonale oddaje obrazek. Maliny zakonserwowane są w słodkim, pysznym dżemie przygotowanym w domowym zaciszu przez babcię, czy mamę. Apetyczny i dziewczęcy zapach, doskonale wpisywałby się w sezonowe zapachy Escady, bo jest owocowo i słodko. Podobny wynalazek zaserwowała nam wcześniej firma Kringle, dżem YC pachnie jednak delikatniej i jest słodszy. Emisja i długotrwałość utrzymywania się zapachu w pomieszczeniu nie powalają, 1/4 tarty pachnie w ciągu wypalania jednego tealighta i ani chwili dłużej. Przyjemny zapach, ale nie zapadający w pamięć, dlatego ja malinowego ideału w wosku będę szukać dalej.


czwartek, 12 marca 2015

Yankee Candle - Angel's Wings

   Zimę mamy już (niemal) za sobą, a ja wyciągnęłam z pudła wosk pasujący bardziej do śnieżnej aury, niż wiosennej łąki. To było nasze drugie spotkanie, pierwsze zakończyło się fiaskiem, ale cieszę się, że Skrzydła Anioła dostały drugą szansę.



























   Zdjęcie na etykietce kojarzy mi się z narzutą z Jyska, a nie ze skrzydłami i właśnie to skojarzenie narzucało mi myśl o zapachu - ocieplaczu, mięciutkim, puchatym i otulającym. Pierwsze topienie Angel's Wings pozbawiło mnie takowych złudzeń, zapach odebrałam jako sztuczny i nijaki. Dziś, przy drugim podejściu było znacznie lepiej. Skrzydła zaskoczyły mnie sypkim kakao, przechodzącym w spożywczą wanilię, nie za słodką i mdłą, bardziej naturalną laską wanilii niż jakąś wariacją na jej temat. Delikatna słodycz wosku Yankee Candle nie ścina z nóg mocą, co w tym przypadku stanowi ogromny atut, ponieważ w intensywniejszej dozie zapach stałby się migrenogenny. Polecam go na leniwe wieczory z kubkiem gorącej czekolady i książką :)


czwartek, 12 lutego 2015

Słoneczny dzień idealny na pranie: Village Candle - Natural Cotton

   Aura jaką uwielbiam, śnieg i odbijające się od niego promienie słońca, przywodzące na myśl zbliżającą się wiosnę. Takie połączenie chłodu i krystalicznej czystości oraz przesyłka od Hasi (ogromne dzięki i buziaki) sprawiły, że drugi dzień topie w kominku Natural Cotton - zapach firmy Village Candle, z którą mam przyjemność obcować po raz pierwszy.



   W całym domu pachnie świeżutkim i czystym praniem lecz nie tym suszonym na kaloryferze lub suszarce, tylko naturalnie na sznurku w promieniach słońca. Ma w sobie coś z wywietrzonej i wygrzanej pościeli z miękkiej bawełny. Zapach nie wierci w nosie jak Fluffy Towels z YC, ale jest do niego podobny, to rzecz dla fanów Demeterowego Laundromat'u i zapachów marki Clean, do których sama należę ;) Jest intensywny, ale nie działa na nerwy i nie męczy. Jeśli macie mieć gości, a nie chce Wam się sprzątać możecie odpalić Natural Cotton, może się nabiorą na to wrażenie czystości (głowy nie daję - nie próbowałam). Ogólnie rzecz biorąc marka Village Candle zrobiła na mnie pozytywne pierwsze wrażenie i z przyjemnością przetestuję kolejny ich zapach. Ich produkty kupicie w necie, ceny zbliżone do Yankee Candle.


źródło zdjęcia:  http://www.villagecandle.com


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Yankee Candle - kolekcja Grand Bazaar: Frankincense, Moroccan Argan Oil i Oud Oasis

    Po długiej przerwie spowodowanej chronicznym brakiem czasu i wieczornym zmęczeniem, wracam do smrodzenia w domu woskami. Powód mam konkretny, bo weszłam właśnie w posiadanie wyczekiwanej z niecierpliwością kolekcji Yankee Candle, noszącej nazwę Grand Bazaar.


























   Kolekcja ma nas przenieść w klimaty orientu i zmysłowej egzotyki. Dziwi mnie trochę pora jej wejścia na rynek, dla mnie idealnie wpasowała by się w jesień, aczkolwiek na zimowe wieczory też się nadaje. Jako ogromna miłośniczka orientalnych aromatów niemal skakałam z radości, gdy jeszcze w ubiegłym roku zobaczyłam pierwsze zwiastuny tej serii. Oczywiście nie wahałam się z klikaniem ani chwili, widząc nowe woski w sklepach internetowych.
Na kolekcje składają się trzy zapachy:
- Frankincense
- Moroccan Argan Oil oraz
- Oud Oasis
Z racji, że wszystkie już miały okazje topić się w kominku, mogę opisać swoje wrażenia.

FRANKINCENSE:


"Delikatnie słodka żywica z dodatkiem pieprzu i balsamicznej nuty drewna"

   Zacznę od tego, że sama nazwa przywodziła mi na myśl dość chłodne kadzidło frankońskie, znane z kościelnej adoracji, czy też perfum takich jak Black Tourmaline Durbano, czy Cardinal Heeley'a. Yankowe kadzidło jest słodsze, cieplejsze, bardziej żywiczne i pokropione sokiem cytrynowym, brakuje w nim dymnych oparów i tajemniczości. Na pewno czuję w nim drzewo sandałowe. Kadzidło jest mocne, zdecydowane, ale irytujące tą cytrusową kwaskowatością. Zapach z pewnością jest orientalny i zmierza w kierunku kadzidełek sprzedawanych w indyjskich sklepach. Gdyby nie ten drażniący cytrus, byłby to mój kandydat na świecę.

MOROCCAN ARGAN OIL:


"Aromat paczuli i drewna sandałowego skropionych kosztownym olejkiem arganowym. Unikatowy, intrygujący zapach."

   Nie potrafię porównać tego zapachu z czystym olejkiem arganowym, bo właściwie każdy kosmetyk, który go zawiera pachnie nieco inaczej, a czystej formy nigdy nie było dane mi poznać. Moroccan Argan Oil pachnie kosmetycznie, to coś w stylu oliwek, czy olejków do włosów z dużą domieszką ciepłego drewna. Ja wyczuwam w nim agar, ten wosk jest jak na mój nos bardziej oudowy niż Oud Oasis. Ma mniejszą siłę rażenia niż Frankincense, jest mniej zadziorny, lecz równie charakterystyczny. Idealnie pasowałby do sypialni, jest wytworny i przytulny.

OUD OASIS:

"Bogata i zmysłowa kompozycja z nutą egzotyki pozwoli wyczarować luksusowy, a jednocześnie relaksujący nastrój."

   Zapach drewna agarowego, który ostatnimi czasy zdominował rynek perfumeryjny (mieliśmy oudowe wersje niemal wszystkiego), stał się wreszcie inspiracja do stworzenia świec i wosków. Oud Oasis jest w moim odczuciu bardzo specyficzny, ponieważ mocno czuję agar mając nos tuz nad kominkiem, natomiast to, co roznosi się po pokoju jest słodkie i waniliowo-drzewne. Zdecydowanie bardziej wolę nuty bliskiego kontaktu, choć zapach sam w sobie jest bardzo udany, ciepły, przytulny i bezpieczny. W kwestii emisji jest najsłabszy z tej trójki i daje czadu dopiero po zamknięciu drzwi pokoju.


   Po niezbyt porywających nowościach roku 2014 (poza jesiennymi Amber Moon, Ginger Dusk i Honey Glow), nareszcie pojawiają się propozycje godne uwagi. Po udanych malinach, grejpfrutach, świetnej wodzie aloesowej, shea, czy cassis dostajemy oryginalną kolekcję Grand Bazaar, w której nie ma zapachu wtórnego i podobnego do innych z Yankee Candle. Wielkie ukłony w stronę producenta, na taką kolekcję czekałam.


środa, 31 grudnia 2014

Grudniowe nowości - ostatni haul w 2014 r.

   W listopadzie mocno zarzekałam się, że kolejny miesiąc będzie oszczędny i pasuję z zakupami, częściowo się to udało, ale przedwczoraj padło hasło "ograniczenia i limity nie interesują mnie" jak w reklamie z żółtym stworkiem z gitarą i zaszalałam w necie. Niestety żadna paczka nie doszła do tej pory i foty pojawią się dopiero w przyszłym roku ;)


























Drobne przyjemności - pianka peelingująca Organique o zapachu mrożonej herbaty i jagodowe masełko do ust Nivea.


Pielęgnacja dłoni - piernikowy krem do rąk Ziaja i jabłkowy The Body Shop.


























Promocja 1+1 w Super-Pharmie: błyszczyk w kredce Astor, dwie szminki Colour Whisper z Maybelline i czerwony błyszczyk tej samej firmy.


Z saloniku Ziaji wyszłam z kolejnym ich mydłem w płynie i witaminowym tonikiem.


























Faza na zapachy celebrytek, jakoś tak mnie naszło jednego dnia i z marszu kliknęłam Royal Desire Aguilery oraz Wild Pearl i Queen of Gold od Naomi Campbell.


























Te dobrodziejstwa przyniósł mi Mikołaj ;) Zestwik z kosmetykami Dior - błyszczyk, podwójne cienie i śliczny róż.


























Zimowe woski Yankee Candle


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała kolejnego kompletu Kingi - tym razem zestaw Day.




W tym niepowtarzalnym dniu chciałabym Wam życzyć szampańskiej sylwestrowej zabawy oraz spełnienia marzeń i pasma sukcesów w Nowym Roku!

sobota, 27 grudnia 2014

Winter is coming... Kringle Candle - White Woods

   Tak wyczekiwałam śniegu, a kiedy już spadł i zrobiło się zimno mam dość zimy i chcę żeby się już skończyła. Wystarczająco zmarzły mi dziś palce dłoni i stóp przy odśnieżaniu samochodu i drapaniu szyb. Zaczyna się... Z drugiej jednak strony nadeszła pora na odgrzebanie zimowych wosków.



























   Za siedmioma lasami... stop, to nie ta bajka. Na granicy lasu, gdzie promienie słoneczne żegnają człowieka wchodzącego między drzewa, łagodny lecz mroźny wiatr muska policzki. Odwracam wzrok po raz ostatni i wdychając powietrze przesycone mokrą ściółką, stawiam kroki wgłąb lasu. Na tym koniec, gdyż musiałabym teraz przejść do opisu innego zapachu. White Woods od Kringle to połączenie sosnowych igieł, mięty i cytrusów. Te nuty czuję najwyraźniej. Nazwa sugerowała mi ciepły zapach białego drewna, który z tym woskiem nie ma nic wspólnego. White Woods kojarzy mi się z końcówką zimy, z roztopami. Jest w nim dużo słońca, ale nie ciepła, czystości na skraju sterylności. Gdyby przybrał formę perfum, z pewnością należałby do kategorii aldehydów. W tytule poleciałam z Winterfell dlatego, że tak mógłby pachnieć Boży Gaj, gdzie jeszcze nie dociera uderzające zimno Muru. Na "sucho" WW pachnie kibelkowo, ale starałam się tym nie przejmować i dobrze, bo po roztopieniu otrzymujemy orzeźwiający, przyjemny (nawet moja madre pochwaliła) i intensywny zapach zimowego lasu lub prania suszącego się na mrozie.


Przypominam o rozdaniu! Baner odsyłający znajduje się na górze po prawej ;)

sobota, 20 grudnia 2014

Owocowa słodycz... Yankee Candle - Sugared Apple

   Korci mnie już bardzo, by rozpocząć sezon na "zimowe" woski, tymczasem śniegu ani śladu, a Święta zbliżają się w ekspresowym tempie. Nie wytrzymałam i odpaliłam niby zimowy Sugared Apple od Yankee Candle.



























   Czaiłam się na ten wok już w zeszłym roku, ale z obawy przed przesłodzeniem, za każdym razem odkładałam go z powrotem na sklepową półkę. Ku zaskoczeniu pierwszy akord jaki wpada mi w nos to słodkie (lecz nie z powodu dodanego cukru), czerwone jabłuszko, z którego przy pierwszym kęsie wycieka stróżka soku. Jeśli to jabłko oprószone jest cukrem, to prawdopodobnie cukrem pudrem. Zapach wcale nie kojarzy mi się z zimą i świętami, wrzuciłabym go do worka z aromatami jesieni, obok Blissful Autumn. Sugared Apple nie jest zapachem mocnym i dominującym, pobrzmiewa sobie gdzieś w tle, zwinięty w kącie pokoju. Nawet moja, przewrażliwiona na punkcie wszelkich obcych zapachów, mama mówi, że ledwie go czuje. Żałuję, że nie zdecydowałam się na niego wcześniej, ponieważ jest zdecydowanie ładniejszy niż go sobie wyobrażałam.

Macie jakieś doświadczenia z tym zapachem?


piątek, 28 listopada 2014

Coś dla fanów "koziego swetra"... Yankee Candle - Sea Coral

   Nastała moja ulubiona pora na woski i świece, czyli przełom jesieni i zimy. Odłamałam dziś kawałek czegoś nowego (przynajmniej dla mnie, bo jeszcze nie paliłam) i od razu wiedziałam, że ten zapach już znam, a co więcej uwielbiam.



























   Sea Coral z Yankee Candle, bo o nim mowa, jest zapachem bardzo mocnym, z początku aż wiercącym w nosie, ale w taki przyjemny sposób. 1/5 tarty opanowała swoją mocą uderzeniową calutki dom, wypełniając nawet łazienkę, która jest najbardziej oddalonym od mojego pokoju pomieszczeniem. Zapach jest pudrowo - piżmowo - perfumowy i w moim odczuciu bliźniaczy z Cozy Sweater. Zupełnie nie pasuje mi do niego ta nazwa i naklejka (choć sama bardzo mi się podoba), Sea Coral może nie jest bardzo ciepłym zapachem, ale z morzem ma niewiele wspólnego, chyba, że ktoś tworząc go myślał o ambrze. Po wielu nieudanych ostatnich zapachach YC, ten jest dla mnie ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem i z pewnością jednym z ulubieńców.




poniedziałek, 24 listopada 2014

PartyLite - Bambusowa mgiełka

   Już jakiś czas temu pisałam Wam o zapachach firmy PartyLite takich jak Tropikalne Wody (KLIK), czy boski Hebanowy Oud (KLIK). Dzisiaj, przeglądając aktualny katalog, w którym widzę bardzo ciekawe nowości jak Jabłkowa nalewka z dynią, sięgnęłam po bardzo wiosenny aromat, jakim jest Bambusowa mgiełka.



























Wkład ScentPlus dzieli się aż na 9 kawałków, które dostajemy połączone w koło, od którego z łatwością odłamuje się kawałek po kawałku. Całość ma masę 90,7 g, czyli całkiem sporo. Wielkim plusem jest fakt, że wosk nie kruszy się przy łamaniu, ogromnie go za to cenię.


























   Tradycyjnie wrzuciłam do miski kominka jeden kawałek i taka porcja w zupełności wystarcza, aby pachniało w całym domu. Zapach jest bardzo mocny i intensywny, świetnie się rozchodzi. Co do samego Bamboo Breeze, jak już pisałam jest bardzo wiosenny i świeży, typowo "zielony" z maleńką domieszka cytrusów. Przy pierwszym paleniu stwierdziłam, że idealnie nadawałby się do... łazienki, ot takie dziwne skojarzenie, może dlatego, że wtedy czułam w nim mydełko. Aktualnie topię szósty kawałek i z łazienką mi się nie kojarzy. Ma w sobie coś z zielonej herbaty z opuncją figową. 

W obecnej chwili jest to mój ulubiony zapach z PartyLite, choć nie znam ich wiele.

Cała paletka kosztuje 39 zł, może się wydawać, że to wysoka cena w porównaniu z konkurencją, ale kawałków jest więcej, a zapach na tyle mocny, że czuć go po wypaleniu 3 tealightów. Produkty PartyLite dostępne są u konsultantek, a więcej info znajdziecie na fanpejdżu PartyLite .


niedziela, 21 września 2014

Rozgrzany piasek i szum fal: Kringle Candle - Beachside

   Pogoda jaka jest każdy widzi, dlatego korcił mnie jakiś ciepły i otulający zapach na dziś, niespodziewanie jednak na chwilę wyszło słońce i zaczęło dość mocno przypiekać (zanosi się na burzę). Wtedy mój wzrok powędrował w kierunku pudełka z zapachami Kringle, a dłoni sięgnęły po Beachside.


























   W przypadku tego zapachu nie ma co się doszukiwać skomplikowanych nut i skojarzeń, Beachside to czysty zapach olejku do opalania w kontakcie z rozgrzana słońcem skórą. Jedni lubią takie aromaty, inni nie znoszą, ja na szczęście zaliczam się do tej pierwszej grupy. Z początku przypominał mi ukochany Sun&Sand z Yankee Candle, Kringlowa plaża jest jednak łagodniejsza i pozbawiona słonej nuty, którą można wyczuć w S&S. Beachside relaksuje i jak na mój nos pasuje na każdą porę roku, jest delikatny i błogi.
   Jeśli ktoś spodziewa się po nim killera może czuć rozczarowanie, Beachside ładnie się roznosi po pomieszczeniach, ale nie dominuje domowej aury, pozostając tłem. Ja wrzuciłam do kominka tealight i topiłam jak wosk, taka porcja emitowała zapach w czasie palenia ok. 1,5 tealighta.


sobota, 23 sierpnia 2014

Yankee Candle - Amber Moon

   Tego lata wena na topienie wosków nieoczekiwanie mnie opuściła, owszem, od czasu do czasu coś tam włożyłam do miski kominka, ale żaden zapach nie zachwycał jak dawniej. Niemniej jednak z wielką nadzieją na odmianę tego stanu czekałam na pojawienie się kolekcji Q3 od Yankee Candle. Jest wreszcie, mam wszystkie zapachy i zastanowienie co wypróbować najpierw. Na pierwszy ogień poszedł najbardziej wyczekiwany zapach - Amber Moon.


   Sopot jesienią, wczesny październik. Słońca i ciepła jak na lekarstwo, dlatego wieczory najlepiej przesiedzieć w pijalni czekolady. A gdyby tak o godzinie 23 założyć polar i japonki, wyjść z czymś nie do końca legalnym by posiedzieć z godzinkę na pustej plaży i zakończyć ten wieczór namiętnie, w łóżku z kimś najbliższym... Towarzyszy temu zapach chłodnej nocy, jeszcze ciepłego piasku oraz rozgrzanej skóry. Towarzyszy temu zapach Amber Moon.

Amber Moon to zapach wybitnie nastrojowy, ciepły, nieco tajemniczy i seksowny. Na szczęście nie jest zbyt słodki, czego początkowo się obawiałam.  Dużo w nim bursztynu, odrobinę piżma i wanilii, czuję w nim też jaśmin podobny do tego w Alienie, ale nie jest on dominujący. Mocny, dobrze się roznosi po pomieszczeniach nie drażniąc jednak domowników intensywnością, tak ładnie "leży" w pokoju i sypialni. Dla mnie murowany kandydat na większy format tj. świecę. Dodatkowym atutem jest piękna etykieta.




sobota, 2 sierpnia 2014

Haul lipcowy, czyli co u mnie nowego

   Jeszcze tydzień temu zastanawiałam się, czy post z nowymi zakupami w ogóle powstanie, ponieważ cały miesiąc nic nie kupowałam. Rozkręciłam się dopiero jakoś pod koniec, robiąc zakupy "na pocieszenie" po kiepskich dniach. Oto co z tego wyszło.


























Zakupy zrobione w aptece: antyperspirant i balsam po opalaniu Vichy oraz miniaturowa wersja kremu Nectalys z Galenica. Przy okazji chciałabym przybliżyć Wam interesujący artykuł na temat internetowych aptek, jak nie dać się oszukać i wybrać sprawdzoną. Odsyłam do linka --> KLIK


























To już wizyta w Rossmannie, po której byłam bogatsza o mydło w płynie Isany, żel do higieny intymnej Ziaja, kolejny żel do higieny intymnej, czyli Facelle - tego zamierzam używać zamiast szamponu, sztyft Dove - ostatnio mój ulubiony oraz maszynki do golenia Wilkinson



























Wróciłam do Rossa po żele pod prysznic Isany i Alterry oraz ulubiony szampon Wella, tym razem w wersji do włosów farbowanych


























Te zakupy najbardziej poprawiły mi humor :) Dawno nie kupowałam nowych zapachów lecz ostatnio odczuwam znów silną potrzebę nabywania nowych pachnideł. Extatic od Balmain był zakupem planowanym, jednak Republic of Women z Banana Republic to zupełny przypadek, dostałam kiedyś od znajomej jego końcówkę we flakonie i spodobał mi się na tyle, że kiedy zobaczyłam go na sporej (ogromnej!) przecenie wzięłam od razu. Do zakupów dostałam całkiem fajne próbeczki.


























Na koniec prezent - niespodzianka. Zostałam obdarowana przez moją kochaną Hasi masełkiem The Body Shop do przetestowania, cudnymi miśkowymi woskami oraz kokosowym, który miałam właśnie kupić, bo poprzedni mi się skończył, glicerynowym mydełkiem o zapachu guawy i pięknie pachnącymi próbkami perfum. Dziękuję Ci raz jeszcze :*


czwartek, 3 lipca 2014

Czerwcowy haul zakupowy

   Denko mamy już za sobą, ale nie pokazywałam Wam jeszcze czerwcowych zakupów, ponieważ czekałam na jedną paczkę, która miała dojść jeszcze w czerwcu, a zjawiła się u mnie wczoraj. Skoro wszystko mamy już skompletowane, można przystępować do prezentacji.




























Drobne zakupy w Rossmannie i Super-Pharm: mydło w płynie Isana, peeling Bielendy i krem Uriage.

To już nowe nabytki z Yves Rocher: żele pod prysznic i antyperspirant w kulce, a obok nich efekt wizyty z Organique, czyli wosk zapachowy Oriental Night.

Jak zwykle musiały się tu też znaleźć kosmetyki katalogowe, w tym wypadku sam Avon: żel do mycia twarzy, pianka myjąca, maseczka z nowej linii Planet Spa z jagodą acai, a do tego próbka wody.


Od kiedy zlikwidowali w Krakowie jedyny sklep The Body Shop, skazana jestem na zakupy przez internet. Może nawet lepiej, bo taniej wyszło :) Rewelacyjny krem do rąk z konopiami i balsam do ust Honeymania.


Te kosmetyki pochodzą z kosmetycznej wymiany: odżywka Pantene, dwufaza do demakijażu Yves Rocher i woda perfumowana Beckham Intimately Yours.


Zakupy na colorowo.pl: preparat do usuwania skórek Barbra i lakiery Colour Alike - 3 holo, top holo i 5 z najnowszej kolekcji KRK, o których będzie osobny post.


Zapach Domu: dwa zapachy do auta i cztery woski, w tym trzy z Q2.

Na koniec chciałam Wam polecić nową miejscówkę na mapie podkrakowskich okolic, czyli Cafe Racer KLIK. Codziennie świeże, pyszne obiady bez dodatku chemii (np. rosołek z wiejskiej kury, bez dodatku magii i vegety, za to z lubczykiem, czy klejone w domu pierogi). Można wpaść na kawę, piwko, karaoke, posłuchać bluesa i pogapić się na motory. Lokalizacja: podkrakowski Zabierzów.

sobota, 28 czerwca 2014

Yankee Candle - Black Plum Blossom

Hejka!
   Wreszcie mamy jakieś lato, ciekawe na jak długo. Jestem strasznie do tyłu z nowościami Yankee Candle. Tak, kolekcja Q2 to dla mnie wciąż nowości ;) Udało mi się w końcu kupić woski z serii na lato i dzisiaj będzie o tym, który skradł moje serce - Kwiat Czarnej Śliwki.


























   Miewałam ostatnimi czasy problem z węchem, albo pecha do zapachów o bardzo słabej emisji. Już myślałam, że coś z moim nosem jest nie tak, jak trzeba lecz trafiłam właśnie na ten wosk. Prawdę mówiąc dziwi mnie obecność "blossom" w nazwie, ja nie czuję tam żadnej kwiatowej nuty. Gdybym nie wiedziała co to za zapach, uznałabym, że to jakiś wynalazek z kategorii spożywczej. Dla mnie Black Plum Blossom bowiem pachnie jak ciepłe jeszcze, bo ledwie wyjęte z piekarnika, ciasto ze śliwkami i kruszonką! Lekko słodko, do tego kwaskowo-owocowo, błogi aromat letniego popołudnia. Czuję w nim także cukier puder przez co przypomina mi jakiś wcześniejszy zapach od YC, cały dzień myślałam z czym mi się kojarzy, coś dzwoniło, jednak nie w tym kościele i dalej nie wiem. Co ważne, zapach jest mocny, dobrze się rozprzestrzenia, nie drażni, wywołuje u mnie uśmiech i... wzmożony apetyt ;)

wtorek, 13 maja 2014

Party Lite - Tropikalne Wody

   Jakiś czas temu pokazywałam Wam zawartość paczki, którą dostałam w ramach współpracy z firmą Party Lite, produkującą świece zapachowe i akcesoria do nich. Recenzję jednego z wosków znajdziecie tu: KLIK. Ostatnio, gdy mieliśmy okazję cieszyć się słońcem i niemal letnią pogodą otwarłam Tropical Waters.

  
   Party Lite nazywa swoje woski wkładami ScentPlus, mają one formę koła podzielonego na 9 kawałków, a masa takiego wosku to 90,7 g. Wosk bardzo łatwo się łamie, nie kruszy się przy tym, więc nie mamy bałaganu wokół kominka.






"Pozwól aby prąd fal oceanu obmył Twoje ciało. Odrobina kokosa i wanilii kojarzy się z tropikami."

   Rzeczywiście Tropikalne wody to zapach mocno kokosowy i egzotyczny, w stylu letnich limitowanek Escady, długo kojarzył mi się z czymś znajomym, jednak moje myśli błądziły w niewłaściwych kierunkach, aż w końcu trafiły w co trzeba. Eureka! To zapach ciasteczek kokosanek pokapanych sokiem z cytryny! 

   Pod takim jednym kawałkiem, czyli 1/9 wosku wypaliłam 3 tealighty i dopiero po tym czasie zapach stał się niewyczuwalny. Podobnie jak w przypadku Hebanowego Oud'u, aromat nie jest bardzo intensywny (choć Tropikalne Wody są mocniejsze), ale długotrwały. Ładnie się niesie i wypełnia pomieszczenia samemu pozostając tłem, dzięki temu, że nie jest nachalny.

Cena: 39 zł, dostępny w sprzedaży bezpośredniej u konsultantek i czasem na allegro.


piątek, 9 maja 2014

Yankee Candle - Ocean Star

   Coraz większą mam ochotę na typowo letnie zapachy, trzymane zimą w kartonie i z utęsknieniem oczekujące na ciepłe, słoneczne dni. światło dzienne oraz blask tealighta ujrzał dziś Ocean Star.





   Kolor wosku może już sugerować podobieństwo do innych "niebieskich" zapachów Yankee Candle i w rzeczywistości to się sprawdza. Ocean Star jest świeży, rześki i typowo morski. Nieco podobny do Turquoise Sky, lecz na szczęście pozbawiony jego metalicznej, drażniącej nuty, łagodniejszy i mniej "mokry" od November Rain i zdecydowanie łudząco przypominający Relax z wycofanej serii Aromatherapy Spa, który pachniał solą morską i kwiatem lotosu. Jakby spojrzeć na deklarowane przez producenta składowe aromatu Ocean Star, również dostrzeżemy w nich kwiat lotosu, dlatego jeśli brakuje Wam coraz rzadziej spotykanego starego Relax, polecam Gwiazdę Oceanu.

   Ten wariant posiadam jedynie w formie samplera, a samplery kroję i palę w kominku jak woski. 1/6 świeczuchy pachnie bardzo intensywnie i bardzo długo, roznosząc oceaniczną świeżość po całym domu.

   Ocean Star jest zapachem wypuszczonym na rynek amerykański, ale jak dobrze poszukacie, to znajdziecie go na aukcjach internetowych.

www.yankeecandle.com

czwartek, 1 maja 2014

Paka od Party Lite!

   Z pewnością każda z Was zauważyła, że kocham zapachowe świece i woski, a od czasu do czasu pojawiają się u mnie posty z recenzjami produktów wypełniających zapachem domowe pomieszczenia. Dlatego właśnie ogromnie ucieszyła mnie wczorajsza wizyta kuriera, który przywiózł mi paczkę - niespodziankę. Jej zawartość to efekt współpracy z amerykańską firmą Party Lite, która coraz bardziej rozkręca się na polskim rynku. Wcześniej miałam przyjemność poznać trzy zapachy tego producenta, które bardzo przypadły mi do gustu (na razie opisałam HEBANOWY OUD) i wstępnie niuchając zawartość paczki myślę, że firma jest na dobrej drodze :) Z pewnością wkrótce pojawi się kilka recenzji.






W środku:
- świeca Black Orchid
- wkład ScentPlus Bamboo Breeze
- wkład ScentPlus Tropical Waters
- tealighty Lavender Flower
- tealighty Juicy Clementine
- katalog produktów oraz poradnik o pielęgnacji świec





Wczoraj odpaliłam tealighta, palił się bardzo długo, choć zapach był słabo wyczuwalny, ale tealighty tak mają :)

Więcej informacji znajdziecie klikając w link (banerek będzie na stronie głównej, po prawej):